154 – brak sił

Dziś nie mam siły żyć. Po terapii zakopałam się w kocu po uszy. Przyjemne ciepło i dobra lektura.
Znów mogę czytać.
Majka leży obok. Czerwony zeszyt A4 zawsze jest pod ręką. Ale dziś żaden bohater nie przeżył nowej przygody, nie wzbogacił się o żadną nową cechę. Dziś tamten wykreowany świat odpoczywa. A ja razem z nim.

Podziel się!

147 – równia niepochyła

Jest źle.
Nic nie cieszy. Bo i cieszyć nie ma co.
Słowa się nie kleją.
Każde wymyślone zajęcie trwa najwyżej pięć minut.
Uciekam w sen. Biorę to na przeczekanie.
Zgodnie z sugestią pana M. staram się nie uruchamiać spirali samoudręczających myśli. Różnie to wychodzi.
Jest stabilnie źle. Ale to chyba dobrze. Stabilność jest bezpieczna.
Bo jest, prawda?

Podziel się!

141 – cielesna samotnia

– Co robisz?
– Myślę.
– No tak, schowana w swojej samotni.
– Cielesnej samotni.
– Jak to?
– Chowam się w ciele. Ale ono mnie ogranicza.
– To w czym byś chciała być, jak nie w ciele?
– W niczym.
– No tak. Ty jesteś ponad tym. Ponad ciałami.

Jestem.

Podziel się!

133 – poziom lęku

Jaki jest poziom mojego lęku?

Siedzimy wczesnym wieczorem coś oglądając. Nagle dzwoni domofon.
– Kto to może być?
– Nie wiem…
Odparłam szeptem pełnym przerażenia.
Mrówek wstał.
– Nie otwieraj! Nie otwieraj! Proszę cię!
Ciągnęłam go za rękę.
Przeczuwałam, że gdy otworzy, stanie się coś bardzo złego.
– Słucham?
Powiedział do słuchawki.
– Nie, nie. Dziekujemy.
Ministrant… pytał, czy przyjmujemy księdza.

Mrówek śmiał się ze mnie do końca dnia. Cóż miałam zrobić. Śmiałam się razem z nim.

Podziel się!

124 – święta

Długo mnie tu nie było.
Od niedzieli spędzałam całe dnie w kuchni, żeby przygotować tradycyjne jedzenie na święta.
W tym roku spędzamy je sami – Mrówek, ja i nasze dwa szczurasy.

Jako dziecko uwielbiałam święta. Potem mi przeszło. A gdy zostałam ateistką i antyklerykałem, wojowałam z rodziną o ich obchodzenie. Chciałam się wyłamywać.
– W moim domu nigdy nie będę robiła świąt! Nie jestem katoliczką!
Na nic zdawały się tłumaczenia ateistycznego ojca, że to tradycja. Że nikt nie każe mi wierzyć, ale Wigilię trzeba obchodzić uroczyście.
Była i druga strona medalu – siedzenie przy stole z rodziną, kiedy siedzieć się z nimi nie chciało. Wysłuchiwanie opowieści z dzieciństwa. Jaka to kiedyś byłam śmieszka, a teraz taki zamknięty w sobie gbur. Zawsze siedziałam w milczeniu, ewentualnie zdawkowo odpowiadając na pytania. Nerwowe odliczanie do końca dnia, do końca świąt, kiedy wszystko wróci do normy. „Normy” hehe.

W tym roku postanowiliśmy zostać sami. W Wigilię obchodziliśmy trzecią rocznicę zaręczyn.
Prawdę mówiąc, gdyby Mrówkowi na tym nie zależało, spędziłabym święta jak zwyczajne dni.
Ale Mrówek lubi atmosferę świąt. Dlatego przez tydzień siedziałam w kuchni i gotowałam.

Co się okazało?
Święta mi się odczarowały. Już nie kojarzą się z zakłamaniem i sztucznymi uśmiechami.

Może i kiedyś polubię swoje urodziny?

Podziel się!