122 – absurd

– Zastanawia mnie powód twojego wczesnego wstawania.
– Co?
– Czemu wstajesz od kilku dni z samego rana.
– Budzę się koło szóstej. Leżę godzinę albo i dłużej. Nie mogę zasnąć i chuj mnie zaczyna strzelać. Dlatego wstaję.
– Nie wierzę.
– No to niby o co chodzi twoim zdaniem?
– Nie wiem. Ale coś jest na rzeczy.
– Niby co?
– Nie wiem. Ale nienawidzę jak ściemniasz.
Aha… Poziom absurdu jego zarzutów osiągnął apogeum. Przeszedł sam siebie.
Czy w ciągu tej, spędzonej razem, dekady nie zauważył, że okresowo zmieniają mi się cykle snu? Jakiś czas śpię po kilkanaście godzin na dobę, a potem po pięć. Tak jest od lat! Ale nie, oczywiście. Ona ma borderline, wiec na pewno coś ma na sumieniu i kłamiąc to ukrywa!
Ehh…

Podziel się!

121 – pisanie

– I co, znowu będziesz pisać jakieś głupoty? O jakichś przymusach?
Mrówek się unosi za każdym razem, gdy widzi, że mam włączony panel bloga.
– Pokaż, co tam znowu popisałaś.
Zabiera mi telefon, gdy już opublikuję notatkę.

No, ale co ja poradzę, że mnie ciśnie? Od kilku dni silny ból w lewym nadgarstku. Tak, przymus podciecia żył się kłania. Czemu? No przecież znam odpowiedź. Tyle razy to wałkowałam z terapeutą. Co nie zmienia faktu, że nie mogę przestać o tym myśleć. Ten żądny urzeczywistnienia ból na to nie pozwala. Przecież nie może być za dobrze… Ja-autodestrukcyjna na to nie pozwoli. Ale mam to gdzieś. Łapa pozostanie cała.

– Nie pisz za dużo. Powoli. Nie wszystko na raz.
Zmienił front.
– Ale dlaczego? Przecież dopiero mnie namawiałeś, żebym pisała więcej.
– Bo wtedy to była książka o terapii. A teraz wracasz do przeszłości. Przypominasz sobie fakty, które wyparłaś z pamięci. Znowu ci się pogorszy.
Czy ja wiem? Tamten rozdział jest zamknięty. Mam dystans. Chyba…
Choć dziś robię sobie przerwę. Chyba dobrze mi to zrobi.

Podziel się!

119 – przymus niszczenia

Wstałam dziś wcześnie. Pełna energii.
Zaprojektowałam wstępnie okładki do drugiej i trzeciej części Młodego boga.

Ba! Zaczęłam pisać trzecią część pod roboczym tytułem „Młody bóg z pętlą na szyi. Samobójstwo na raty”.
Powstały trzy strony tekstu. I co? Zrezygnowana wyłączyłam komputer.

Tak, wiem, panie M. Odezwał się przymus niszczenia tego, co dla mnie dobre. Chora część mnie nie chce pozwolić na dobre samopoczucie i zdrowienie.

Niby to wiem. I co z tego?
Tendencje samobójcze wciskają się w szpary między myślami. Przymus autodestrukcyjny w świadomości rozpycha się łokciami.
Jak z tym walczyć? No jak?!
Pierdolę. Idę spać.

Podziel się!

115 – pisz dalej!

– Czemu wyłączasz komputer?
– No bo skończyłam rozdział.
– I nie będziesz już pisać?
– No dzisiaj nie.
– Ej… to weź zrób obiad i pisz dalej, co?
– Czemu?
– No weź napisz kolejny rozdział.
– Ale czemu?
– No bo będziesz tu siedzieć i mnie wkurwiać.
– Ale zaraz skończę tę książkę i co wtedy?
– No to bedziesz pisać od początku.
– To chyba lepiej zacząć nową książkę…
– No jak tam chcesz. Tylko proszę, pisz. Bo tylko jak piszesz da się z tobą wytrzymać.

Podziel się!

108

– Mam cię dość! Rzygać mi się chce, jak patrzę na tą twoją zjebaną minę. Po co ty w ogóle chodzisz na tę terapię, co? Terapia jest dla chorych, a nie pojebanych.
Sahara popłynęła…
– Jeszcze żyletkę weź! Cyrkowcu jeden.

Podziel się!