852 – jeszcze chwila i wysyłam w świat

Ten weekend był wyjątkowo owocny. Udało mi się dobrnąć do końca książki z poprawkami, zredagować maila do wydawnictw oraz naskrobać Słowo od autorki.
Teraz zostało już tylko naniesienie poprawek na wersję elektroniczną i „Granice obłędu” można wysyłać w świat!

Nie ukrywam, że uważam tę powieść za najlepszą, jaka wyszła spod mojego pióra. Czy wydawnictwa będą tego samego zdania i któreś w końcu ją przyjmie? Nie wiem. Nie wiem, ale wciąż tli się we mnie nadzieja.

Dziś nie jest dobrze. Nie wiem, czy to zwykły smutek, czy wywołany faktem odstawienia sertraliny. A zeszłam z niej, by od dziś zacząć leczenie wortioksetyną. Jestem ciekawa jej działania, ale i pełna obaw. Cóż, pożyjemy, zobaczymy.

Najchętniej zrobiłabym sobie wolne – marzę o tygodniu bez pracy zarobkowej lub chociaż długim weekendzie. Niestety, plany poszły w odstawkę, bo mam spore zaległości. Nie mogę się wygrzebać ze starych projektów, a deadline’y dwóch nowych zbliżają się nieubłaganie. Właściwie to już minęły. Spływają też poprawki do wcześniejszych projektów. Odpoczynku – żegnaj.

Jestem przemęczona. Fizycznie i psychicznie. Nic mi się nie chce, nie mam na nic ochoty. Najchętniej pizdnęłabym tym wszystkim i wyjechała gdzieś daleko. Amsterdam? Sycylia? Biorę w ciemno.

Stoi koło mnie zapachowa świeczka. Jej płomień podryguje w rytm mojego oddechu, gdy odwracam głowę w jej stronę. Szczerze? Mam ochotę dmuchnąć i zniknąć jak ten płomień.

Podziel się!

841 – energiczny smutek

Ostatni czas owocował przeważnie dobrym, acz bardzo niestabilnym, nastrojem. Towarzyszyła mi sinusoida o dużej amplitudzie. Za to siła i energia – rozsadzały od środka. Mało śpię, wstaję o świcie i od razu siadam do pracy. Zawodowe programy zamykam po ośmiu godzinach. Odkąd mam działalność, nigdy tyle nie pracowałam.

Nasiloną niestabilność emocjonalną trzymałam na smyczy. Naprawdę, dawało się ogarnąć te wahania. Fakt, że w jednej chwili byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie, a minutę później łzy były dowodem na to, jak bardzo cierpię. Ale nie poddawałam się temu, nie brnęłam w to, nie pozwalałam sobie na zagrzebanie się w smutku i rozpaczy.

Aż do dziś. Z każdą godziną jest coraz gorzej. A ja mam wrażenie, że nie mam siły z tym walczyć. Zrezygnowana sięgnęłam do szuflady, by wziąć Lorafen. I co? Niemiła niespodzianka. Mrówek wyjadł blister do końca i zostawił puste opakowanie. I chuj, za przeproszeniem. Zostałam bez leku doraźnego…

Podziel się!

827 – powrót do rzeczywistości

Urlop, urlop i po urlopie. Niestety.

Spędziliśmy u cioci na wsi dwa tygodnie. Upał nie dawał wytchnienia, dlatego też byliśmy na rowerach tylko kilka razy. Szkoda, miałam nadzieję, że uda mi się zrzucić kilka kilogramów.

Ciocia prowadzi dom tymczasowy dla chorych i starych jamników. Kilkanaście psów nie dawało nam się nudzić.

Pokochałam jednego z psiaków – młodziutką suczkę Fizię, znalezioną przez ciocię przy autostradzie.Biedna nie ma jednego oczka. Tak bardzo chciałam ją zabrać do domu, adoptować. Niestety, Mrówek powiedział kategoryczne „nie”. Stwierdził, że prędzej zgodzi się na dziecko niż na psa. Ehh. Tak okropnie tęsknię za posiadaniem pieseła. Pan M. też uważa, że powinnam takowego posiadać. Ale upór Mrówka jest zbyt duży, nie do przełamania.

Wciągnęłam nosem opowieści psychoterapeutyczne Yaloma „Kat miłości”. Kolejny autor otrzymał ode mnie etykietkę „ulubiony”.

Udało mi się dokończyć pierwsze czytanie, korektę oraz edycję „Granic obłędu”. Przenoszę teraz poprawki na wersję elektroniczną.

Jutro do pracy… tak bardzo mi się nie chce.

Na szczęście również jutro i pojutrze mam sesje. Bardzo brakowało mi terapii i stęskniłam się za panem M. Mam mu tyle do opowiedzenia. Po tych dwóch spotkaniach w poniedziałek i wtorek znów przerwa w terapii. Aż do początku września, bo tym razem terapeuta znów wyjeżdża.

A tu, mój kochany Fiziulek na spacerze.

Podziel się!

826 – już tuż, tuż!

Ciągnę resztkami sił, ale już tuż, tuż! Jeszcze tylko dziś i ze cztery godziny jutro i urlop! Długo wyczekiwany i odkładany od czerwca urlop. Nareszcie!

W pierwszym tygodniu jedziemy w odwiedziny do cioci na wieś. Rodzice, co prawda, mieszkają w tej samej miejscowości, jakiś kilometr od cioci, jednak się z nimi nie spotkamy. W związku z epidemią mama izoluje się od wszystkich, nie wychodzi z domu, a pracuje zdalnie. W końcu jest po dwóch nowotworach, ma jedno płuco – boi się, oboje z ojcem się boją i ja to rozumiem.

Na wsi zamierzamy jeździć na rowerach i ogólnie aktywnie spędzić ten czas. A ja oczywiście obiecałam sobie, że skończę pierwsze czytanie i nanoszenie poprawek na „Granice obłędu”. Dotarłam do, bodajże, 46. strony. Ale takie czytanie to nie robota. Kilka stron raz na kilka dni. Więcej czasu nie udaje mi się wygospodarować. Ostatnio dużo pracuję zawodowo.

Muszę, potrzebuję tego wolnego. Żeby się zatrzymać, odpocząć, zając sobą i swoimi sprawami.

Ostatnią sesję miałam 23 lipca. Następne dwie 17 i 18 sierpnia. A po nich znów przerwa aż do września. Mija tydzień bez terapii. Na razie jakoś się trzymam, nie jest źle. Ale jak będzie potem? Zobaczymy.

Na czwartkowej sesji pan M. stwierdził, że całkiem dobrze znoszę przerwy w terapii. Cóż, szczególnie jak w tym czasie mam urlop, hehe. Ale brakuje mi tych spotkań, rozmów.

Ostatnimi czasy iskrzy między mną a panem Mrówkiem. Oboje łatwo wybuchamy i naprawdę niewiele trzeba do awantury. Jest między nami dużo złości, z którą nie do końca umiemy sobie poradzić. Wzajemne pretensje, uszczypliwości, drobne złośliwości i zbyt duże, raniące słowa. Tak ogólnie jakoś się dogadujemy, ale ten stan rzeczy jest daleki od pożądanego.

Jeśli chodzi o kwestie wydawnicze – wysłałam drugi raz „Dwa słowa” do wydawnictw. Tym razem zmieniłam treść wiadomości, która teraz bardziej przypomina list motywacyjny niż zwykłe poinformowanie o przesłaniu propozycji wydawniczej. Doczekałam się nawet odpowiedzi od jednego z dużych wydawnictw, napisanej przez człowieka z Działu Literatury Polskiej oprócz standardowej zwrotki od autorespondera (choć w obu przypadkach treść wiadomości była taka sama). Oznacza to (mam nadzieję), że moja propozycja została przyjęta do przeczytania, a nie z góry odrzucona, jak wcześniej.

Wkurzam się na Empik, bo zamawiają po kilka egzemplarzy moich książek i wiecznie są przez to niedostępne do zakupu online. „Uśpionej” w wersji papierowej nie mają od kilku miesięcy, z „Autoterapią” i „Młodym bogiem” wcale nie jest dużo lepiej.

No, coż, Kochani, chyba tyle u mnie. Dajcie znać, jak u Was. Jak mijają Wam, wakacje? Ja tymczasem wracam do pracy.

Trzymajcie się i nie dajcie się!

Podziel się!