717 – nie no, serio?

Jest piątek wieczór.
Powinnam mieć już napisany list na poniedziałkową sesję. A ja? W zupełnym proszku. Nie napisałam jeszcze ani jednego zdania. Nie mogę się za to zabrać, bo nie potrafię siebie przekonać, że go przeczytam. Wydaje mi sie to nierealne.
Mam przed oczami siebie wchodzącą do gabinetu. Ale czy trzymam w ręce list, by go przeczytać? Nie.
Czy wyjąć go przed wejściem, po wejściu? Złożyć na pół? A może na cztery? Lub nie składać kartki wcale, by była nieskazitelna?
Dlaczego ja zawsze rozmyślam o takich pierdołach?
Nie mam napisanego listu, którego odczytanie zapowiedziałam. Więc głupio byłoby się teraz wycofać i iść na sesję bez niego.
Zatem może nie iść wcale?

Jak ja to kocham…

Podziel się!

714 – blizny

Przed chwilą, paląc fajkę, przyjrzałam się swojej lewej ręce. Zrobiło mi się smutno i żal samej siebie. Na całym ciele mam wyoraną żyletką swoją psychiczną historię. Ręka nadaje się do wymiany…
Te setki blizn małych i dużych. Po ranach płytkich i głębokich. Przypominają mi one sytuacje, w których je zostawiałam na skórze.
Chyba najgorsza jest ta największa na nadgarstku. Która, wraz z licznymi mniejszymi, przypomina mi chwilę, w której chciałam się zabić. Ile to minęło? Półtora roku? Dwa i pół? Nie pamiętam. Czy Wy też macie takie okropne luki w pamięci, problemy z chronologią, oceną ilości upłyniętego czasu?

Podziel się!

712 – Święta

Przez całe długie lata nienawidziłam Świąt. Wydawały mi się takie sztuczne, te wymuszone pytania i wymijające odpowiedzi. I myśl, żeby jak najszybciej odejść od stołu.
A teraz? Uwielbiam tę atmosferę. Cieszę się, że spotkam się z rodziną.
Może to dlatego, że jestem szczęśliwa?

Podziel się!

706 – terapia borderline: zakończenie terapii

Wczoraj napisałam do terapeuty, że rezygnuję z terapii. Po odpowiedzi pana M., że porozmawiamy o tym na następnej sesji, wysłałam kolejnego. Że chcę zniszczyć naszą relację i nie chcę więcej przychodzić.
Dziś już to jakoś przetrawiłam. Ten silny lęk przed bliskością. Doszłam do tego, że chciałam zniszczyć tę relację i zakończyć terapię, bo przestraszyłam się, że mogę się bardziej zbliżyć do pana M.
Nawał emocji i chęć zniszczenia były tak silne, że się pocięłam. Dziś tego żałuję.
Teraz już się nie boję. Idę w poniedziałek na sesję. Już zaczęłam pisać kolejny list. Tym razem ja go przeczytam. Albo opowiem, co w tym liście napisałam, jeśli pan M. nie będzie chciał, żebym czytała.

Walczę dalej!

Podziel się!