798 – kiblowania ciąg dalszy

Był obchód.
– Jak się pani czuje? – Spytał prowadzący, który, jestem w szoku, wie w ogóle, jak wyglądam.
– Kryzys minął, jest zabjebiście. Kiedy wychodzę?
Ordynator sie roześmiała.
– Na weekend puścimy panią do domu. Jak wszystko będzie w porządku, to w przyszłym tygodniu dostanie pani wypis.

No żeż kurwa. Jestem już zdrowa! Chcę wyjść już, w tej chwili! A nie kiblować tu kolejny tydzień. Nosi mnie. Mam swoją borderową górkę i marnuję ją, siedząc w zamknięciu. A mogłabym nadrobić zaległości w pracy. Odbić się finansowo po tej długiej przerwie.

Chcę do domu!

Podziel się!

797 – wypis?

Wciąż myślę. Rozważam poniedziałkowy wpis na żądanie. Sama przyszłam, sama wyjdę. Poprzednim razem psycholog mówiła, że nie ma zgody lekarza, więc musi odbyć się rozprawa sądowa. Mówiła prawdę? Kłamała?

Nie jestem szczera z personelem. Wiedzą tylko tyle, ile mogą zaobserwować. Zresztą… Nie kłamię. Po prostu nikt mnie nie pyta, jak się czuję i czy wciąż chcę się zabić lub skrzywdzić.

Z jednej strony wiem, że wychodząc już teraz, wrócę do autodestrukcji, której przymus jest bardzo silny. Z drugiej, będąc tu, czuję się jeszcze gorzej. Mój borderowy mózg interpretuje zaistniałą sytuację jako odrzucenie, porzucenie.

Rozmawiałam z tutejszym dziewczynami. Mówią, że to standardowe zachowanie personelu – gdy ktoś jest pierwszy, ewentualnie drugi raz, otrzymuje zainteresowanie, opiekę i troskę. Ludzie, którzy są któryś raz z kolei, są zostawieni sami sobie. Naćpać lekami i wypierdalaj, gówno nas obchodzisz. Tak się właśnie czuję. Jak pierdolone powietrze…

Podziel się!

796 – dzień św. Walentego

Dzień ludzi chorych psychicznie świętuję adekwatnie – leżąc w łóżku i płacząc.

Dziś mieliśmy iść z Mrówkiem na spacer po przyszpitalnym ogrodzie. Kłótnia zniszczyła wszystko. Jego wina? Moja wina?

Pisałam z terapeutą. Na pytanie, czy uważa, że wypisanie się to dobry pomysł (dzień dziesiąty – wciąż nikt że mną nie rozmawiał, a lekarz ma mnie głęboko w dupie) , odpisał: „W domu też Pani nie pogada [przyp. z nikim]. Teraz jest czas dla Pani.”

Czas dla mnie… Czas na leżenie, gapienie się przez łzy na klamkę i myślenie o tym, jak przejebałam swoje życie.

Jedyne, co trzymało mnie jakoś w kupie to pisanie. Niestety, długopis odmówił posłuszeństwa – wypisał się wkład.

Chciałabym odnaleźć sens, ale nie mam już siły go szukać. Przymus autodestrukcji jest coraz silniejszy. Wyszukuję wzrokiem wszystkie elementy szpitalnego wyposażenia, którymi można by się skrzywdzić. Robię to mimowolnie. Po prostu rzucają mi się w oczy.

Tak mija mi kolejny dzień w psychiatryku…

Podziel się!

795 – cichosza… pustkosza…

Mija dziewiąty dzień za kratami.

Jestem powietrzem. Nikt ze mną nie rozmawia. Ani na tamtym oddziale, ani na tym. Psycholog nie ma czasu, lekarz ma wyjebane. Przykro mi patrzeć na inne pacjentki, których prowadzący przychodzą do nich, interesują się. Mnie nie ma. Dla nich mnie nie ma. Jestem powietrzem.

A i we mnie pustka. Pustkosza. Nie ma emocji. I nie ma życia.

Zdolna do jałowej gadki z pacjentkami. Dla pozoru normalności. Że nie izoluję sie zupełnie. Ale przelatują przeze mnie te rozmowy. Ulatują.jak ten dym z fajek przez otwarte okno w palarni.

Zamierzam stąd wyjść. To wszystko mnie tylko bardziej przytłacza. Bardziej pomoże mi dom i sesje z panem M.

Podziel się!

794 – to jest bardzo złe nastawienie, dzieciaku

Mam dziś tak złe nastawienie do wszystkiego, że nic, tylko położyłabym się i płakała. Tylko w oczach brak łez. A i sił jakoś nie ma na szloch.

Po dobie przenieśli mnie właśnie z sali obserwacyjnej na zwykłą. Na samym końcu korytarza po lewej. Szkoda tylko, że w drzwiach jest klamka. Te przeklęte klamki mnie prześladują…

Na oddziale dziwny spokój. Jakby cisza przed burzą.

Był dziś obchód. Psycholog mnie poznała – znowu po kolejnych sześciu latach, ordynator chyba nie (trudno jednoznacznie stwierdzić). Obecnie jestem na 15mg arypiprazolu i 100mg sertraliny z możliwością zwiększenia do 200mg.

To jest zły, bardzo zły dzień. Ale usilnie sobie powtarzam, że każdy jest jeszcze gorszy na umieranie. Bo chcę żyć. Przecież chcę. Prawda?

Podziel się!