742 – frustracja

Ostatnio pan M. uświadomił mnie, że bardzo źle znoszę frustrację. Mam bardzo niski próg odporności na nią.
Kiedy tylko pojawia się jakiś problem, od razu chcę rezygnować i uciec. Czy to rzucić pracę, czy w myśli samobójcze lub przymusy autoagresywne.
Zdecydowanie muszę nad tym pracować. Przecież nie mogę za każdym razem sięgać po Lorafen, jak zrobiłam to dzisiaj.
Tak dużo już przepracowałam, zmieniłam. Ale wciąż jest wiele do zrobienia. A mnie znów towarzyszy lęk, przed zakończeniem terapii. Dlaczego?
– Co jeszcze chciałaby pani w sobie zmienić? – Zapytał niespodziewanie pan M. na ostatniej sesji.
Początkowo wpadłam w panikę, bo nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Jednak po chwili zastanowienia, przypomniałam sobie.
– Na pewno tę niechęć przed seksem. Niestabilność, która wciąż jest.
– Nieumiejętność znoszenia frustracji. – Dodał terapeuta.
Przytaknęłam i nie umiałam znaleźć nic innego. I wtedy pojawił się kolejny lęk – przed zakończeniem terapii.

Podziel się!

741 – bierz życie za rogi. I żyj!

Żeby nie było, że piszę tylko, gdy jestem przybita…

Obudziłam się dziś rano i powiedziałam sobie:
– Mrówczyńska, kurde, nie ma się co smucić! Wstań, złap życie za rogi. I żyj!
Dzień upłynął mi w dobrym nastroju.

Kiedy paliłam fajkę na balkonie, pierwszy raz zaobserwowałam bawiące się wróbelki. Jeden z nich przysiadł na gałęzi z piórkiem w dziobie. W pewnym momencie wypuścił je. Pióro zaczęło majestatycznie spadać. Drugi z wróbli poderwał się z gałęzi i chwycił je w locie. Po czym to on usiadł na drzewie i puścił piórko. Pierwszy wróbel pikował, by je złapać. I tak na zmianę. Przepiękny to był widok. Bo to wiosna!

Podziel się!

740 – rola ofiary

Drugi dzień z rzędu jest mi smutno i już się zaczyna wchodzenie w rolę ofiary. W moim głupim rozumku już włącza się spirala myśli – jaka to ja jestem biedna, jaka pokrzywdzona, tak bardzo cierpię.
Nie potrafię zaopiekować się sobą w gorsze dni. Wymagam od siebie wiecznie dobrego nastroju. Kiedy jest gorzej – wchodzę w rolę swojego kata. Jestem na siebie zła i robię sobie wyrzuty. No bo przecież nic się nie dzieje, a ja się smucę. Powtarzam sobie słowa pana M., że te emocje dotyczą przeszłości. Ale niewiele to daje. Karzę siebie, przez co jeszcze bardziej wchodzę w rolę ofiary. Spirala się nakręca.
Muszę nauczyć się opiekować sobą. Tym małym, skrzywdzonym dzieckiem we mnie. A ja wciąż do niego krzyczę:
– No i czego ryczysz, gówniarzu?! Uspokój się w tej chwili! Jesteś nieznośna! Nienawidzę cię!
Mrówczyńska, przecież tak nie można…

Podziel się!

734 – pikowanie

Po wczorajszej euforii, dziś jest pikowanie. Smutek wdziera się w każdy zakamarek moich myśli, wypiera inne emocje. Dlaczego? Bo było za dobrze?
W głowie dźwięczą mi słowa psycholog z psychiatryka – to, że teraz jest źle, nie znaczy, że cały dzień musi być zły. Staram się tak do tego podchodzić, ale średnio mi wychodzi.
Straciłam wenę. Od kilku dni nic nie napisałam. Mam nadzieję, że ten kryzys twórczy jest chwilowy. Bo, jak wiecie, bez pisania nie jest ze mną dobrze. A nie mam nawet siły przepisać rozdziału Dwóch słów ani dokończyć Halucynacji Sacksa.
Oby to nie była zapowiedź kolejnego kryzysu… Ale nie, nie może być. Nie może! Za oknem słońce, a ja chcę celebrować życie!

Podziel się!

732 – wiosna!

No i mamy marzec. To niewiarygodne, jak szybko leci mi czas. Premiera Psychiatryka za trzy miesiące! A za dwa dni spotkanie z Wami.
Czuć już wiosnę w powietrzu. Czy wspominałam Wam, że to moja ulubiona pora roku? Wszystko budzi się do życia, razem ze mną!

Podziel się!