635 – wyimaginowana choroba

Powiedziałam szefowi, że jestem chora. Skłamałam.
Przez cały tydzień przepracowałam cztery godziny. Godzina przy kompie, pięć w łóżku z płaczem.
Obiecałam, że w przyszłym tygodniu wszystko nadrobię. Tylko jak?
Z tymi myślami samobójczymi, przymusami autoagresywnymi, cisnącymi się do oczu łzami? Wszechogarniającym bezsensem?
Jak mam się zebrać w kupę? Możecie powiedzieć „przestań się nad sobą użalać i zacznij tyrać fizycznie, to przejdzie ci depresja”. A gówno prawda. Harowałam fizycznie a objawy tylko się nasilały.
Mam siłę tylko leżeć w łóżku, a i to mnie męczy. Męczą mnie myśli. I przymusy. I ta nieodparta chęć powieszenia się, choć nie po to, by umrzeć, a skrzywdzić się. Jak kiedyś. Nie podwieszałam się od trzech lat. Dzieki pomocy pana M. Wiem, że bardzo bym go tym zawiodła…

Podziel się!

633 – mam myśli

Mam myśli. Jestem prawie pewna, że to skutek uboczny nowego antydepresanta. Wcześniej też występowały, owszem. Ale były to raczej ich zarysy. Teraz pojawiają się całymi zdaniami. A nawet dłuższymi fragmentami.
Bez obaw. Nie są tak silne. Da się je jeszcze ogarniać. Są zupełnie pozbawione mocy sprawczej.
Jest ciężko, co Wam będę pisać. Sami znacie te stany na własnej skórze.
W poniedziałek sesja. Potem? Nic nie wiem. Co będzie, to będzie. A my przetrwamy.
Trzymajcie się i nie dajcie się!

Podziel się!

632 – niewdzięczność

Czuję się jak śmieć, nie nazasługujacy na nic.
Psychiatrą i psychoterapeuta robią wszystko, żebym się lepiej poczuła. A ja pracuje 2 godziny i z płaczem wracam do łóżka.
Nie tak powinno być. Powinnam im być wdzięczna. I jestem. Tylko nie umiem tego okazać.
Jest mi tak ciężko. Że chciałabym zniknąć. Ale nie zabić się. Po prostu. Wziąć urlop od życia.

Podziel się!

631 – przełom?

Z utęsknieniem czekam na przełom. Na dzień, w którym wstanę i będzie chciało mi się żyć. Będzie chciało mi się wstać.
Wczoraj cały dzień przespałam. Po powrocie z terapii nie miałam siły na nic. Wstałam dopiero późnym popołudniem, żeby zrobić obiad. A i to wydawało się ponad moje siły.
Najgorsze jest to, że w takim stanie nie potrafię pisać. Bestselleru nie ruszyłam od jakichś trzech tygodni.
Postanowiłam dziś spróbować, choćby na siłę. Otworzyłam plik na komputerze i zeszyt. Napisałam „Gdy wybiła godzina dwudziesta trzecia” i siedzę z długopisem zawieszonym nad kartką.
Popijam czarną kawę z kardamonem i zastanawiam się nad sensem życia.
Kupiona wczoraj przed sesją żyletka leży w zamkniętym opakowaniu. Nie użyłam jej, choć ciągnie niemiłosiernie.
Zapytałam psychiatrę, czy będę mogła do niego pisać w razie potrzeby podczas jego urlopu (dziś wyjeżdża). Zgodził się, podobno nie będę przeszkadzać.
Trafiłam na wspaniałych specjalistów i czuję się niewdzięczna, że cały czas popadam w kryzysy. Że ich praca idzie na marne.
Czuję się paskudnie. Chciałabym zapaść w głęboki, nieprzerwany sen.

Podziel się!

626 – Lorafen

Mrówek uważa, że jestem ćpunką, bo biorę Lorafen według wytycznych lekarza. Może i chodzę trochę jak naćpana, ale czy to właśnie nie o to chodzi? Gdybym nie czuła tych tabletek, jak miałyby działać i powstrzymywać mnie przed cięciem i strzeleniem samobója?
Gdy on je bierze, jest w porządku. Przecież to tylko na uspokojenie. Taa…
Nawet tu, u rodziców, nie spał ze mną w jednym łóżku, a na kanapie.
To koniec. Wszystkiego koniec. Wszystkich złudzeń. Jestem sama jak palec.
Nie biorę dziś benzo. Może przestanie wyzywać mnie od ćpunek. A że nie dam rady? Cóż. Jakaś cenę trzeba zapłacić.

Podziel się!