622 – szpital?

A może trzeba było się zgodzić na psychiatryk, gdy proponował to psychiatra? Zyskalabym złudne poczucie bezpieczeństwa. A tak?
Jestem na 10mg Lorafenu a i tak się cały czas tnę i zapijam bezalkoholowym piwem. Leżę w łóżku i placzę. Nie mam sily żyć. Rodzina wyciąga mnie jutro na wieś. A ja nie chce odpowiedzin. Chce samotności i zaśnięcia na wieki.
Ale nie bójcie się. Nie zabiję ale. W końcu mam jeszcze tylko spraw do załatwienia, nie?
Terapeuta obiecał, że jeśli znajdzie wcześniejszy termin to mnie przyjmie. Chce juz być w gabinecie i moc się rozpłakać i wyrzucić to wszystko z siebie.
A Mrówek się do mnie nie odzywa…

Podziel się!

621 – coraz gorzej

Z dnia na dzień coraz gorzej. Lorafen spłyca emocje, ale w środku i tak coś wyje. I niknie w przerażającej pustce.
Do przymusu autoagresji dołączyła pętla na szyję. Nie potrafię skierować myśli na inne tory, mimo dwóch tabletek uspokajających. Ale jest jeden plus. Jestem na tyle wyciszona, że nie zrobię nic głupiego.
– Znowu się naćpałaś tymi lekami? – wkurza się Mrówek, zupełnie nie biorąc pod uwagę, że tu idzie o bezpośrednie zagrożenie życia.
W końcu psychiatra nie bez powodu chciał mnie zamknąć w szpitalu. Choć i tam by się dało…
Ale ja muszę pamiętać, że przecież nie chcę umierać. Jeszcze tyle wspaniałych wydarzeń mnie czeka. Mam do napisania i wydania tyle książek!
Jaka szkoda, że w sierpniu terapeuta będzie w kratkę. Teraz go bardzo potrzebuję…

Podziel się!

620 – ojciec

Kto by pomyślał… Piszę z ojcem o tym, jak jest mi ciężko i że mam kryzys. Jeszcze kilka lat temu udawałabym, jakbym tylko potrafiła, żeby się nie domyślili, że coś mi nie tak.
A teraz? Piszę wprost o swoim cierpieniu, leczeniu, wątpliwościach. A ojciec okazuje się zaskakująco pomocny i troskliwy. Wspiera mnie.
Lecą mi łzy. Tyle w moim życiu się zmieniło, a ja chcę się poddać…
Chciałabym się teraz do niego przytulić i poczuć małą, zaopiekowaną i kochaną dziewczynką. Jego ukochaną córeczką…

Podziel się!

619 – czy to koniec równi pochyłej?

Terapeuty nie ma. Pisałam z nim i wygonił mnie do psychiatry. Psychiatra dał mi trzy antydepresanty do przetestowania, zwiększył dawkę neuroleptyka i przepisał Lorafen 2,5mg. Sam z siebie, nie musiałam nawet prosić.
W końcu zna mnie już kilka lat. Wie, jak się kończy moje pikowanie w dół. Jak dramatycznie wtedy się robi.
Dziś dopytałam pana T. Mogę brać do 5mg lorazepamu na dobę. Rano mnie uspokoił. Powoli pracowałam przez sześć godzin. To dużo, jak na ostatni czas. Wieczorem benzo zaczęło schodzić i znów silne przymusy i brzydkie myśli. Poszło kolejne 2,5mg Lorafenu. Niech już nie będzie źle…

Podziel się!

615 – emocjonalna nawałnica pustki

Trwa we mnie nawałnica emocji. Nie wiem, co czuję. Nie wiem, co myślę. Czuję i myślę wszystko i nic. Nawałnica emocji, a jednak przeraźliwa pustka.
Jestem małym dzieckiem, zagubionym we mgle. Wołam mamę, ale odpowiada tylko echo. Przytulam się do zimnej ziemi. Biegnę na oślep, tuż nad przepaścią.
Czarna otchłań pochłania mnie. Woła to, co było. Nie chce przyjąć to, co będzie.
Nie potrafię skupić się na pracy.
Znalazłam w Internecie zdjęcie z oddziału psychiatryka, w którym byłam. Fotografia mojej sali, mojego łóżka. Tego drzewa, na którego gałęzi siedział wróbel, o którym pisałam w „Psychiatryku”, gdy zazdrościłam mu wolności. I skrzydeł. To wszystko sprawia, że chcę powrotu tam. Powrotu za kraty. Poczucia bezpieczeństwa, które tam zyskałam. Choć bezpieczna nie byłam – sama z sobą.
Dziwny to stan. Poczucie zagrożenia – z własnej ręki.

Podziel się!