567 – zjazd

Po kilkudniowej górce nastąpił zjazd.
Wysłałam dziś 23 e-maile z Uśpioną do różnych wydawnictw. Choć zrobiłam to bez przekonania. Przecież i tak nikt nie odpowie.
Nie potrafię myśleć optymistycznie. Ba! Nie potrafię nawet racjonalnie.
Przede mną czarna dziura. Pochłaniająca wszystko, co dobre. Wysysająca wszelkie siły. Wiedziałam, że tak będzie. Młody bóg wyciąga z szafy pętlę na szyję.

Podziel się!

565 – wygrana

Wczoraj bardzo długo walczyłam ze sobą, żeby się nie pociąć. Nie pamiętam, kiedy ostatnio stoczyłam ze sobą tak trudną walkę.
Dwa miligramy Lorafenu bez wątpienia mi w tym pomogły.
Udało się.
Udało się stłumić myśli samobójcze, a i skóra nie ucierpiała nawet w najmniejszym stopniu.
Byłabym z siebie dumna, gdyby nie fakt, że dziś znów jest bardzo ciężko.

Podziel się!

562 – tak leci mi czas

Ostatnio mało piszę. To dlatego, że jestem bardzo zajęta.
Przed pracą przepisuję „Uśpioną”. Po niej – czytam książki o psychopatii, przygotowując się do pisania kolejnej książki o roboczym tytule „Bestseller”. Wspominałam już o tym?
Niestrudzenie uczęszczam na terapię. W kwietniu miną trzy lata mojej współpracy z panem M.
Po tym czasie mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że zmiana terapeuty była strzałem w dziesiątkę.
Leczenie bardzo mi pomaga. Jestem coraz normalniejszą osobą. Nie okaleczam się już, nie działam autodestrukcyjnie. Kryzysy nie są już tak silne i niebezpieczne, jak kiedyś.
Chwilami odczuwam szczęście. Choć wciąż jedną noga jestem w rozpaczy lub pustce. Ale to nic. To minie. Kiedyś na pewno.
Kochani, nie bójcie się leczenia. To najlepsze, co możecie dla siebie zrobić!

Podziel się!