626 – Lorafen

Mrówek uważa, że jestem ćpunką, bo biorę Lorafen według wytycznych lekarza. Może i chodzę trochę jak naćpana, ale czy to właśnie nie o to chodzi? Gdybym nie czuła tych tabletek, jak miałyby działać i powstrzymywać mnie przed cięciem i strzeleniem samobója?
Gdy on je bierze, jest w porządku. Przecież to tylko na uspokojenie. Taa…
Nawet tu, u rodziców, nie spał ze mną w jednym łóżku, a na kanapie.
To koniec. Wszystkiego koniec. Wszystkich złudzeń. Jestem sama jak palec.
Nie biorę dziś benzo. Może przestanie wyzywać mnie od ćpunek. A że nie dam rady? Cóż. Jakaś cenę trzeba zapłacić.

Podziel się!

623 – odwiedziny

Dziś przymusowo zostaję wywieziona na wieś do rodziców. Nie chcę…
Pisałam wczoraj z ciocią. Już wiem, czemu Mrówek się do mnie nie odzywa. Dowiedział się przypadkiem, że się tnę. Nie śpi ze mną w łóżku. Czuję się zepchnięta na margines. Wszystkim tylko sprawiam problemy. Myślę sobie, że lepiej, gdyby mnie nie było. Rodzina nie miałaby takich zmartwień.
Trzecia dawka duloxetyny połknięta. 15 mg arypiprazolu również. I Lorafen do porannej kawy. Nie śpię od piątej. Próbuję przeglądać skład Uśpionej, który dostałam z wydawnictwa do akceptacji, ale nie mogę się skupić.
Zrobiłam pranie ręczne. A teraz siedzę na balkonie i gapię się w rosnącą obok akcację. Skaczą po niej ptaki. Takie wolne.
A ja zniewolona przez swoje przymusy. Spać się nie chce, choć chwilami oczy się kleją. Piję drugą kawę z kardamonem i mlekiem kokosowym. To jedyne co przyjmuję od trzech dni. No… I jeszcze Heniek bezalkoholowy. Gdybym wypiła normalne piwo, pochlastałabym się po całym ciele.
Rano prysznic i zabieg na skórze. Nie potrafię bez tego.
Terapeuto, wróć już!

Podziel się!

622 – szpital?

A może trzeba było się zgodzić na psychiatryk, gdy proponował to psychiatra? Zyskalabym złudne poczucie bezpieczeństwa. A tak?
Jestem na 10mg Lorafenu a i tak się cały czas tnę i zapijam bezalkoholowym piwem. Leżę w łóżku i placzę. Nie mam sily żyć. Rodzina wyciąga mnie jutro na wieś. A ja nie chce odpowiedzin. Chce samotności i zaśnięcia na wieki.
Ale nie bójcie się. Nie zabiję ale. W końcu mam jeszcze tylko spraw do załatwienia, nie?
Terapeuta obiecał, że jeśli znajdzie wcześniejszy termin to mnie przyjmie. Chce juz być w gabinecie i moc się rozpłakać i wyrzucić to wszystko z siebie.
A Mrówek się do mnie nie odzywa…

Podziel się!

621 – coraz gorzej

Z dnia na dzień coraz gorzej. Lorafen spłyca emocje, ale w środku i tak coś wyje. I niknie w przerażającej pustce.
Do przymusu autoagresji dołączyła pętla na szyję. Nie potrafię skierować myśli na inne tory, mimo dwóch tabletek uspokajających. Ale jest jeden plus. Jestem na tyle wyciszona, że nie zrobię nic głupiego.
– Znowu się naćpałaś tymi lekami? – wkurza się Mrówek, zupełnie nie biorąc pod uwagę, że tu idzie o bezpośrednie zagrożenie życia.
W końcu psychiatra nie bez powodu chciał mnie zamknąć w szpitalu. Choć i tam by się dało…
Ale ja muszę pamiętać, że przecież nie chcę umierać. Jeszcze tyle wspaniałych wydarzeń mnie czeka. Mam do napisania i wydania tyle książek!
Jaka szkoda, że w sierpniu terapeuta będzie w kratkę. Teraz go bardzo potrzebuję…

Podziel się!

620 – ojciec

Kto by pomyślał… Piszę z ojcem o tym, jak jest mi ciężko i że mam kryzys. Jeszcze kilka lat temu udawałabym, jakbym tylko potrafiła, żeby się nie domyślili, że coś mi nie tak.
A teraz? Piszę wprost o swoim cierpieniu, leczeniu, wątpliwościach. A ojciec okazuje się zaskakująco pomocny i troskliwy. Wspiera mnie.
Lecą mi łzy. Tyle w moim życiu się zmieniło, a ja chcę się poddać…
Chciałabym się teraz do niego przytulić i poczuć małą, zaopiekowaną i kochaną dziewczynką. Jego ukochaną córeczką…

Podziel się!