554 – chaos

Ten ostatni tydzień, środowa i dzisiejsza sesja, koniec menstruacji, nagła i drastyczna zmiana poglądu na bycie rodzicem, płaczliwość, myśli samobójcze i skręcający żołądek przymus samookaleczeń rozwaliło mnie na łopatki.
Siedzę, płaczę i chcę zniknąć.
Nie podchodzić zbyt blisko i nie denerwować, proszę.

Podziel się!

544 – Wigilia

Jesteśmy u rodziny Mrówka. Jest miło, kochani ludzie. Uwielbiam teściową i szwagierkę.
Wczoraj była piąta rocznica naszych zaręczyn. Kiedy Mrówek stanął przede mną i zaczął:
– Kochana, życzę ci…
zrobiło mi się tak zajebiście. Poczułam ogromną miłość do niego. I jego miłość do mnie.

Podziel się!

540 – refleksja okołoświąteczna

W okresie dojrzewania znienawidziłam Święta. Składanie życzeń, atmosfera – wszystko zdawało mi się sztuczne. Nie czułam więzi rodzinnych, nie miałam ochoty rozmawiać.
Od kilku lat jest inaczej. Boże Narodzenie zupełnie mi się odczarowało. Polubiłam choinkę, świąteczne przygotowania – gotowanie, pieczenie. Kupowanie prezentów i ich pakowanie. W tym roku nawet choinkę ubraliśmy tydzień wcześniej.
Cieszę się na spotkanie z rodzinami. To będą dobre trzy dni!

Podziel się!

539 – klub 27

Od nastoletniego wieku pragnęłam dołączyć do Klubu 27. O czym zresztą pisałam w „Psychiatryku”.
Rok, w którym skończyłam 27 lat, był najgorszym w całym życiu. Wszystko się skumulowało – Autoagresja, tendencje samobójcze, autodestrukcja, negatywne emocje, niestabilność i cały ten syf, z którym osoby cierpiące na BPD muszą się zmagać na co dzień. A do tego wszystkiego kilka miesięcy odbijałam się od drzwi do drzwi, próbując otrzymać pomoc.
Dziś mam 30. Wciąż żyję i się leczę. Jest lepiej. Jest normalniej. Uczę się siebie. Nad niektórymi schematami zapanowałam i niemal zniknęły z życia.
Nanoszę ostatnie poprawki na trzeciej części „Młodego boga…”. To dziennik, który prowadziłam mając 20-27 lat.
Wydałam trzy książki. Pal sześć, że elektronicznie. Trzykrotnie spełniło się moje marzenie. Dodatkowo kolejne dwie książki czekają na wydanie, a ja zamierzam zabrać się do drugiej części „Uśpionej”.
Więc nie mówcie, że nie warto o siebie walczyć. Że nie warto się leczyć. Nie warto tak męczyć. Warto!
I ja jestem tego żywym dowodem.

Podziel się!