481 – pisaniem w impulsywność

Pisząc, uczę się powstrzymywać działanie impulsywne.
Kiedyś musiałam zapisać wszystko już, od razu i wszystko, co pomyślę. Teraz zapisuję sam pomysł. Ogólną ideę. Ufam swoim możliwościom i wiem, że będę potrafiła pomysł przenieść na tekst.
Uczę się przenosić to na życie. Stopować siebie w chwilach zagrożenia. Różnie to wychodzi. Ale próbuję. I jestem z siebie dumna.

Podziel się!

479 – każdy nowy dzień…

Każdy nowy dzień to nowe możliwości. Nowa, czysta kartka, na której można zapisać wspaniałą historię. Tylko od nas zależy, jaką treścią ją wypełnimy.
Każdy nowy dzień to nowa szansa. Na zmianę tego, co było. Na ulepszenie tego, co będzie.
Każdy nowy dzień…
Chcę w to wierzyć. Próbuję.

Podziel się!

477 – smutek

Nie umiem sobie poradzić z tym pieprzonym smutkiem. Towarzyszy mi cały czas, nie odstępuje na krok. Czy to stary schemat? Pójście na łatwiznę? Bo tak bezpieczniej? Nie cieszyć się, by potem nie rozczarowywać? A może cholerne neurony znowu wariują. Robią sobie, co chcą?
Nie wiem.
Jedno jest pewne – staram się go nie podsycać. To trudne zajęcie. Angażujące wszystkie pokłady sił.
– Mrówczyńska, nie nakręcaj się. Będzie dobrze. Będzie lepiej. Mrówczyńska, ogarnij się. Mrówczyńska…
Tyle, że Mrówczyńska jakoś nie chce słuchać. A może to emocje z przeszłości, jak sugeruje terapeuta?
Wykonuję obowiązki domowe. Tyle, że ze łzami w oczach. Piszę „Majkę”. Tyle, że bez przekonania.
Jak mam się ogarnąć i zacząć cieszyć życiem? Nie marudzę, do tego mi daleko. Chcę po prostu znaleźć złoty środek na ten pieprzony, głęboki smutek.

Podziel się!

472 – pisanie

Od małego marzyłam, by żyć tysiącami żyć. Być wszystkimi i nikim. Być duchem pozbawionym ciała. Niemym obserwatorem świata. Tajemniczą siłą towarzyszącą innym w ich codziennościach. Bez konieczności życia własnego. I, co za tym idzie, bez wyroku śmierci.
Pisanie daje tę możliwość. Wcielanie się w postaci, przenoszenie w inne rzeczywistości. Gdyby tak można było pisać cały czas. I nie musieć przeżywać własnego życia.

Podziel się!