414 – Mrówczyńska, mam cię dość!

Droga pani Mrówczyńska,

uprzejmie donoszę, że mam pani serdecznie dość. Skąd w pani tyle złości? Skąd w pani przymus niszczenia tego, co dobre? Czy sabotowanie dobrego nastroju coś pani daje?
Pani Mrówczyńska, wydałaś pani właśnie drugą książkę. Patrzysz się pani na TOP10 książek psychologicznych. Co pani widzisz? Swoją książkę na pierwszym miejscu. Patrzysz się pani na TOP10 wszystkich kategorii e-booków. I co pani widzisz? Swoją książkę na miejscu czwartym. A co pani myślisz? Że chcesz się pani zabić? Że pociąć? Że życie nie ma sensu? Że świat jest do dupy? Że chcesz płakać, choć organizm jest innego zdania i nie chce produkować łez?
Zasiadasz więc pani przed komputerem, jak na tronie. Otwierasz pani plik z „Terapią u Doktorka”. Patrzysz na pierwsze przerobione pół strony i co? Twierdzisz pani, że to jest gorsze od wersji pierwotnej. Ale jeszcze jakiś głos rozsądku się w pani odzywa. Zjeżdżasz więc pani trochę niżej, do drugiego rozdziału. I co pani robisz? Myślisz. Tak, myślisz. Ale co?
– To nie ma sensu. Nie dam rady. Nie potrafię. Nie chce mi się żyć!
Właśnie to pani myślisz. Zamiast się skupić na pracy, sabotujesz pani samą siebie. Bo za dobrze być nie może?
Pani Mrówczyńska, powiem to otwarcie i wprost: mam panią w dupie! Mam pani serdecznie dość!

Nie pozdrawiam i mam nadzieję, że nie do zobaczenia,
poirytowana

Podziel się!

408 – marzec

Marzec witam skłoniona życiu w pas. I nie, nie jest to ukłon z wyrazami wdzięczności. Złapał mnie przykurcz w kregosłupie witalnym, głowę dociążył chaos, a pod wpływem słońca zwiędły resztki sił i motywacji.
I nie, nie dam się złamać samej sobie. Idzie wiosna, moja wiosna!
Ach, ten marzec…

Podziel się!

406 – na marudzeniu świat stoi

Weszłam tu z zamiarem marudzenia. Użalania się nad swoim marnym losem. Problem był tylko w tym, że nie potrafiłam napisać kilku zdań. Skąd ten nastrój? Dlaczego? A dlaczego nie?
Zaczęło się dobrze. Może nawet zbyt dobrze, jak na mnie. Pobudka o siódmej. Zwarta i gotowa do życia. Kawa przy odpisywaniu na e-maile, aktualizacja strony, wstawianie recenzji. Jeszcze jeden rzut oka na recenzję… Tak! To będzie dobry dzień! Uśmiech od ucha do ucha i eksplozja sił witalnych.
Do terapeuty szłam z dużym zapałem. O tylu sprawach chciałam mu opowiedzieć! I co?
– Pojawiła się recenzja.
– Z pani nastroju wnioskuję, że dobra?
Ale to przecież byłoby za piękne. Gdybym prowadziła normalną rozmowę, chyba bym umarła, prawda? Rozpadła się na kawałki i zaprzeczyła swojemu jestestwu.
– Coraz częściej mam wrażenie, że ja nie żyję w rzeczywistości. Żyję w swoim własnym świecie, a do rzeczywistości wchodzę tylko czasem, na chwilę.
– Problemem jest to, że pani jest dobrze w tym swoim świecie.
Otóż to. Chowam się w nim. Uciekam.
Od słowa do słowa, od myśli do myśli i ku mojemu zdziwieniu pojawiły się zaczątki „myślenia na głos” – stanu, do którego w terapii dążę.
Dzień mijał dość gładko. Do czasu. Wymyśliłam sobie zabranie się do „Terapii u Doktorka” na sam wieczór. Po napisaniu jakichś dziesięciu zdań zrezygnowana zamknęłam plik.
– Przecież ja nie umiem. Przecież już nigdy niczego nie napiszę!
Przecież. Przecież trzeba było sobie czymś zepsuć nastrój. Udowodnić sobie, że dobrze być nie może. Malkontenctwo górą! Świat marudzeniem stoi!

A właśnie, że nie. Nie dam sobie tej satysfakcji i narzekać nie będę. Ups… Czyżbym już to zrobiła?

Podziel się!

404 – w końcu wzejdzie słońce, opromieni

Chciałoby się uciec, zrezygnować, poddać. To prawda. Czasem już pierwszy, decyzyjny krok się wykona. Jak wczoraj.
Ale nagle czegoś żal. Zbliża się wiosna. Znów wyjdzie słońce, opromieni smutek. Wypali cierpienie. Napełni wnętrze siłą natury, jej pędem mu wzrostowi.
Kubek czarnej kawy na balkonie. Gdy promienie słońca łaskoczą w oczy. Nozdrza wypełnia pijany zapach wiosny. Rozkwitnie nadzieja wraz z płatkami kwiatów, które tak łapczywie fotografuję.
Znów będzie chciało się żyć. Znów przepełni młodoboska siła. I zrzuci się pętlę z szyi. I wiosnę przywita.

Wytrwać. Jeszcze trochę. Bez zbędnych, impulsywnych decyzji. Jeszcze chwilę…

Podziel się!

403 – bolesne przypomnienie

Już zdążyłam zapomnieć, jak to jest, gdy…
Gardło się ściska, jak pętla zaciska objęcia. Wewnętrzne podnoszenie ręki na siebie. Bez siły, by zamiar ten urzeczywistnić. Jak płacze skóra, gdy z oczu łzy nie chcą lecieć. Jak może brakować tego bólu, którego nie zaznałam od miesiąca.
Jak wszystko traci sens. I myśl tylko jedna wypełnia całą pustą przestrzeń:
– Uciec!
Ucieczka przed życiem,świadomością, emocjami, tym palącym bólem.
Uciec…

Podziel się!