464 – autoagresja

W domu żyletek brak – z wiadomych względów. Jednak kioski kuszą posiadanymi fragmentami metalu. Wystarczy przecież tylko podjeść, poprosić i zapłacić. I cały misterny plan obróci się wniwecz. Dlatego tak ważna jest ta silna wola, która ostatnio jest słaba. Czy zbyt słaba, by przeciwstawić się przymusom?
Próbuję ją umacniać. Rozmawiam o tym na sesji. Powtarzam, jak mantrę, swoje dążenia do zdrowia.
Wytrzymaj, Mrówczyńska, wytrzymaj!
Deprecjonowanie tego, co dla mnie najważniejsze – książek. Lewa ręka dopina ostatni guzik, ale prawa rozpina te dolne. Nieudolnie próbuję je zsynchronizować. Nieskutecznie? To się okaże.
Za półtorej godziny terapia. Muszę wylać z siebie cały syf. I znów iść do przodu z podniesioną głową. Nie zwracać uwagi na przeciwności. Być pewną swego. Walczyć o siebie i o to, czasem znienawidzone, życie.

Podziel się!

463 – kłótnia

Kłótnia. Krótka, acz intensywna. Nie pamiętam, kiedy była ostatnia. Trzeba było więc nadrobić, nie?
Wieczorny sen, żeby przespać myśli samobójcze. Żeby zapomnieć, że się żyje.
Pobudka przed trzecią rano. Więc i kolacja, i fajka. I Lorafen krąży we krwi – pacyfikacja cholernych przymusów.
Kłótnia, o co? Nie pamiętam. Zbyt wiele emocji, by pamięć nie zawiodła. Spokój. Choć rezygnacja bardziej.

Podziel się!

460 – skoro jest dobrze, czemu jest źle?

Mrówczyńska, mam do siebie pytanie. Dlaczego, skoro jest dobrze, to jest źle? Czy ty nie potrafisz się tak po prostu cieszyć z życia?
Zobacz. Masz kochającego partnera. W końcu żyjecie z sobą w zgodzie i miłości. Jesteś aktywna. Masz do wydania dwie kolejne książki. Zamierzasz wrócić do pisania „Majki”. Na sesjach się otworzyłaś i w końcu rozmawiasz z terapeutą swobodnie. Masz dobre relacje z rodziną. Nawet nastrój jest w miarę dobry. Więc o co ci chodzi? Skąd te myśli samobójcze? Skąd ten przymus cięcia? Skąd te cisnące się do oczu suche łzy?
Mrówczyńska, ja już naprawdę nie mam do ciebie siły…

Podziel się!

455 – wigilia narodzenia

To ostatnie godziny. Za dziewięć godzin bezpowrotnie stanę się trzydziestolatką. Młodości, nie odchodź!

Zostały mi 23 strony A4 do przeredagowania. Za pozwoleniem, czytałam dziś listy pisane do Mrówka podczas pierwszego pobytu w psychiatryku. Muszę uzupełnić „Samobójstwo na raty” o informacje w nich zawarte.

To będzie mocna książka. Miejscami może monotonna, jak pierwsza część. Ale wydaje mi się, że dużo wniesie. Może i więcej niż „Psychiatryk”?

Miałam nie dożyć tego wieku. Cieszę się jednak, że stało się inaczej.

Podziel się!