433 – emocjonalna spirala

„Terapia u Doktorka” napisana w wersji elektronicznej, po pierwszych poprawkach, czeka na sponsora.

Nareszcie przyszła wiosna. Kawa w słońcu na balkonie. Brakowało mi tego.

Próbuję cieszyć się z małych rzeczy. Skupiam się na tym, co dobre. A mimo wszystko ten przeklęty smutek i ból samoświadomości.
Jestem z siebie dumna, więc skąd ta złość do siebie podszyta nienawiścią lub pogardą?
Chwytam się każdego, nawet najmniejszego pozytywu. A chce mi się płakać i ciąć. Czyżby pisanie o poprzedniej terapii mnie rozwaliło? A może to znów żałoba po ukończeniu książki?

Borderline, daj mi w końcu żyć!

Podziel się!

424 – niedziela

Chyba najgorszy dzień tygodnia. Nawet poniedziałek jej ustępuje.
Bezsenna noc – całkowicie. Czyżby przez arypiprazol? Z boku na bok, z boku na bok.
O 5:00 wstałam. Wypiłam dwie kawy, połknęłam leki. Cztery godziny później położyłam się i spałam do 11:00. Znów ta wysokiej jakości higiena snu… Ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz? Można było połknąć Lorafen, no można było. Ale chciałam się z tym problemem uporać sama. No to się uporałam, nie ma co.

Cztery przeredagowane rozdziały „Terapii u Doktorka” w wersji cyfrowej spoczywają na dysku. Dokładnie na kilku dyskach. Lepiej mieć kilka kopii. Licho nie śpi, a złośliwość przedmiotów martwych… I tak dalej.
Pozostałe rozdziały, które pokrywają literami stosik kartek, czekają na swoją kolej. Uwielbiam kreślić czarnym długopisem po czarnym wydruku. I dopisywać, i skreślać, i skreślać, i dopisywać. Wtedy czuć, że się coś dzieje. A jak praca idzie do przodu to i człowiek czuje, że żyje.

Podziel się!

422 – motywacja

Dziękuję życiu za wszystkich tych ludzi, którzy we mnie nie wierzą. Mówią:
– Poddaj się, nic z tego nie będzie. Dorośnij, przestań żyć mrzonkami.
Nie zdają sobie bowiem sprawy, że to dla mnie największa motywacja. Nic nie daje mi większego kopa do działania.

Podziel się!

418 – goryczy smak

Budzę się rano. Słońce puka w zasłonięte okna. Trzeba wstać!
– To będzie wspaniały dzień! – witam go z uśmiechem na ustach.
Zaspana, trochę ziewająca. Ale z zapasem energii – choć jeszcze przed antydepresantem.
Pierwsze łyki kawy odmieniają świat – jego postrzeganie. Zupełnie, jakby jej gorycz przypominała o trudach i cierpieniu. O bezsilności i beznadziei. Godzinę po wspaniałej pobudce, chcę iść z powrotem spać. I zapomnieć, że świat istnieje.

Podziel się!