370 – terapia borderline: dokąd zmierzam?

Ostatnio mało robię. Nastrój dołuje od dawna. Gdyby nie fakt, że mam sprawy wydawnicze na głowie, chyba nie wstawałabym z łóżka.
Na terapii mało mówię. Odkąd zaczęliśmy zgłębiać temat bliskości, zamknęłam się w sobie. Nieustannie myślę. To, gdzie zmierzam… Skojarzenia terapeuty, moja autoanaliza – nie potrafię, nie mogę, nie chcę się otworzyć.
Często myślę o zakończeniu terapii. Ale o to akurat jestem spokojna. W przypadku podjęcia takiej decyzji, terapeuta na pewno odwiedzie mnie od tego pomysłu. Przecież to tylko przymus ucieczki – wiem.
Chaos emocji, myśli. Nieustający, intensywny ból wewnętrzny. Posypały się klocki w efekcie terapii. Znów nie wiem, kim jestem, czego chcę, ani dokąd zmierzam. I chcę uciekać – jak najdalej.

Podziel się!

369 – szambo świata wewnętrznego

Jakby pękła we mnie jakaś tama. Ogromna fala szamba zalała cały świat wewnętrzny. Wszystko równo pokryła gównem.
Zupełnie nie wiem, jak to wyczyścić. Sposoby znam – oczywiście. Ale terapia ma mnie oduczyć korzystania z nich.

Skąd ta silna potrzeba ukarania się? Wina musiała być ogromna – skoro takiej kary się domagam: zniszczenia, unicestwienia, rozdarcia na strzępy. Ale wciąż życia – śmierci nie, to byłaby droga na skróty. A ja muszę odpokutować. Tylko co takiego strasznego zrobiłam? Odważyłam się żyć?

Jedna myśl pociąga drugą, druga trzecią. I nagle staję przed ogromnym murem myśli. Skazujących na stłumienie oddechów. Pomieszanie priorytetów.

Nie piję w ogóle. W domu nie mam żyletek. Te dwa czynniki najbardziej zagrażały ciągłości skóry. Ale i teraz nie jest bezpieczna.

Znów po plecach klepie mnie Lorafen:
– Będzie dobrze, Anka. Tylko mnie bierz, a nic głupiego nie zrobisz.
Może…

Jak znów wrócić do stanu równowagi? Pozbyć się natretnych myśli autodestrukcyjnych? Zupełnie nie wiem…

Chcę do gabinetu. O wszystkim opowiedzieć terapeucie. O wszystkim co mnie tak męczy od kilku tygodni. O tym całym syfie, który we mnie siedzi. O przymusie ukarania się. I zwrocie w stronę autodestrukcji.

Podziel się!

364 – nowy rok, nowy kryzys

Taa… nowy rok trzeba zacząć nowym kryzysem.
Cholerne łzy cisną się do oczu. Nie mam siły na nic, nie chcę nic.
Żałuję, że trzy lata temu zaczęłam leczenie. Było siedzieć w swoim bagnie i się nie wychylać. Na co mi to wszystko… ten trud, wieczna walka w wewnętrznymi demonami, stawianie czoła lękom, powstrzymywanie się od autodestrukcji i autoagresji.
Kolejny rok zaczynam brakiem wiary w sens życia, niechęcią do zmiany czegokolwiek i pragnieniem powrotu do starych nawyków.
Od wczoraj jestem bez leków. Zupełnie. Ponoć mam funkcjonować bez nich, żeby móc lepiej korzystać z terapii. Ale ja już nie chcę nic. Nic!
Chcę tylko leżeć w łóżku do śmierci i płakać z bólu – niefizycznego.

Podziel się!

363 – postanowienia

2017 będzie dobrym rokiem. Zadbam o to.

Wydam „Autoterapię” i „Terapię u Doktorka”, a przynajmniej jedna część „Młodego boga…” wyjdzie na papierze.

Skończę pisać „Majkę”, wrócę do prac nad trzecią częścią „Młodego boga…”, ruszę do przodu z s-f i „Tajemnicą rękopisu”.

Więcej wysiłku włożę w leczenie.

2017 będzie pierwszym, od 2002, rokiem, w którym się nie okaleczę ani w żaden inny sposób nie podniosę na siebie ręki.

I tak mi dopomóż moja słaba silna wolo.

Podziel się!

355 – eksplozja

Coś mnie zaraz… chyba zaraz wybuchnę – od środka.
Terapia, ważna rozmowa, inne durne myśli. Tych myśli się pozbyć!
Uspokoić się. Zrelaksować. Potrzebna mi nirvana.
Nie będzie tak źle. Wiem. Bo wiem już, że prawdziwa „ja” to „ja” pełna siły. Radosna, z wiarą w siebie, swoje możliwości.
Mogę wszystko! Tylko sama się ograniczam. Ale koniec z tym.
Jestem wolna, wolna, wolna aż do obrzydzenia! – Jak to kiedyś napisałam.

Podziel się!