352 – skąd ten nos na kwitnę?

Kiedyś byłam radosna. Kiedyś byłam energiczna. Kiedyś. Kiedyś optymistyczna.
Im starsza, tym bardziej zgorzkniała i, rzecz jasna, nos na kwintę. Bo? Kaptur na łeb, włosy na oczy – byle przemknąć. Byle pod ścianą, byle za blokiem, byle przez, ale obok życia.
Dziś wracaliśmy ze spaceru. Zimno, niby zimowe natarcie.
Przechodzimy przez przejście, patrzę – widzę dziadka w płaszczu z kapeluszem na głowie. Zakłada świąteczne oświetlenie na dom.
– Ohoho! Idą święta! – krzyknęłam.
– Średnio – Mrówek w swoich rozmyślaniach skomentował poziom śliskości jezdni.
A gospodarz? Myśląc zapewne, że komentarz dotyczy jego ozdób, ściągnął kapelusz i się przywitał.
Wybuchnęłam śmiechem kawałek dalej, ale śmiałam się dobre kilka minut.
Taki wesoły akcent. Niespodziewany, nagły.
A kiedyś?
Nos na kwitnę i śmierć we własnych myślach.

Podziel się!

349 – nikt i nic mnie nie powstrzyma!

Jakieś nerwy, jakiś stres. Od kilku dni po obudzeniu biorę lorazepam. Jeden miligram – na cały dzień.
Co chwilę nerwowo spoglądam na maila. Czekając na tę jedną, najważniejszą teraz wiadomość – że znajdzie się ktoś, dzięki komu wydam kolejne książki.
Niepokój, smutek, rezygnacja – to wraca. Jak cholerny cień wszędzie za mną się wleką negatywne emocje. Ale to nic. Póki mam siłę patrzeć na nie i wiedzieć, że to tylko odbicie – nie ja prawdziwa. Objawy objawami, ale tym razem nie dam się wpędzić w pomylenie choroby ze swoją osobowością. I walczyć będę póki starczy mi sił. I spełniać będę swoje marzenia. I nikt, i nic mnie nie powstrzyma!

Podziel się!

348 – gdy jest źle, zrób krok do przodu

Pobudka była okropnym przeżyciem. Z bólem, tym najgorszym – niefizycznym. Topiłam smutek w gorącej kawie. Zagryzłam wenlafaksyną i lorazepamem. Przepaliłam fajką. Nic nie lepiej.
Trzy godziny tępego gapienia się w okropną pogodę za oknem. Rozmyślania nad tym, co udało się napisać przez ostatnie dni.
– A może by tak włączyć komputer i pisać dalej?
– Pisać? Ale po co? Jaki to ma sens?
A za jakiś czas przemówił przeze mnie Lorafen:
– Włącz komputer, siadaj i pisz. Nieważne, czy będzie to miało sens. Nieważne, czy ostatecznie się przyda. Siadaj i pisz!
I tak zrobiłam.
Kolejna strona do przodu. Przebłysk zadowolenia z siebie. Na krótko.
Plik zamknięty. Komputer wyłączony. Przymusy wróciły. Bezłzawy płacz. By nikt nie dostrzegł tego bólu.
Gdy jest źle, zrób krok do przodu. Choćby ulga miała być chwilowa.

Podziel się!

344 – poranek

Wstałam o 8:18, zrobiłam dwie kawy-siekiery i siadłam przed komputerem. Po standardowym sprawdzeniu poczty, w Google wpisałam „fundacja pomocy bezdomnym”. Wczoraj wieczorem gadałam o tym z Mrówkiem. Uważa, że powinnam spróbować.
Przeglądałam kolejne strony fundacji. „Jeśli jesteś młody, energiczny…”, „poszukujemy optymistycznie nastawionych wolontariuszy”, „jeśli twoją pasją jest drugi człowiek” – ta… pasuję do opisu kandydatów na wolontariuszy, jak pięść do nosa. Mówiłam, że to się nie uda. Ja – gburowata, zamknięta w sobie, z wiecznie skwaszoną miną, milcząca, bojąca się wszystkiego, nieporadna, niezaradna. Szkoda gadać.
Wyłączyłam przeglądarkę i otworzyłam plik „Majki”. Może uda mi się dopisać choć kilka zdań.

Podziel się!

338 – terapia borderline: motywacyjnie

Przespałam się z emocjami po wczorajszej sesji. Pojawił się jakiś optymizm i zadowolenie z siebie w odpowiedzi na przełamanie lęku i wstydu. Choć te dwie emocjonalne przeszkody wciąż próbuję przełknąć. Wiem, że to, co robię, robię dla siebie, swojego dobra. Dodatkowo te wszystkie komentarze i prywatne wiadomości od Was dodają mi dużego kopa siły i wiary. Wiary, że to, co robię ma sens. Czasem, gdy chcę się poddać myślę sobie, że są osoby, które mi kibicują, obserwują moje postępy, wzloty i upadki. I czuję jakiś moralny obowiązek, by tych osób nie zawieść.
Zrobiłam ze swojego leczenia proces publiczny i czuję, że byłabym nie w porządku wobec Was, nagle to przerywając.

A jeśli chodzi o terapię… Prawda jest taka, że im jest trudniej, tym większa satysfakcja się potem pojawia, gdy udaje mi się zadziałać przeciw chorym schematom.

Życzę Wam wszystkim dużo siły, wiary w siebie i możliwość zmian oraz wytrwania w Waszych trudnych procesach leczenia. A niezdecydowanych namawiam – podejmijcie leczenie. To się naprawdę opłaca!

Podziel się!