355 – eksplozja

Coś mnie zaraz… chyba zaraz wybuchnę – od środka.
Terapia, ważna rozmowa, inne durne myśli. Tych myśli się pozbyć!
Uspokoić się. Zrelaksować. Potrzebna mi nirvana.
Nie będzie tak źle. Wiem. Bo wiem już, że prawdziwa „ja” to „ja” pełna siły. Radosna, z wiarą w siebie, swoje możliwości.
Mogę wszystko! Tylko sama się ograniczam. Ale koniec z tym.
Jestem wolna, wolna, wolna aż do obrzydzenia! – Jak to kiedyś napisałam.

Podziel się!

353 – lękowe potworki

75mg wenlafaksyny – do tylu zeszłam. Ratunek niesie lorazepam.
Wracają nerwicowe potworki.
Roztrzęsienie, rozkojarzenie, drżenie rąk, palpitacje i ból serca, drętwienie lewej ręki, przyspieszony i spłycony oddech. I myśli, myśli, wszędzie pełno myśli. W każdym zakamarku ciała.
– Coś się stanie! Szykuj się na najgorsze! Uciekaj! Uciekaj!
Uciekać! Ale gdzie? Przed czym lub kim się schronić? Podpowiedzcie mi coś więcej, dajcie jakiś punkt zaczepienia!
Niby rozpoznaję te lęki. Tylko skąd one?

Na terapii poruszanie trudnego tematu. Tematu, który powoduje, że chcę uciec, zniknąć, rozpłynąć się, umrzeć!
W piątek kolejna rozmowa na Skype. Bardzo dla mnie ważna, ale nie wiem, jak się do niej przygotować. Ne znam szczegółów. Nie wiem, czego się spodziewać. Nie wiem nic. A od niej może zależeć tak wiele.

2mg lorazepamu we krwi, a ja wciąż rozglądam się po pokoju, jakby niebezpieczeństwo czyhało za plecami. Oglądam się. To lęk za mną stoi. Wydycha powietrze na mój kark, powodując dreszcze.
Rozglądam się przed sobą. Kubek. Czarny kubek z kawą wydaje się złowieszczy. Gdyby się postarał, mógłby zabić, a przynajmniej ranić.

Poszłabym spać, ale jeśli zasnę i zapomnę, jak się oddycha? Przecież czasem nieporadnie przełykam ślinę, jakbym się tego dopiero uczyła.

Coś zagraża. Coś wisi w powietrzu. Zdecydowanie groźniejszego niż smog.

Uciekaj! Uciekaj!
Tylko gdzie lub w co?
Szalony rozumie, zamiast straszyć, daj jakieś podpowiedzi!

Zwariuję!!!

———-
A najgorsze, że właśnie teraz czuję się sobą.

Podziel się!

352 – skąd ten nos na kwitnę?

Kiedyś byłam radosna. Kiedyś byłam energiczna. Kiedyś. Kiedyś optymistyczna.
Im starsza, tym bardziej zgorzkniała i, rzecz jasna, nos na kwintę. Bo? Kaptur na łeb, włosy na oczy – byle przemknąć. Byle pod ścianą, byle za blokiem, byle przez, ale obok życia.
Dziś wracaliśmy ze spaceru. Zimno, niby zimowe natarcie.
Przechodzimy przez przejście, patrzę – widzę dziadka w płaszczu z kapeluszem na głowie. Zakłada świąteczne oświetlenie na dom.
– Ohoho! Idą święta! – krzyknęłam.
– Średnio – Mrówek w swoich rozmyślaniach skomentował poziom śliskości jezdni.
A gospodarz? Myśląc zapewne, że komentarz dotyczy jego ozdób, ściągnął kapelusz i się przywitał.
Wybuchnęłam śmiechem kawałek dalej, ale śmiałam się dobre kilka minut.
Taki wesoły akcent. Niespodziewany, nagły.
A kiedyś?
Nos na kwitnę i śmierć we własnych myślach.

Podziel się!

349 – nikt i nic mnie nie powstrzyma!

Jakieś nerwy, jakiś stres. Od kilku dni po obudzeniu biorę lorazepam. Jeden miligram – na cały dzień.
Co chwilę nerwowo spoglądam na maila. Czekając na tę jedną, najważniejszą teraz wiadomość – że znajdzie się ktoś, dzięki komu wydam kolejne książki.
Niepokój, smutek, rezygnacja – to wraca. Jak cholerny cień wszędzie za mną się wleką negatywne emocje. Ale to nic. Póki mam siłę patrzeć na nie i wiedzieć, że to tylko odbicie – nie ja prawdziwa. Objawy objawami, ale tym razem nie dam się wpędzić w pomylenie choroby ze swoją osobowością. I walczyć będę póki starczy mi sił. I spełniać będę swoje marzenia. I nikt, i nic mnie nie powstrzyma!

Podziel się!

348 – gdy jest źle, zrób krok do przodu

Pobudka była okropnym przeżyciem. Z bólem, tym najgorszym – niefizycznym. Topiłam smutek w gorącej kawie. Zagryzłam wenlafaksyną i lorazepamem. Przepaliłam fajką. Nic nie lepiej.
Trzy godziny tępego gapienia się w okropną pogodę za oknem. Rozmyślania nad tym, co udało się napisać przez ostatnie dni.
– A może by tak włączyć komputer i pisać dalej?
– Pisać? Ale po co? Jaki to ma sens?
A za jakiś czas przemówił przeze mnie Lorafen:
– Włącz komputer, siadaj i pisz. Nieważne, czy będzie to miało sens. Nieważne, czy ostatecznie się przyda. Siadaj i pisz!
I tak zrobiłam.
Kolejna strona do przodu. Przebłysk zadowolenia z siebie. Na krótko.
Plik zamknięty. Komputer wyłączony. Przymusy wróciły. Bezłzawy płacz. By nikt nie dostrzegł tego bólu.
Gdy jest źle, zrób krok do przodu. Choćby ulga miała być chwilowa.

Podziel się!