221 – objawy borderline: racjonalna niestabilność

Na to, że pograniczne zaburzenie osobowości charakteryzuje się niestabilnością emocjonalną, wskazuje już sama nazwa – osobowość chwiejna emocjonalnie. Boleśnie odczuwają to zarówno zaburzeni, jak i ich bliscy. To z jej powodu skazana byłam na neuroleptyk (mój organizm nie toleruje typowych stabilizatorów). Odstawiłam go blisko rok temu. Chwiejność powoli zaczęła wracać. Wystarczy jeden gest, jedno słowo lub myśl, by z euforii wpaść w myśli samobójcze. Emocje. To one dyktują mi, jak odbierać świat, jak interpretować fakty.
Ostatnio jednak zauważyłam, że niestabilność przybrała nową formę – racjonalną. Chwiejność odbywa się na poziomie myśli, bez dopuszczania do głosu emocji. Terapeuta zapewne powie, że w skutek trudnych emocji, odcięłam się od nich. Być może. Jednak, paradoksalnie, łatwiej znieść zmieniające się co chwilę uczucia niż myśli. Dwa lata terapii nauczyły mnie, że to objaw chorobowy, a nie moja tożsamość. Jednak zmieniające się co chwilę myśli (odcięte od emocji) to pewnego rodzaju nowość. I znów – na nowo trzeba będzie zaakceptować, że to nie prawdziwa ja. Że myśli samobójcze i autoagresywne wynikające z zimnej kalkulacji to objaw… Bla. Bla. Bla.

Podziel się!

220 – senny terapeuta

Z tego co pamiętam, terapeuta wcześniej śnił mi się tylko raz. A może wcale?
W ciągu ostatnich dni, dwa razy nawiedził mnie w snach.
Za pierwszym razem, wynajmował pokój w moim mieszkaniu. Pamiętam tylko tyle, że siedział przed laptopem, a chwilę potem gdzieś wyszedł. Zadzwoniła jego komórka. Po chwili wrócił.
– Kto dzwonił?
– Nie wiem.
– I nie zajrzała pani do mojego telefonu?
– Oczywiście, że nie! – oburzyłam się.
Potem siedzieliśmy wieczorem przy stole. Były tam jakieś dwie moje koleżanki. Zaczął sesję. Powiedziałam ze trzy zdania, po czym zeszliśmy na jakiś bardzo osobisty temat.
– Wejdźcie – powiedziałam stanowczo do dziewczyn.
W tym momencie się obudziłam.

Wczoraj przyśniło mi się, że zakolegowałam się z jego córką. Choć terapeuta jest po trzydziestce, miał córkę niewiele młodszą ode mnie. Chciała, żebym pojechała z nią na jakiś obóz. W tym celu miałam do niej zadzwonić. Jakież było moje zdziwienie, gdy telefon odebrał pan M.
– No nie wierzę… Co ja pani mówiłem o kontaktowaniu się między sesjami? – był wyraźnie poirytowany.
– Ale ja dzwoniłam do pana córki!
– Nie życzę sobie takich kontaktów! Proszę ją zostawić w spokoju.
Znów się obudziłam.

Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Kilka lat temu, po takim śnie, przerwałabym terapię. Czułabym się oszukana, zdradzona, zawstydzona. I wcale nie obchodziłoby mnie, że to był tylko sen. Przeniosłabym emocje na realne życie. I więcej nie chciałabym mu się pokazać na oczy.
A dziś? Uśmiechnęłam się tylko. I czekam na wtorkową sesję.

Podziel się!

216 – pojebana

Mam dość siebie. Swojej pieprzonej niestabilności. Ranienia innych. Karania najbliższych za swoje paranoje.

Dlaczego tak go traktuję? Bo ubzdurałam sobie kolejny nowotwór? Bo kasę przeznaczoną na książkę wydałam na życie?
Bo:
– Nie mam humoru.
Bo:
– Mam zjebany nastrój.
Bo:
– Mam dość życia i chcę umrzeć!

– Co ci jest?
– Nic.
– No co ci jest?
– Nic.
– Przecież widzę, że znów znalazłaś sobie jakiś problem.
„On, kurwa, nic nie rozumie! Nikt mnie nie rozumie! Chcę umrzeć!”
– Daj mi spokój. Nic mi nie jest.
Nos na kwintę i spierdalać wszyscy. A potem się dziwię, że znów chce uciec za granicę…

Podziel się!

215 – truciciel

Sączy truciznę w żyły. Wmawiając, że to moja wina.
Atakuje. Unieważnia. Poniża.
Niszczy wszystko na swojej drodze. Oskarża ofiary o cierpienie.
Wokół palca ich życie owija.
Odbiera chęci. Wrażliwość i radość zabija.
Odwodzi od zmian, karząc za stagnację.
Wybuchając szyderczym śmiechem, unicestwia.

Podziel się!

210 – artyści zawsze umierają w biedzie

Moją głowę wypełniają myśli paranoiczne. Czuję nowotwory w każdym zakamarku ciała. Nieustanny ból. Czy psychosomatyczny?
W poniedziałek mama wychodzi ze szpitala. Po raz drugi pokonuje złośliwego raka. Przecież jestem do niej tak podobna…
Chciałabym się przebadać. A jedynym sposobem na ubezpieczenie jest etat. Przez umowę z wydawnictwem nie kwalifikuję się na bezrobocie.
Osiem godzin w pracy? Najniższa krajowa. Bycie pieprzonym robotnikiem, wiecznie pomiatanym przez zwierzchników i współpracowników.
– Ja nie mogę iść na etat – próbowałam tłumaczyć cioci.
– Dlaczego?
– Bo ja chcę być pisarką!
– Dziecko, porzuć te mrzonki.
Nie ma to jak wsparcie bliskiej osoby.
Pracując na etacie nie ma mowy o pisaniu. Wieczne niewyspanie. Brak czasu. Zmęczenie.
Wracając z roboty po ośmiu godzinach harówki i gnębienia przez „koleżankę”, jedyne o czym myślałam to był sen. Żeby tylko uciec. Zapomnieć. Potem doszedł alkohol, tabletki i cięcie. Rozpaczliwe pragnienie, żeby się znieczulić.
– Zostaje ci przecież weekend na pisanie.
Czyżby? Sen do piętnastej, zakupy, obiad, sprzątanie. Tępe gapienie się w beznadziejny film.
Poczucie marnowania życie, które przecież od małego chciałam poświęcić sztuce. I wiem, nie zrozumie mnie nikt, kto nie był w takiej sytuacji.
Nie po to walczę z sobą o każdy kolejny dzień, by nie móc tworzyć.

Po raz kolejny. Łzy w oczach. Lęk. I poczucie, że z tej sytuacji nie ma wyjścia.
Nie potrafię być robotem. Bezmyślnym zoombie pakującym towar w kartony. To mnie zabija.

Ale czego ja chcę… W końcu od zarania dziejów, artyści umierali w biedzie.
Proszę tylko o jedno.
Dajcie mi jeszcze kilka lat. Chcę zdążyć spisać to, co we mnie siedzi.

Podziel się!