240 – terapia borderline: osobowość z klocków

Wyobraź sobie, że uczysz się rysować proste figury geometryczne. Wydaje ci się, że są tak realistyczne! Potem ktoś pokazuje ci, że można rysować bryły geometryczne. Są trójwymiarowe! Myślisz. Następnie dowiadujesz się o cieniowaniu. Twój obrazek ożywa. I tak dalej.

Na podobnej zasadzie działa psychoterapia. To nie tylko rozmowa przez kilkadziesiąt minut w gabinecie. To jeszcze wiele innych czynników leczniczych, które często zdają się być ignorowane.

Czasem w trakcie rozmowy coś sobie uświadamiasz. Zbierasz nowe informacje. Inne punkty widzenia. Czasem odkrywasz źródło jakiegoś problemu. Poznajesz zasadę działania jednego z niezdrowych mechanizmów.

Nie każda sesja kończy się wielkim olśnieniem. Bywają i dłuższe regresje. To proces, który żyje. Powoli zaczynasz ewoluować.
Z czasem masz większe umiejętności, więcej świadomości, wiesz, na co zwracać uwagę. Poznajesz siebie.
Zaczynasz również samodzielnie próbować składać te kawałki. Twoje analizy siebie są bardziej dojrzałe. Oparte na coraz większej wiedzy.

Wyobraź sobie teraz, że twoja zaburzona osobowość to ogromna budowla z najróżniejszych klocków. Nie jest stabilna, bo elementy do siebie nie pasują, są zepsute lub w niewłaściwym miejscu. Fundamenty tej wieży są niepewne. Gdy zawieje wiatr, wszystko się chwieje. Istnieje duże ryzyko katastrofy budowlanej.

Terapeuta pomaga ci identyfikować wadliwe klocki. Pokazuje, w jaki sposób możesz ten element wyciągnąć z konstrukcji, ulepszyć go, a następnie włożyć na właściwe miejsce. Czasem zdarza się, że pozbycie się niewłaściwego klocka, powoduje osunięcie się większej ilości elementów. Coś się rozpada – przychodzi kryzys. Jednak konsekwentnym działaniem można odbudować to, co się rozsypało. Odbudować w sposób przemyślany i pożądany, czyli zdrowy.

A co z klockami, które są dla ciebie ważne i dobre? Co, jeśli się ich pozbędziesz, zmienisz je w niechciany sposób?
To tak nie działa. To, co jest dla ciebie dobre i ważne, wyróżnia się. Od razu poznasz te klocki. One są solidnie osadzone. Wyjmując te wadliwe, nie pozbędziesz się ich. Nawet, gdyby któryś przez przypadek wypadł, nie przeoczysz tego. Nie stracisz go, tylko odłożysz na miejsce.

Psychoterapia zaburzeń osobowości jest trudna i długa. Bardzo istotnym czynnikiem jest zaufanie do terapeuty. Jedni znajdują go za pierwszym razem, inni za drugim, kolejni za piątym. Ważne jest, by się nie poddawać. Dlaczego to takie istotne? Symbolicznie powierzasz temu człowiekowi swoje życie. Musisz ufać, że z jego pomocą przebudujesz konstrukcję swojej osobowości w stabilną budowlę o solidnych fundamentach. Czy budowę domu powierzysz osobie, której kompetencje budzą twoje zastrzeżenia?

Terapeuta poszerza twoje horyzonty. Pomaga uświadamiać sobie źródła problemów i niezdrowe schematy. Dostarcza i uczy korzystania z narzędzi potrzebnych do generalnego remontu. Nie zapominaj jednak, że on nie zrobi nic za ciebie. Ten remont musi być wykonany twoimi rękami i nakładami sił.

Podziel się!

237 – łatwo zrobić, trudno się przynać

Siedziałam obok niego ze skwaszoną miną. Dobrze, że nie naciskał, pytając, o co znów mi chodzi. Próbowałam. Naprawdę. Biłam się z myślami, ale nie potrafiłam wydusić z siebie słowa.
Jadąc odwiedzić mamę w szpitalu, napisałam mu długiego SMS’a. Wyjasniłam wszystko. Całe to cięcie się, sesję poświęconą na analizę tego zachowania, opinię terapeuty.
– Durna jesteś – stwierdził.
Nie musiał tego pisać. Wiedziałam o tym dobrze.
Wciąż nie potrafię mówić o trudnych sprawach. Nie mam odwagi przyznać się do błędu.
Z terapeutą potrafię już rozmawiać. Nawet o takich potknięciach. Liczę, że kiedyś rozszerzę ten krąg.

Podziel się!

236 – przeklęta autoagresja

Przecież musiałam sobie zdawać sprawę z tego, że tak będzie.
No tak. Tylko wtedy się nie chciało myśleć.
Kilkadziesiąt nacięć brutalnie zakończyło ośmiomiesięczną abstynencję.
– To dla pani sygnał ostrzegawczy – terapeuta próbował odwieść mnie od besztania siebie w słowach i myślach.
Na próżno. Nie mogę sobie odpuścić. Nie potrafię wybaczyć.
Przymus wrócił z ogromnym natężeniem. Nieznośny ból w nadgarstkach. Pragnienie, by je pochlastać do kości.
Nie powinno mnie to dziwić. Przecież zawsze tak jest. Pieprzony kawałek metalu jest dla mojego mózgu heroiną. Jeden raz wystarczy, by przez długi czas utrzymywał się potworny głód:
– Jeszcze! Jeszcze tylko raz! Więcej, więcej!
I cholerny mechanizm obronny:
– Przecież jestem taka mała i słaba. Nie potrafię walczyć z tym nałogiem. Tnę się połowę życia! Inaczej nie umiem.
– Gówno prawda! Wiedziałaś, że tak będzie. Po cholerę łapałaś za tę żyletkę?
– Bo to tylko raz. Bo inaczej nie umiałam. Bo…
– Bo jesteś cholernie durna. I nie uczysz się na błędach. Od czternastu lat popełniasz w kółko ten sam błąd! I za każdym razem dziwisz się konsekwencjom!

Ręce opadają.

Podziel się!

232 – moja obawa

Niby wszystko zaczyna iść dobrze.

Zdecydowaną większość czasu poświęcam na dokształcanie się zawodowe. Ale przy tym, jednocześnie, nie zaniedbuję swojej pasji – pisania. Co prawda nie jest to stricte pisanie, a działalność około artystyczna. Jednak dotyczy mojej twórczości.

Czuję siłę. I moc. Rozpiera mnie energia. Budzę się o 8:00 i zrywam z łóżka. Tak szkoda mi dnia! Nie mam ani minuty do stracenia.

Jednak znów pojawia się ten stary lęk. Że wszystko się zepsuje. Pójdzie nie tak. Że to ja wszystko zepsuję. Że odpuszczę. Znów zapadnę się w pustkę i nicość. Wróci autodestrukcja i autoagresja. I jedyne czego będę chciała, to spaść jeszcze niżej…

Podziel się!

230 – rozsądku, gdzie jesteś?

Chyba jakoś powoli zaczynam się oswajać z myślą, że nikt mi pracy na piękne oczy nie da. Że nie podczepię się pod Mrówka i nie będziemy pracować w jednej firmie.
CV prawie napisane. Ociągam się z tym – boję się rozmowy z rekruterem. Boję się, że go nie zrozumiem. Choć Mrówek poradził, żeby wyłapywać słowa-klucze.
W tym CV o swoim angielskim napisałam semi-communicative, hehe. Tak chyba zostać nie może…
Codziennie uczę się angola i jQuery. Może coś z tego będzie.

Kwartalnik PSYCHIATRA wysłał w poniedziałek egzemplarz magazynu na adres mojego Wydawnictwa. Czekam z niecierpliwością, aż będę mogła przeczytać recenzję.
Ostatnio śniło mi się, że owszem, zamieścili info o Młodym bogu, ale była to maleńka rameczka z miniaturką okładki i podpisem „Polecamy tę książkę”. Tyle, że nie dało się z tego nic rozczytać – ani tytułu, ani autora. Taki psikus.

Tak bardzo boję się tego wyjazdu. Choć bardzo go pragnę. Przed oczami wciąż przewijają mi się scenki, jak wszystko idzie nie tak. Jak nie dostaję pracy lub jak ją tracę. Jak nie umiem sobie poradzić w obcym kraju. Jak znów zaczynam się niszczyć. Zawsze tak było. Gdy czegoś bardzo chciałam, sama sobie to obrzydzałam – żeby mi się odechciało. Bierna agresja i stagnacja przede wszystkim! Nic, tylko wytrzaskać się po tym głupim pysku.

Podziel się!