227 – pozytywnie

Będąc u mamy na wsi, nauczyłam się wcześnie wstawać. Po powrocie do domu nie zmieniłam tego przyzwyczajenia.
W weekend zaczęłam naukę angielskiego na duolingo.com, naukę cholornego javascriptu, do którego przymierzałam się od lat.
Od kilku dni znów biorę zwiększoną dawkę wenlafaksyny. Tym razem mnie nie zamula, a dodaje energii.
Schudłam sześć kilo (po czym przytyłam kilogram, ale to przemilczmy), nie chleję, zdrowo się odżywiam.
Z optymizmem patrzę w przyszłość. Wiem, że mój los i samopoczucie zależą tylko ode mnie. Czuję, że mam realny wpływ na kształt swojego życia. Już nie płynę bezwolnie z prądem rutyny i beznadziei.
Wiem, że nie mogę się poddać. Że muszę walczyć o siebie i komfort wspólnego życia z Mrówkiem. Mam dużą motywację do dalszego leczenia. Nie chcę zmarnować tej jednej jedynej szansy, jaka została mi dana w chwili, gdy komórka jajowa matki połączyła się z plemnikiem ojca. To jest mój czas. I drugiego nie będzie.

Martwi mnie tylko, że znów przestałam pisać. A to zawsze kończyło się źle. Bardzo źle…

Podziel się!

224 – ludzkości, przepadnij siło nieczysta!

– Gdybyś stanęła twarzą w twarz z Hitlerem, zabiłabyś go?
– Nie! Nie potrafiłabym.
– Dlaczego?
– Nie umiałabym żyć ze świadomością, że kogoś zabiłam.
– Ale to Hitler! A ile osób on zabił?
– Mimo wszystko. Jeśli mogłabym się cofnąć w czasie, przyjęłabym go na ASP. Może teraz mówilibyśmy o nim, jak o genialnym malarzu, a nie zbrodniarzu.

Ale tak poza tym nienawidzę ludzi.
Teraz idę spać. A kiedy się obudzę, niech zniknie ludzki gatunek. Truje, niszczy środowisko i siebie.
Choć nie byłabym w stanie nikogo skrzywdzić, nienawidzę ludzkości. Z wzajemnością.

Nienawidzę ludzkości, choć kocham i tonę w empatii do człowieka. Rozumiecie?

Podziel się!

221 – objawy borderline: racjonalna niestabilność

Na to, że pograniczne zaburzenie osobowości charakteryzuje się niestabilnością emocjonalną, wskazuje już sama nazwa – osobowość chwiejna emocjonalnie. Boleśnie odczuwają to zarówno zaburzeni, jak i ich bliscy. To z jej powodu skazana byłam na neuroleptyk (mój organizm nie toleruje typowych stabilizatorów). Odstawiłam go blisko rok temu. Chwiejność powoli zaczęła wracać. Wystarczy jeden gest, jedno słowo lub myśl, by z euforii wpaść w myśli samobójcze. Emocje. To one dyktują mi, jak odbierać świat, jak interpretować fakty.
Ostatnio jednak zauważyłam, że niestabilność przybrała nową formę – racjonalną. Chwiejność odbywa się na poziomie myśli, bez dopuszczania do głosu emocji. Terapeuta zapewne powie, że w skutek trudnych emocji, odcięłam się od nich. Być może. Jednak, paradoksalnie, łatwiej znieść zmieniające się co chwilę uczucia niż myśli. Dwa lata terapii nauczyły mnie, że to objaw chorobowy, a nie moja tożsamość. Jednak zmieniające się co chwilę myśli (odcięte od emocji) to pewnego rodzaju nowość. I znów – na nowo trzeba będzie zaakceptować, że to nie prawdziwa ja. Że myśli samobójcze i autoagresywne wynikające z zimnej kalkulacji to objaw… Bla. Bla. Bla.

Podziel się!

220 – senny terapeuta

Z tego co pamiętam, terapeuta wcześniej śnił mi się tylko raz. A może wcale?
W ciągu ostatnich dni, dwa razy nawiedził mnie w snach.
Za pierwszym razem, wynajmował pokój w moim mieszkaniu. Pamiętam tylko tyle, że siedział przed laptopem, a chwilę potem gdzieś wyszedł. Zadzwoniła jego komórka. Po chwili wrócił.
– Kto dzwonił?
– Nie wiem.
– I nie zajrzała pani do mojego telefonu?
– Oczywiście, że nie! – oburzyłam się.
Potem siedzieliśmy wieczorem przy stole. Były tam jakieś dwie moje koleżanki. Zaczął sesję. Powiedziałam ze trzy zdania, po czym zeszliśmy na jakiś bardzo osobisty temat.
– Wejdźcie – powiedziałam stanowczo do dziewczyn.
W tym momencie się obudziłam.

Wczoraj przyśniło mi się, że zakolegowałam się z jego córką. Choć terapeuta jest po trzydziestce, miał córkę niewiele młodszą ode mnie. Chciała, żebym pojechała z nią na jakiś obóz. W tym celu miałam do niej zadzwonić. Jakież było moje zdziwienie, gdy telefon odebrał pan M.
– No nie wierzę… Co ja pani mówiłem o kontaktowaniu się między sesjami? – był wyraźnie poirytowany.
– Ale ja dzwoniłam do pana córki!
– Nie życzę sobie takich kontaktów! Proszę ją zostawić w spokoju.
Znów się obudziłam.

Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Kilka lat temu, po takim śnie, przerwałabym terapię. Czułabym się oszukana, zdradzona, zawstydzona. I wcale nie obchodziłoby mnie, że to był tylko sen. Przeniosłabym emocje na realne życie. I więcej nie chciałabym mu się pokazać na oczy.
A dziś? Uśmiechnęłam się tylko. I czekam na wtorkową sesję.

Podziel się!

216 – pojebana

Mam dość siebie. Swojej pieprzonej niestabilności. Ranienia innych. Karania najbliższych za swoje paranoje.

Dlaczego tak go traktuję? Bo ubzdurałam sobie kolejny nowotwór? Bo kasę przeznaczoną na książkę wydałam na życie?
Bo:
– Nie mam humoru.
Bo:
– Mam zjebany nastrój.
Bo:
– Mam dość życia i chcę umrzeć!

– Co ci jest?
– Nic.
– No co ci jest?
– Nic.
– Przecież widzę, że znów znalazłaś sobie jakiś problem.
„On, kurwa, nic nie rozumie! Nikt mnie nie rozumie! Chcę umrzeć!”
– Daj mi spokój. Nic mi nie jest.
Nos na kwintę i spierdalać wszyscy. A potem się dziwię, że znów chce uciec za granicę…

Podziel się!