149 – już czas?

Czuję nieuchronnie zbliżający się koniec.
Chyba czas stąd odejść.
Niedostosowanie do życia.
Nieporadność.
Nic z tego nie będzie. Nie chcę się dostosowywać i wpisywać w charakterystykę miliardów ludzi.

Najprostsze, acz najważniejsze dylematy, odwracają moją głowę w stronę klamki.

Nic z tego nie będzie. Nic nie będzie z tego wszystkiego.
Już nie chcę. Nie mam siły.

Podziel się!

148 – czasem głupota popłaca

Kiedyś już o tym wspominałam.

W drugiej gimnazjum, w piątek miałam ma trzynastą do szkoły. Zawsze przed wyjściem piłam.
Mieliśmy na polskim recytować Inwokację. Upiłam się mocno.
Siedziałam i trzymałam się ławki, żeby nie spaść z krzesła. Dosłownie. Gdy przyszła moja kolej, dotoczyłam się pod tablicę. Zaparłam się o ścianę, nie mogąc utrzymać równowagi. Zaczęłam swój pijacki bełkot. Efekt?
– Brawo! Aniu, szóstka. Jesteś pierwszą osobą, która się wczuła i recytowała. Bierzcie z niej przykład.
Nie wiem, jak to możliwe, że w szkole żaden nauczyciel nie zauważył, że piję.

Pisałam pracę zaliczeniową na Wprowadzenie do filozofii. Nie szło mi za bardzo.
Zdaje się, że mieliśmy wybrać książkę, przeczytać ją i pisemnie na dwie strony A4 udowodnić, że jest to książka filozoficzna.
W wyniku pewnych okoliczności połknęłam listek Polopiryny. Wkręciła mi się wena. Miałam napisaną stronę i brakowało mi wstępu. Zaczęłam go pisać i rozpisałam się na drugą stronę.
Za pracę dostałam cztery albo pięć, nie pamiętam. Ale profesor bardzo chwalił ten wstęp. Czytał fragmenty na głos. Stwierdził, że gdyby cała praca była tak wnikliwa to byłaby idealna.

Ale nie polecam szukania kreatywności w taki sposób.

Podziel się!

144 – czy psychoterapia boli?

Czytałam. Słuchałam, co mówią. Wyobrażałam sobie. Domyślałam się. Że terapia boli.

Tymczasem okazało się, że jest to dla mnie bardziej wysiłek intelektualny. Bólu, jako takiego, przez półtora roku doświadczyłam niewiele.
Może dlatego, że jestem bardzo świadoma siebie, swojego zaburzenia, mechanizmów? Nie wiem.

Zależy mi na leczeniu. I to nie tylko dlatego, że chcę mieć materiał do kolejnej części Młodego boga. Chcę być zdrowa!

Podziel się!

143 – przymus niszczenia tego, co dobre

Poprzedniej nocy nie mogłam spać. Do ósmej rano leżałam i zastanawiałam się, gdzie i z kim spędziłam sylwestra 2005/2006. Za cholerę nie mogę sobie przypomnieć.

Tej nocy spałam. Jednak zanim przyssała się do mnie mara, rozmyślałam.
Na terapii ustaliliśmy, że ta tajemnicza siła, która niszczy wszystko wokół mnie (moimi rękami) to przymus niszczenia tego, co dobre.
Dla terapeuty jest to po prostu jeden z objawów toczącej mnie choroby.
Ja biorę to bardziej osobiście. Chciałabym wiedzieć, skąd się ten mechanizm wziął. Co takiego wydarzyło/wydarzało się w moim życiu, że nie potrafię na dłuższą metę wytrzymać, gdy jest dobrze? Skąd się wzięło umniejszanie osiągnięć, a wywyższanie porażek? Skąd się wzięło niszczenie siebie?

Może i ma Pan rację. Roztrząsanie tego „skąd” się coś wzięło jest poważniejszym i trudniejszym zadaniem od tego, by takie zachowania wyeliminować. Może rzeczywiście to nie jest czas i miejsce?

Naszło mnie więc inne pytanie.
Co mi to daje?
Skoro jest we mnie przymus niszczenia. Chcę go wyeliminować, ale nie potrafię. Nasuwa się więc hipoteza, że urzeczywistnianie tego przymusu coś mi daje. Zaspokaja jakąś ukrytą potrzebę?

Panie M., czy to jest dobre pytanie na obecną chwilę?

Podziel się!