192 – no głupia! Ubezpieczenie chciała!

Żyjemy w kraju absurdów.

Nigdy nie chciałam rejestrować się jako bezrobotna. Choć psychiatra wiercił mi dziurę w brzuchu na każdej wizycie.
– Pani Aniu, jak panią skierują do pracy, napiszę pani zwolnienie. Tylko proszę się ubezpieczyć.
– A jak mi każą grabić liście albo odśnieżać?
– Napiszę pani zaświadczenie, że grabie albo łopata w pani rękach to niebezpieczne narzędzie. Tylko proszę się ubezpieczyć.

– No dobra – pomyślałam. – Może warto spróbować?
Zaczęłam rozważać taką opcję.
Hehe w naszej kochanej Ojczyźnie? Nic z tego!
Mam podpisaną umowę o dzieło z wydawnictwem. Więc? Bezrobotna nie jestem! Ubezpieczenie? A po co komuś na umowie o dzieło ubezpieczenie? Nas to nie dotyczy. Rozwiązanie? Ubezpieczenie dobrowolne.
Gdzie tkwi problem?
Miesięczny koszt dobrowolnego ubezpieczenia zdrowotnego znacznie przekracza sumę drobnych ze sprzedaży książki.

Po co nam artystom ubezpieczenie? Nas się choroby nie imają!
I uwielbiamy płacić sto procent za cholerne psychotropy…

Podziel się!

188 – dwadzieścia dziewięć

Wydarzenia z pierwszej części Młodego boga miały miejsce dwa lata temu. Tak trudno mi w to uwierzyć… mam wrażenie, że to było w poprzednim życiu.
Wtedy było dwadzieścia siedem. Silne tendencje samobójcze.
Teraz dwadzieścia dziewięć. Te myśli wciąż obecne, ale bez prawa głosu.
Za chwilę trzydziestka. Trzeba będzie w końcu zmądrzeć.

Podziel się!

186 – cielesność

Posiadanie cielesnej formy mnie boli. I nie chodzi tu wcale o moje ciało. A o bycie czymś materialnym w ogóle.
Namacalność życia budzi przerażenie. Brutalność cielesna wżyna się w psychikę boleśniej niż dociskane ostrze.
Powinnam być wszędzie. I nigdzie. Wypełniać sobą świat. Mieszać się z wiatrem. Wraz ze słońcem wnikać w skórę ludzi.
Nigdy nie pogodzę się z byciem człowiekiem. I z posiadaniem ciała.

Podziel się!

182 – objawy borderline: podwieszanie

Psychiatrzy i terapeuci pytali mnie, po co się wieszam nie mając myśli samobojczych.
– Co pani to daje?
Do tej pory myślałam, że chodzi o ból. O skrzywdzenie się.
Ale chodzi o coś głębszego. Kontrolę. Objawy borderline sprawiają, że osoby z pogranicza mają poczucie braku kontroli, są niepewne zarówno innych, jak i siebie.
Powieszenie się daje mi złudne poczucie kontroli nad własnym życiem. Gdy czuję za sobą oddech śmierci, staję przed decyzją: pociągnąć to dalej, czy zawrócić. Czy można sobie wyobrazić większe poczucie kontroli nad życiem? Potrzeba zostaje zaspokojona. Można więc ściągnąć pętlę z szyi i żyć dalej.
Wzraz z biegiem terapii nauczyłam się, że kontrolę można osiągnąć w inny sposób – pracą nad sobą.
Co jest w tym wszystkim najlepsze? To uczucie, gdy w kryzysowej sytuacji udaje ci się zachować zimną krew, dostrzec schemat i mu nie ulec. W nagrodę zdrowa cześć osobowości daje ci kopa energii w postaci zadowolenia z siebie i właśnie poczucia kontroli. Zajebiste doświadczenie.

Podziel się!

181 – leczenie borderline: trudności

Terapia borderline jest wyjątkowo trudna. Najogólniej rzecz ujmując, chodzi o to, by odzyskać kontrolę nad sobą i swoim życiem. Można to osiągnąć podejmując się tytanicznej pracy z terapeutą nad zaburzonymi częściami osobowości.
Pograniczne zaburzenie osobowości sprawia, że część składowych osobowości rozwija się nieprawidłowo. Z biegiem czasu problemy zaczynają się mnożyć, a zaburzenie pogłębiać.
Chore schematy zachowań, myśli i reakcji emocjonalnych wydają się być częścią nas. Zaczynamy się utożsamiać z naszą chorą częścią. Zaczynamy wierzyć, że to nas charakteryzuje. Biorąc pod uwagę, że mamy problemy z poczuciem własnej tożsamości, chwytamy się tego, co (jak nam się wydaje) jest pewne w naszym życiu. W moim przypadku była to autodestrukcja, autoagresja, silne stany emocjonalne. Stąd:
– Jestem autoagresywna. Jestem autodestrukcyjna. Jestem wielokrotnie niedoszłym samobójcą.
Najtrudniejsze dla mnie było emocjonalne zaakceptowanie tego, że są to objawy choroby, a nie część mojej tożsamości. Może brzmi to dziwnie. Jednak za racjonalnym myśleniem nie poszły emocje. Byłam emocjonalnie związana z tymi objawami. W nieświadomości narodził się lęk, że pozbywajac się autodestrukcji i autoagresji, przestanę być sobą. Stanę się nikim. Ale w końcu i emocjonalnie dojrzałam.
Terapia borderline to niejako walka z samym sobą. Trzeba w nią włożyć wiele wysiłku, by objawy uznać za objawy, a potem jeszcze uzyskać kontrolę nad schematami. Ale warto.
Nie lecząc się, tracimy całą energię na szarpanie się z sobą i życiem. Chyba więc warto poświęcić ją na leczenie.

Podziel się!