128 – ciche postanowienie noworoczne

To, z rzucaniem palenia to było raczej pobożne życzenie.
Prawdziwego postanowienia nie zdradzałam, bo nie byłam go do konca pewna.
Od jakiegoś czasu bardzo mnie ciśnie na cięcie. Blizny wciąż czerwone, duże, swędzące i bolące. To nieznosnie przypomina, że ten narkotyk jest w zasięgu ręki.
Kilka razy już planowałam. Już byłam zdecydowana. Ale rezygnowałam. Wciąż przetrawiałam w sobie tę decyzję. Teraz jestem pewna.

W tym roku postaram się nie działać autodestrukcyjnie. Nie przybędzie żadna blizna. I tak mi dopomóż… sama sobie dopomogę.

Podziel się!

127 – prawdziwy sukces

– Zobacz! Kolejna dobra recenzja! Przeczytałeś?
– Tak.
– I co? Fajnie, nie?
– No.
– E tam. Ty się w ogóle nie cieszysz z moich sukcesów.
– Anka, ale ty wiesz, że twoje książki nigdy nie będą bestsellerami?
– No wiem. Ale mi nie o to chodzi.
– A o co?
– Ja wiem, że to co piszę, jest niszowe. Zresztą nigdy nie celowałam w mainstream. Wiesz, kiedy uznam, że osiągnęłam sukces?
– Nie.
– Kiedy ktoś będzie chciał przeczytać coś o takiej tematyce, a ktoś inny mu poradzi „poczytaj Mrówczyńską”. Albo jak studenci będą się uczyć o zaburzeniach, depresji, a wykładowca poleci im fragmenty moich książek jako literaturę uzupełniającą. To będzie dla mnie prawdziwy sukces.

Podziel się!

124 – święta

Długo mnie tu nie było.
Od niedzieli spędzałam całe dnie w kuchni, żeby przygotować tradycyjne jedzenie na święta.
W tym roku spędzamy je sami – Mrówek, ja i nasze dwa szczurasy.

Jako dziecko uwielbiałam święta. Potem mi przeszło. A gdy zostałam ateistką i antyklerykałem, wojowałam z rodziną o ich obchodzenie. Chciałam się wyłamywać.
– W moim domu nigdy nie będę robiła świąt! Nie jestem katoliczką!
Na nic zdawały się tłumaczenia ateistycznego ojca, że to tradycja. Że nikt nie każe mi wierzyć, ale Wigilię trzeba obchodzić uroczyście.
Była i druga strona medalu – siedzenie przy stole z rodziną, kiedy siedzieć się z nimi nie chciało. Wysłuchiwanie opowieści z dzieciństwa. Jaka to kiedyś byłam śmieszka, a teraz taki zamknięty w sobie gbur. Zawsze siedziałam w milczeniu, ewentualnie zdawkowo odpowiadając na pytania. Nerwowe odliczanie do końca dnia, do końca świąt, kiedy wszystko wróci do normy. „Normy” hehe.

W tym roku postanowiliśmy zostać sami. W Wigilię obchodziliśmy trzecią rocznicę zaręczyn.
Prawdę mówiąc, gdyby Mrówkowi na tym nie zależało, spędziłabym święta jak zwyczajne dni.
Ale Mrówek lubi atmosferę świąt. Dlatego przez tydzień siedziałam w kuchni i gotowałam.

Co się okazało?
Święta mi się odczarowały. Już nie kojarzą się z zakłamaniem i sztucznymi uśmiechami.

Może i kiedyś polubię swoje urodziny?

Podziel się!

123 – wypalenie

Wypaliłam się. Dodałabym, że zawodowo, ale nie utrzymuję się z pisania. Niestety.
To, co do tej pory stworzyłam wydaje mi się bezsensu. Deprecjonuję wszystkie trzy książki oraz zaczątek czwartej.
Jedynym sensownym pomysłem zdaje się być „Majka”, na pomysł której wpadłam lata temu. Ale żeby pisać? Nie bardzo…
Smutno mi. Tak po ludzku smutno.
Najchętniej bym się uchlała i poszła spać.
Dziękuję Ci, moja „ukochana” niestabilności.

Podziel się!