802 – tnij bohatera, tnij!

Na ostatniej sesji pochwaliłam się panu M.
– Chciało mi się ciąć, Ale to jest sprzeczne z moimi celami, więc pocięłam postać w książce. Zrobiło mi się trochę lepiej.
– Gdyby ograniczyła się pani do cięcia bohaterów, to byłby duży sukces.
Oczywiście musiałam znaleźć jakieś „ale”.
– To oni nic by nie robili, tylko się cięli – roześmiałam się. – A to by było przegięcie.

Niemniej jednak, od kilku dni, gdy jest mi źle, projektuję te emocje na jedną z postaci „Obłędu”. Wkładam w jej umysł swoje myśli i przymusy. Opisuję to, jak się okaleczania lub jej tendencję samobójcze. Biedna nastolatka. Jess stała się moim workiem treningowym, nad którym się znęcać, zostawiając swoje ciało w spokoju.

Podziel się!

801 – terapia borderline: sadystyczny psychopata

Idąc na sesję nie czułam nic. Kompletnie. Totalne odcięcie od emocji prawdopodobnie spowodowane sytuacją w domu. Jednak podczas terapii pękłam.
– Pocięłam się dziś.
– Dlaczego?
– Nie wiem… – przyznałam szczerze. – Chyba chciałam coś poczuć.
– I co pani poczuła?
– Ból.
Zaczęliśmy rozmawiać o mojej awersji do dotyku i bliskości fizycznej, potrzebie okaleczania się. Pan M. stwierdził, że cięcie potęguje niechęć do dotyku, bo umacnia moje skojarzenie jego z bólem.
– I naruszaniem granic. – Dodałam.
– Pani sama te granice narusza, krzywdząc swoje ciało.
– Ja to ja. – Odrzekłam stanowczo.
– Ale jednak jest w pani jakaś część, która chodzi na terapię, bierze leki. Chce być zdrowa.
To było jak olśnienie. Znowu coś, o czym bardzo dobrze wiedziałam, ale tego nie pamiętałam. Potrzebowałam, by pan M. mi o tym przypomniał.
– Czuję jakąś bezsilność. – Zwerbalizowałam dominującą emocję.
– Myślę, że jest w pani jakaś silna pierwotna część, która jest takim sadystycznym psychopatą. Wyraża się ona w okaleczaniu się czy choćby czytaniu o psychopatach, bo sprawiało to pani przyjemność, prawda?
– Tak. – Przyznałam.
– No właśnie. Podejrzewam, że to uczucie bezsilności spowodowane jest wewnętrznym konfliktem między tą częścią sadystyczną a tą, która chce się leczyć. Pamiętam, jakie to było dla pani ważne, że tak długo powstrzymuje się pani od cięcia.
– Tak było. Ale teraz mam wrażenie, że już mi na tym nie zależy.
– Celem naszych spotkań jest wzmocnienie tej części, która pragnie być zdrowa. – Kolejne zdanie, które mną wstrząsnęło w pozytywnym tego słowa sensie.
Płakałam. A był to płacz oczyszczający.

Podziel się!

800 – Amsterdam i powrót do tego, co było

Byliśmy przez tydzień w Amsterdamie. Wycieczka super, sporo zwiedziliśmy, a wieczorami relaks w kofikach.

Ale żeby nie było za dobrze…

Powrót do codzienności i pracy uruchomił lawinę minionych, zaleczonych w psychiatryku stanów.

I tak, znów – myśli, przymusy, łzy i ucieczka w sen.

Między nami nie jest dobrze.

Terapia zintensyfikowana do dwóch sesji w tygodniu. Mam tyle do powiedzenia panu M., ale nie zawsze mi to wychodzi.

Znów stagnacja, obojętność i brak zainteresowania własnym losem. Izolacja, niechęć do ludzi, trudności w utrzymywaniu relacji.

Jednym słowem, po chwilowej przerwie, wróciło to, co było.

Podziel się!

799 – wypis

Wczoraj mnie wypisali ze szpitala z diagnozą Epizodu depresji umiarkowanej i Osobowości chwiejnej emocjonalnie jako rozpoznania współistniejącego.

Dziś była sesja. Prawie całą przepłakałam. Schodziły ze mnie emocje z całego miesiąca. W końcu.

W czwartek kolejna sesja.

Jak jest? Chciałabym powiedzieć, że dobrze, ale skłamałabym. Czuję silny przymus autodestrukcji. Mimo to terapeuta stwierdził, że bez sensu było tam dłużej siedzieć, a ja się z nim zgadzam w stu procentach.

Podziel się!

792 – gdy nawet w psychiatryku nie ma dla ciebie miejsca

Mała aktualizacja. Nie, nie zza krat.

Zaraz po sesji u pana M. wsiadłam w samochód cioci i pojechałyśmy na Izbę Przyjęć Szpitala Psychiatrycznego, do którego miałam skierowanie.

Spędziłyśmy tam prawie dwie godziny, gapiąc się na kolejne wchodzące i wchodzące osoby, zgodnie z zaleceniem „proszę czekać”. Także czekałyśmy, czekałyśmy i… w końcu ktoś otworzył drzwi na oścież i zaprosił osoby ze skierowaniem. Weszłam. Przede mną czteroosobowa szanowna komisja składająca sie z młodych kobiet i jednej nieco starszej.
– Skierowanie i dowód osobisty.
Podałam dokumenty, nie rozpinając nawet ramoneski. Z włosów kąpała woda, bo pogoda tego dnia nie rozpieszczała.
– Chce być pani przyjęta na oddział dzienny czy stacjonarny?
– Mam silne myśli samobójcze, więc… – bąknęłam nieporadnie.
– Także stacjonarny. Ale nie mamy miejsc. Są dwie opcje. Możemy wpisać panią na listę osób oczekujących do planowego przyjęcia (że, kurwa, co? Mówię im, że chcę się zabić, a oni każą mi czekać aż zwolni się miejsce?!) albo odesłać panią do innej placówki – szpital wojskowy, oddział psychiatryczny leczenia stresu bojowego. (Oo, to, to, czego mi trzeba! Zamknięcia z kilkudziesięcioma zawodowymi żołnierzami, cierpiacymi na PTSD. Zawsze o tym marzyłam!).
– A ta lista… Ile mam czekać?
– Proszę dzwonić codziennie rano. Może w końcu się coś zwolni.
Wyszłam że łzami w oczach. W tym kraju nie da sie żyć. A tym bardziej chorować.

Udało mi się umówić na sesję na jutro o 8:30 do pana M. W czwartek wyjeżdża. A ja zostaję tu. By wraz z silnymi myślami samobójczymi czekać na wolne miejsce w psychiatryku…

Podziel się!