725 – psychiatra

We wtorek tydzień temu byłam u psychiatry. Przepisał mi naltrekson. To taki metadon, na uzależnienie od opioidów. W małych dawkach (do 5mg) działa przeciwlękowo. Ja dostałam dawkę uderzeniową 25mg.
– Powinno to spowodować wyrzut serotoniny do mózgu – skwitował pan T.
Nie czułam za bardzo jego działania aż do dzisiaj. Czuję tę serotoninę! W końcu! Mam dobry dzień!

Co poza tym?
Siedzę nad Psychiatrykiem. Dostałam skład do akceptacji. Jestem na 156 stronie na 370. Masakra… Wolałabym pisać Dwa słowa! Ten nowy thriller psychologiczny.

Podziel się!

724 – terapia borderline: znów w związku

Znów weszłam do gabinetu rozpromieniona. Spóźniłam się kilka minut.
– Pisałam i straciłam poczucie czasu – uśmiechnęłam się do pana M.
– Od rana?
– Tak. Trochę się pozmieniało – zaczęłam, mając na myśli sytuację w domu.
– Tak?
– Zeszliśmy się – powiedziałam z uśmiechem od ucha do ucha. – W tamten wtorek wieczorem długo rozmawialiśmy. Choć właściwie to Mrówek mówił… – zaczęłam relacjonować wydarzenia sprzed tygodnia.
– Cieszy się pani? – Spytał w końcu, gdy skończyłam opowieść.
– Bardzo! I znów poczułam ulgę. Najpierw ulga, że się rozstaliśmy, a teraz, że się zeszliśmy.
– Ja myślę, że ta ulga może być spowodowana tym, że zobaczyła pani, że może żyć bez Mrówka. Bo od jakiegoś czasu wyglądało to tak, że Mrówek nie chce z panią być, a pani jest na nim uwieszona i nie wyobraża sobie życia bez niego.
– Wiem – przyznałam.
To była dobra sesja.

Podziel się!

721 – terapia borderline: rozstanie

O tym, że rozstałam się z Mrówkiem, pan M. dowiedział się od razu w sobotę, z SMS-a. Jednak chyba nie spodziewał się, w jakim nastroju przyjdę na sesję. Byłam rozpromieniona.
– Widzę, że nastrój się pani zmienił – zaczął.
Opowiedziałam mu o cierpieniach zeszłego tygodnia, pijaństwie i cięciu. Potem o tym, jak się rozstaliśmy.
– Chyba pani ulżyło, że w końcu zostało to nazwane, prawda?
– Bardzo!
– Ja tak myślę, że te ostatnie problemy w terapii to była zapowiedź tego. Że chciała się pani rozstać, ale nie ze mną, tylko z Mrówkiem.
Przyznałam, że jest to całkiem możliwe. A więc znowu projekcja!

Cóż mam Wam napisać. To było burzliwe jedenaście lat. Ale tak będzie lepiej dla nas obojga.

Podziel się!

720 – terapia borderline: autodestrukcja

Na sesji mówiłam. W końcu. Nie było czarnych dziur i pustki w głowie. No, chwilami.
Tym razem rozmawiałam. A o czym? O autodestrukcji, rzecz jasna. Przecież o tym mogę nawijać godzinami, nie?
Problem w tym, że znów wrócił przymus powieszenia się. Ale nie, nie po to, by się zabić. A skrzywdzić. Poczuć ból i mieć śmierć na wyciągnięcie ręki. Poczuć w końcu kontrolę.
Pan M. nie wezwał policji ani nie odesłał mnie do psychiatry. Zna ten stan tak samo, jak ja. Wie, że nie chcę się zabić.
– A co panią powstrzymuje przed tym? – Zapytał w którymś momencie.
– Nie chcę robić sobie krzywdy – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Co nie powstrzymało mnie przed pocięciem się po powrocie do domu…

Podziel się!

719 – terapia borderline: brak przełomu

Dziś nie wzięłam Lorafenu przed sesją. Stwierdziłam, że muszę to przeżyć bez znieczulaczy. Efekt? Nie przeczytałam listu.
Kiedy siadłam w fotelu, znów nie potrafiłam się ruszyć ani nic powiedzieć. Jednak nie przemilczałam całej sesji. Coś tam mówiłam, choć z wielkim trudem. Pan M. zadawałam pytania, a ja próbowałam na nie odpowiadać, choć szło mi różnie.
Przełomu nie było. Niemniej jednak, spotkanie nie należało do całkiem nieudanych.

Podziel się!