697 – SMS do terapeuty

Nie mogłam już wytrzymać, dlatego napisałam SMS do terapeuty.
„Panie M., czuję się tak źle, że nie mogę pracować. Cały czas myślę o żyletce, tak mnie ciśnie. Już nie wiem, jak mam z tym walczyć…”
Niedługo potem nadeszła odpowiedź.
„Może Pani opisać to o czym Pani myśli i porozmawiamy o tym na sesji.”

Zaczęłam się nad tym zastanawiać, leżąc w łóżku i nie umiejąc podnieść. Tylko, co mi da pisanie tego skoro i tak nie dam rady przeczytać tego na sesji?
W końcu się jednak zdecydowałam.
Wylałam swoją żółć. Opisałam, co myślałam, co czułam.
Choć w dalszym ciągu nie wyobrażam sobie, że mogłabym to odczytać…
Wstydzę się. Wstydzę się również tego, że się wstydzę. Kółko się zamyka.

Podziel się!

696 – terapia borderline: agresja, czyli zrobię ci na złość!

Do gabinetu weszłam rozpromieniona. W końcu miałam powód. Od soboty nie mogłam się doczekać aż opowiem panu M. o targach. Powiedziałam, co miałam powiedzieć i nastała cisza. Rozmowa miała zmierzać już tylko w jednym kierunku.
– Ale przez tę radość przebija się smutek.
– Nic dziwnego, że ten smutek się pojawia. Może mieć to związek z pani rezygnowaniem z pozytywnych doświadczeń. Niewiele brakowało, a na te targi też by pani nie pojechała. Prawda?
Nie mogłam się z nim nie zgodzić.
A potem już od słowa do słowa. Od zdania do zdania, pan M. wciągnął mnie w temat autodestrukcji, kryzysów i agresji. Terapeuta tego nie powiedział na głos, ale czułam, że znów moja mimika się zmieniła. Wpatrzona w swoje dłonie, skubałam paznokieć. Fala rozpaczy zalała oczy i nagle obraz się rozmył. Nie widziałam już swoich rąk, a jedynie czarniejące plamy. Kiedy będzie koniec sesji?
– Bo pani tego wciąż nie czuje, prawda? Że będąc obojętną w takich stanach kryzysowych jest pani agresywna w stosunku do ludzi i świata.
Znów potwierdziłam jego słowa. Ale coś we mnie krzyczało, że nie ma racji.
– Wtedy myśli pani, że ma prawo do takiego zachowania, bo źle się pani czuje.
Przytaknięcie i narastający opór. Głos wewnętrzny podpowiadający, że nie ma racji. Że przecież MAM PRAWO być obojętna, gdy jest mi źle. Bo to moja i tylko moja sprawa. Nikt i nic się nie liczy. To właśnie jakoś wtedy zachciało mi się ciąć, czego nie powiedziałam.
Wychodząc z gabinetu miałam plan, by się okaleczyć. Ale po chwili zaczęłam się zastanawiać nad tą potrzebą.
Czy nie byłoby to „zrobię ci na złość, bo zepsułeś mi humor” i „już ja ci pokażę, że taka ja jest prawdziwa”! Wyłapałam schemat, bo już go rozumiem. Co nie sprawia, że ciąć się chce mniej…

Podziel się!

691 – źle jest, smutno jest

Znowu – powiecie.
Ano znowu. Nic na to nie poradzę. Za pięć dni spotkanie, a ja że stresu dostałam okres o kilka dni za wcześnie. Od rana jestem na Lorafenie.
Czego ja się tak bardzo boję? W sumie sama nie wiem.
Ten smutek. Ten bezsens. Czy wróciły jako samospełniająca się przepowiednia?
Bo przecież podświadomie założyłam, że przed spotkaniem mi się pogorszy. Bo jakże mogłoby być inaczej?
– Ma pani pomysł skąd ten smutek? – Zapytał dziś terapeuta.
– No właśnie nie wiem…
– A co sie pani z nim kojarzy?
Pierwsze, co mi przyszło na myśl pozornie nie miało związku z tematem naszej rozmowy.
– Kiedy byłam młodsza, że wszystkiego rezygnowałam. Rodzice nie pozwalali mi wyjeżdżać np. na Woodstock. Potem już sama nie chciałam. Bałam się. Pytałam ich o zgodę i miałam nadzieję, że się nie zgodzą.
Gdy o tym mówiłam, pomyślałam sobie, że jakaś część mnie chce nie dojść na te Targi. Może stąd ten smutek? Z obawy, że mogę zasabotować własne spotkanie autorskie? Może…
Niemniej jednak jest mi tak smutno. Jest mi tak źle…

Podziel się!

685 – psychiatra

– A już myślałem, że będzie dobrze… – powiedział psychiatra, gdy mnie zobaczył.
Gdy opowiedziałam o wszystkim, chciał, żebym poszła do szpitala. Odmówiłam.
Lekarz zastanawiał się nad zmianą leków. Ale że wypróbowałam już chyba całą aptekę, zostaliśmy przy tym, co jest.
Przez tydzień mam się leczyć wspomagająco Lorafenen. Jeśli to nie pomoże, zwiększyły dawkę sertraliny do 250mg. Arypiprazol bez zmian, 15mg.
Stwierdził, że jestem bardzo odporna na leki. To prawda. Mój mózg mało tego, że jest oporny,to jeszcze reaguje niestandardowo. Coś, co ma uspokajać, pobudza mnie i odwrotnie. Sertralina z arypiprazolem jest wyjątkiem. Nie pamiętam już co to są lęki. A i napęd jest lepszy, choć w kryzysach spałabym cały czas.
– Ja juz mam dość, doktorze. To zawsze wraca.
– Ale te kryzysy nie są już takie jak kilka lat temu.
– Jakoś tego nie widzę – powiedziałam, zastanawiając się nad tym, że terapeuta tez to ostatnio powiedział.
– Jak każdy w takim stanie. Ale ja widzę, że te okresy dobrego samopoczucia są dłuższe. Idzie pani w górę, idzie, a potem spada. Ale za każdym razem o jeden schowek wyżej.
No może… Moze coś w tym jest, tylko teraz tego nie dostrzegam?

Musi mi się poprawić. Nie chce umierać. I muszę być w formie na spotkanie autorskie.

Sprezentowałam doktorowi Autoterapię z dedykacją. Ucieszył się.

Podziel się!