625 – na wsi

Jesteśmy u rodziców na wsi. Teraz siedzimy z ciocią i Mrówkiem w gabinecie. Mrówek ma zęba do zrobienia. Ja siedzę przy biurku i piszę tę notatkę.
Kiedy byłam mała, podbijałam cioci recepty. Lubiłam bawić się pieczątką.
Teraz mam łzy w oczach. Chcę juz być w domu. Wiem, że gdzieś tu w gabinecie są skalpele. Aż mnie ściska w dołku na myśl o tym. Kiedyś je podkradałam cioci. Ehh… Nie powinnam o tym wspominać.
Jestem dziś na trzech Lorafenach. Wciąż mi mało. Czuję się koszmarnie. Zaraz chyba wezmę kolejną tabletkę.
Byle do wtorku do dziewiętnastej. A potem do środy do dwunastej. Sesja jedna po drugiej. Może to coś da? Może odzyskam równowagę? Tylko błagam, panie M., niech pan nie wyjeżdża w zaraz po tych dwóch spotkaniach. Potrzebuję pana…

Podziel się!

624 – psychiatra

Piszę SMSy z psychiatrą. Jest mi tak trudno. On we mnie wierzy, choć sugeruje szpital. Napisałam mu, że zobaczę jak będę się czuć po sesjach we wtorek i środę. Może terapeuta pomoże?
Napisałam mu, że teraz czuję się sobą. Kiedy sie tnę, mam przymus powieszenia. On na to, że to ściema. Zapytał, czy pamiętam co myślałam wcześniej. No jak to? Że ta szczęśliwa ja jest prawdziwa. Uświadomił mi, że obie są prawdziwe i żadnej nie można dyskryminować. Może…
A ja siedzę na łóżku i płaczę. Bo zupełnie nie wiem, kim jestem.

Podziel się!

623 – odwiedziny

Dziś przymusowo zostaję wywieziona na wieś do rodziców. Nie chcę…
Pisałam wczoraj z ciocią. Już wiem, czemu Mrówek się do mnie nie odzywa. Dowiedział się przypadkiem, że się tnę. Nie śpi ze mną w łóżku. Czuję się zepchnięta na margines. Wszystkim tylko sprawiam problemy. Myślę sobie, że lepiej, gdyby mnie nie było. Rodzina nie miałaby takich zmartwień.
Trzecia dawka duloxetyny połknięta. 15 mg arypiprazolu również. I Lorafen do porannej kawy. Nie śpię od piątej. Próbuję przeglądać skład Uśpionej, który dostałam z wydawnictwa do akceptacji, ale nie mogę się skupić.
Zrobiłam pranie ręczne. A teraz siedzę na balkonie i gapię się w rosnącą obok akcację. Skaczą po niej ptaki. Takie wolne.
A ja zniewolona przez swoje przymusy. Spać się nie chce, choć chwilami oczy się kleją. Piję drugą kawę z kardamonem i mlekiem kokosowym. To jedyne co przyjmuję od trzech dni. No… I jeszcze Heniek bezalkoholowy. Gdybym wypiła normalne piwo, pochlastałabym się po całym ciele.
Rano prysznic i zabieg na skórze. Nie potrafię bez tego.
Terapeuto, wróć już!

Podziel się!

622 – szpital?

A może trzeba było się zgodzić na psychiatryk, gdy proponował to psychiatra? Zyskalabym złudne poczucie bezpieczeństwa. A tak?
Jestem na 10mg Lorafenu a i tak się cały czas tnę i zapijam bezalkoholowym piwem. Leżę w łóżku i placzę. Nie mam sily żyć. Rodzina wyciąga mnie jutro na wieś. A ja nie chce odpowiedzin. Chce samotności i zaśnięcia na wieki.
Ale nie bójcie się. Nie zabiję ale. W końcu mam jeszcze tylko spraw do załatwienia, nie?
Terapeuta obiecał, że jeśli znajdzie wcześniejszy termin to mnie przyjmie. Chce juz być w gabinecie i moc się rozpłakać i wyrzucić to wszystko z siebie.
A Mrówek się do mnie nie odzywa…

Podziel się!

618 – Lorafen

Dwa i pół miligrama Lorafenu krąży we krwi od rana. W końcu poczułam spokój i nie chce mi się płakać. Jestem spokojna i potrafię się skupić na pracy.
Jestem też na zwiększonej dawce arypiprazolu – piętnaście miligramów. Mam więcej siły.
Pisać dalej nie umiem, ale wymyślam sceny do „Bohemy”.
Byle ten tydzień szybko minął. Chcę, żeby był już ósmy sierpnia i sesja. Mam dużo do pogadania z terapeutą. Z jego strony też boję się odrzucenia. Mam w sobie ogromny lęk przed tym spotkaniem.
Dobrze, że mam swój mózgotrzep…

Podziel się!