594 – terapia borderline: wydajemy!

To była udana sesja. Co prawda nie poruszyłam żadnych trudnych tematów, ale przecież ze zwykłą rozmową również mam problemy.
– Jak przeczytałam napisany fragment „Bohemy” (jedna z moich powieści w trakcie pisania) to się załamałam. Te dialogi są do dupy.
– Bo nie rozmawia pani z ludźmi.
– Ale ja nie czuję potrzeby rozmowy z nimi.
– I przez to się pani nie rozwija – terapeuta miał rację, jako aspirująca pisarka powinnam mieć w sobie ciekawość drugiego człowieka. – Jest w pani lęk, że nie będzie pani wiedziała, co powiedzieć. To dobrze widać nawet tutaj, na sesjach. Ale jest pani w stanie to przełamać i normalnie rozmawiać.
Po chwili milczenia zmieniłam temat.
– W końcu odważyłam się napisać do wydawnictwa z zapytaniem, czy wydadzą „Uśpioną” na swój koszt.
– A czego się pani obawiała?
– Że mi odmówią. Ale… Zgodzili się! W październiku będzie premiera drugiego papieru! – niemal krzyknęłam z radości.

Tak, Kochani. W październiku będę dwie premiery papieru!

Podziel się!

592 – terapia borderline

Miałam dziś nadrogramową sesję. Poprosiłam o nią, gdyż nie mogłam już ze sobą wytrzymać. Męczyłam się.
Dawno nie miałam tak udanego spotkania. Nie tylko mówiłam – rozmawiałam na trudne tematy.
Wzięłam na tapet relację z Mrówkiem. To, że moje samopoczucie, poczucie własnej wartości zależy od niego. Że gdy jest źle – chcę umierać. Gdy jest dobrze, nie porusza się trudnych tematów.
– To widać też na sesji, prawda? – zapytał terapeuta. – Gdy pojawia się coś trudnego, zaczyna pani milczeć. Jakby traciła pani ochotę na rozmowę i pracę nad sobą. Jakby nie była pani zainteresowana kontaktem.
To prawda. Gdy tylko dzieje się coś nie po mojej myśli – uciekam. Albo do innego pokoju albo z relacji. Zamykam się w sobie. Odcinam się.
– A jakby pani chciała reagować w sytuacji kłótni z Mrówkiem?
– Właśnie ja nie wiem, jak powinno się reagować.
– Powinno, powinno. Pani Aniu, o tym jak się powinno reagować można poczytać w książkach i znaleźć rady. Ja pytam, jak pani by chciała zareagować.
To nie było dla mnie łatwe pytanie. Reaguję, jak przerażone dziecko skarcone przez rodzica. Nie, jak dorosła osoba.
– A już dawno nie jest pani dzieckiem, prawda?
Przytaknęłam.
Chciałabym się zachowywać, jak dorosły człowiek.
– Problem w tym, że myślę co innego niż czuję. Racjonalnie nie chcę sobie pozwalać na obrażanie mnie, ale emocjonalnie się temu poddaję.
– I myśli pani, że da się to zmienić?
– No ja mam taką nadzieję! – roześmiałam się, choć był to prawie śmiech przez łzy.

Mieliście tak? Udało się Wam pokonać taki schemat?

Podziel się!

591

Terapeuta dziś stwierdził, że zachowujemy się z Mrówkiem w stosunku do siebie trochę psychopatycznie. Może…

Jakiś czas temu przypadkiem zgłosiłam się do eliminacji do tegorocznej Pracowni Prozy organizowanej przez Biuro Literackie. Myślałam, że wysyłam po prostu propozycję wydawniczą. Dziś przyszedł mail. Mój thriller „Uśpiona” został doceniony. Dostałam zaproszenie na warsztaty literackie jako jedna z 20 osób na 130 zgłoszeń.
Sukces? Może. Ja nie potrafię się z tego cieszyć. A na warsztaty nie jadę. Jestem pierdolonym dzikusem, który boi się ludzi.
„Czuję się jak przegrany śmieć” cytując Zeusa.
Czuję, że psychicznie i emocjonalnie zgniłam.

Podziel się!

581 – terapia borderline: czy to koniec?

Muszę przyznać, że coraz niechętniej chodzę na sesje. Lubię swojego terapeutę, nie w tym rzecz.
Wydaje mi się, że nie mam już żadnych problemów. Jestem szczęśliwa, od autodestrukcji trzymam się z daleka. Z optymizmem patrzę w przyszłość.
O czym mam więc rozmawiać na sesji?
Dziś troszkę mówiłam, ale większość czasu milczałam. Było mi z tym dobrze. Po prostu.
I już nawet nie obawiam się tego, że terapia może się już skończyć. Czuję się, jakbym była gotowa na ten krok. Czy nie pochopnie? Przecież, gdy nadejdzie kryzys, a nadejdzie, nie poradzę sobie sama.
I tu wkracza niebezpieczny mechanizm. Gdy siedzę w gabinecie, myślę sobie, że kryzys byłby dobry – miałabym o czym rozmawiać. Szybko odganiam ten pomysł. Ale on i tak się pojawia.

Podziel się!

580 – żal

Patrzę na swoje ręce i jest mi siebie żal. Minęły cztery lata leczenia. Kiedy przypomnę sobie, w jakim stanie byłam w kwietniu 2014, nie mogę uwierzyć, że przeszłam taką zmianę.
Nie pocięłam się od sierpnia. Zaczynam mieć obawy. Przez 16 lat mojej autoagresywnej „kariery” jeszcze nigdy nie udało mi się wytrzymać roku. Teraz mamy osiem miesięcy. Nie chcę tego zniszczyć!
Odkąd się leczę, nie próbowałam się zabić. To jest największy sukces, gdyż ja życie kocham! Wcale nie chcę umierać. Czasem po prostu ból był nie do zniesienia. Nie widziałam innego wyjścia. Teraz je dostrzegam.
Warto się leczyć i warto spełniać swoje marzenia! Życie mamy tylko jedno. Trzeba jak najlepiej wykorzystać ten czas.

Podziel się!