562 – tak leci mi czas

Ostatnio mało piszę. To dlatego, że jestem bardzo zajęta.
Przed pracą przepisuję „Uśpioną”. Po niej – czytam książki o psychopatii, przygotowując się do pisania kolejnej książki o roboczym tytule „Bestseller”. Wspominałam już o tym?
Niestrudzenie uczęszczam na terapię. W kwietniu miną trzy lata mojej współpracy z panem M.
Po tym czasie mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że zmiana terapeuty była strzałem w dziesiątkę.
Leczenie bardzo mi pomaga. Jestem coraz normalniejszą osobą. Nie okaleczam się już, nie działam autodestrukcyjnie. Kryzysy nie są już tak silne i niebezpieczne, jak kiedyś.
Chwilami odczuwam szczęście. Choć wciąż jedną noga jestem w rozpaczy lub pustce. Ale to nic. To minie. Kiedyś na pewno.
Kochani, nie bójcie się leczenia. To najlepsze, co możecie dla siebie zrobić!

Podziel się!

558 – terapia borderline: anhedonia

Sesję zaczęłam od ostatnich wydarzeń na Nanga Parbat.
– Całą sobotę śledziliśmy doniesienia z akcji ratowniczej. Trzymaliśmy kciuki za Tomka. Nie umiem dojść do siebie po tym, że stracił życie spełniając swoje marzenie.
Potem były łzy. W ukryciu. Za kurtyną włosów. Nie płakałam. Same leciały, gdy opowiadałam o smutku. O swoim złym stanie psychicznym.
– Ale kiedyś było gorzej, prawda? Pamiętam, jak się pani denerwowała, gdy mówiłem, że w takim stanie nie jest pani sobą. Ale teraz, gdy pani o tym opowiada, widać wciąż przywiązanie do tego nastroju.
Wyjaśniłam, że kiedyś nie chciałam czuć się lepiej. Teraz irytuje mnie, że nie potrafię się z tego otrząsnąć.
– Pisanie by pani pomogło, prawda?
Zrobiłam sobie dziś wolne. Po powrocie z terapii poszłam za radą terapeuty i wzięłam się za pisanie. Początkowo szło mi opornie, ale w końcu się rozpisałam. Jestem półtora rozdziału Uśpionej do przodu. Wysłałam tekst i okładkę „Samobójstwa na raty” do wydawnictwa. Ale nic mnie nie cieszy.
Pieprzona anhedonia.

Podziel się!

555 – terapia borderline: morze łez

Dzisiejsza sesja była bardzo trudna z jednego względu – dotyczyła spraw najtrudniejszych. Śmierci, w tym tej z własnej ręki. Pojawiły się też: poczucie żalu, złość, lęk, poczucie winy.
Trudny temat do rozmowy, nawet z własnym terapeutą.
Wypłakałam morze łez. Pierwsze roniąc tuż po wejściu do gabinetu. Ostatnie przełykając na ulicy.

Podziel się!

553 – terapia borderline: zjazd

Od zeszłej sesji nie mogę dojść do siebie. Poruszenie tematu seksu sprawiło, że zamknęłam się w sobie i uruchomiły się stare mechanizmy. Cały czas jest mi smutno, to wręcz rozpacz. Łzy cisną się do oczu, myśli samobójcze pchają w głowę a przymus autoagresji daje się we znaki.
Na myśl o jutrzejszej terapii jest mi niedobrze. Nie chcę tam iść. Mam ochotę napić się przed sesją, jak wtedy, gdy bałam się powiedzieć o czymś ważnym i przychodziłam pod wpływem.
Trzymajcie jutro za mnie kciuki. Mam nadzieję, że nie ucieknę spod gabinetu.

Podziel się!

552 – terapia borderline: myśli samobójcze odpowiedzią na problemy

To była trudna sesja. Zaczęło się niewinnie. Aż w którymś momencie terapeuta spytał:
– Co jeszcze chciałaby pani zmienić w swoim życiu?
Pustka w głowie.
– Nie wiem… – odpowiedziałam zrezygnowana.
Znów pojawił się lęk przed końcem terapii.
– Ja myślę, że problemem jest strefa intymna.
– No tak – przyznałam, chcąc jak najszybciej skończyć ten temat.
Nic z tego. Terapeuta go ciągnął. Chciałam stamtąd uciec. Jak najszybciej. Nastrój poszybował w dół. Po dłuższej chwili milczenia wyznałam w końcu, że pojawiły się myśli samobójcze.
Tak, wiem. To reakcja na trudny temat. Ale ja jeszcze nie jestem na to gotowa.

Podziel się!