522 – terapia borderline: nie ma mnie

To była jedna z dziwniejszych i najbardziej milczących sesji podczas mojego leczenia.
Szłam tam z nastawieniem, że znów będę dużo mówić. A tu… Guzik z pętelką.
Bąknęłam coś na początku, a potem cisza. I nie ma mnie. Zapadam się w sobie.
– O czym pani myśli? – wyrywa mnie z nicości głos terapeuty.
– Właśnie o niczym…
– Tak, jakby pani nagle stawała się obojętna na kontakt z drugim człowiekiem.
To pytanie pozostało bez odpowiedzi.
– To wygląda tak, jakby traciła pani zainteresowanie rzeczywistością – po jakimś czasie znów przerwał milczenie.
Z dużym opóźnieniem odpowiedziałam, że czasami.
– A teraz?
W końcu wydusiłam z siebie, że czuję się, jakby mnie nie było.
– A pani musi, czy chce być w tym stanie? – zapytał widząc mnie wpatrzoną w jeden punkt od początku sesji.
Byłam zmęczona, tak bardzo zmęczona. Znów utraciłam zdolność ostrego widzenia.
Wszystko się zlewa w jedną masę. Nie rozpoznaję kształtów.
Chciałam już tylko wrócić do domu i położyć się spać.
Ale nie spałam po przyjściu. Wróciłam do pracy.

Podziel się!

515 – pierwsza sesja od prawie miesiaca

Okropnie się bałam. Paraliżujący lęk kazał nogom zawrócić. Nie dotrzeć do gabinetu.
A jednak. Nie było tak źle. Mówiłam. Opowiadałam, czasem robiąc dłuższe przerwy.
– Jest pani smutna?
– Tak, chyba tak.
– Pomyślała pani o czymś?
– Nie. Tak po prostu. Bez racjonalnego powodu.
Bałam się, że będzie, jak na początku spotkań. Że będzie skrępowanie, wstyd, blokada. Ale nie było. A przynajmniej nie o takim nasileniu, jakiego się spodziewałam.
– Czyli były to trudne trzy tygodnie?
– Oj, tak.

Nastrój poprawiła mi za to lektura rekomendacji mojej „Borderline: Autoterapia, czyli…” w magazynie „Charaktery”. Otrzymałam zgodę na zamieszczenie jej u siebie. Zrobię to na dniach, dziś padam na pysk po pracy.

Podziel się!

514 – powrót do sesji

Mam stresa. Tak dużego, że nie wiem, jak dać sobie z tym radę.
Ostatnio kipi we mnie złość i nienawiść.
Teraz jeszcze pojawił się lęk. Powrót po przerwie jest zawsze taki sam – jakbym szła do gabinetu kogoś, kogo w ogóle nie znam. Kogo się boję i wstydzę. Mam ochotę jutro nie dotrzeć na sesję. Ale wiem, jak bardzo byłoby to zgubne…

Podziel się!

508 – psychiatra

Byłam wczoraj u psychiatry. Już dawno tak wiele nie milczałam.
Wzrok wbity w jeden punkt i cisnące się do oczu łzy.
Powiedziałam o tych wszystkich myślach i impulsach, które z coraz większą siłą bombardują mi głowę.
– A ten przymus cięcia to żeby się pociąć czy zabić?
– Pociąć.
– A jak się będziemy zabijać?
– Tradycyjnie… – przyznałam, mając na myśli pętlę na szyi.
– To może szpital?
Nie. Nie chcę do zamknięcia. Nie chcę po raz trzeci kiblować za kratami. Jestem silniejsza niż kilka lat temu. Dam radę. Na pewno dam. Muszę…
Stanęło na zwiększeniu sertraliny do 200mg i Lorafenie 2,5 mg. Gdyby to nie pomogło, nowy neuroleptyk – Fluanxol. A gdyby i to nie dało rady – kraty.

Podziel się!