444 – terapia borderline: olśnienie!

Opowiedziałam terapeucie o fragmencie „Autoterapii”, w którym stwierdzam, że lepiej cały czas być w złym stanie. Wahania dobrze-źle tylko pogarszają samopoczucie.
– Ale skąd wtedy brać siły do życia?
Rzucił pytanie retoryczne, które mnie rozwaliło. Miał rację. Miał, kurwa, rację! Dobry nastrój jest po to, by czerpać z niego siłę do przetrwania gorszych okresów. Gdy jest źle, trzeba do czegoś dążyć, na coś czekać.
To pytanie spadło na mnie, jak jabłko na głowę Newtona. Nagłe olśnienie.

To była wyjątkowo udana sesja. Pozwoliłam sobie na swobodną i spontaniczną rozmowę. Tonem i sposobem mówienia wyrażałam złość podczas opowieści. Miałam skojarzenia, które komunikowałam.
– Jest pani w bardzo dobrym kontakcie dzisiaj.
Byłam! I jestem z siebie dumna.

Podziel się!

443 – psychiatra

Zaraz po sesji miałam wizytę u psychiatry. Wezwał mnie na dywanik na dzisiaj. Okazało się, że chciał zobaczyć na własne oczy w jakim jestem stanie. Takie pójście do kontroli. Jak stwierdził, tragedii nie ma. Hehe, oczywiście, że nie ma. Trzymam się kurczowo życia. Daję z siebie wszystko, żeby doceniać każdy dzień. Każdą minutę, gdy ćwierkają ptaki, święci słońce, a ja siedzę z kawą na balkonie. Każdą napisaną stroną książki. Odwalam naprawdę kawał trudnej roboty – walki samej z sobą (a raczej objawami chorobowymi).
Arypiprazol podniesiony do 10mg. Oprócz tego, bez zmian.
Psychiatrze wydaje się, że ten silny przymus cięcia i zły nastrój, spowodowane są poprawieniem mojego stanu. Paradoksalne, ale w przypadku osób z pogranicza to typowy objaw. Zresztą to samo uważa terapeuta. A ja? Podpisuję się pod tym obiema rękami. Też myślę, że to nie kwestia chemii, a tych pieprzonych, chorych schematów, przez które nie mogę normalnie żyć. Co mnie do szewskiej pasji doprowadza!
Mam brać leki, chodzić na terapię, raz na tydzień kontrolować się skalą depresji Becka, żeby zaobserwować dynamikę wahań nastroju i kryzysów. Owszem, często robiłam sobie różne testy, ale nigdy regularnie. Nie wiem, czy sobie w końcu tego nie odpuszczę.

Po przyjściu do domu, z chęcią wypełniłam test znaleziony na internecie. I co?
Doktorze! Oni mi tu piszą, że mam ciężką depresję! A wydawało mi się, że wynik będzie diametralnie inny. Przecież byłam pewna, że zaznaczam takie odpowiedzi, jak ludzie zdrowi. A tu taki zonk. No cóż. Nie wpadajmy w panikę.
Mam energię. Napisałam 90 stron A4 „Samobójstwa na raty”, co daje jakieś 200 stron drukowanej książki.
Będzie dobrze. Musi być.

Podziel się!

438 – uczę się

Ewoluuję. W żółwim tempie, ale jednak.
A może „Autoterapia” działa? Stałam się mniej kłótliwa. Zawsze szłam w zaparte, szukając powodu do utarczki. Teraz próbuję zrozumieć punkt widzenia rozmówcy. To bardzo ważna umiejętność społeczna, której do tej pory nie posiadałam.
A może jednak to terapia? Albo arypiprazol?

Psychiatra wezwał mnie na dywanik. Wizyta we wtorek.

Podziel się!

436 – terapia borderline: aktywność

Terapeuta wielokrotnie powtarzał mi, jak ważna jest aktywność w profilaktyce stanów depresyjnych. Zgadzałam się z nim, ale nic z tego nie wynikało. Nie miałam siły na nic.
– Ten arypiprazol aktywizuje. Wstaję skoro świt, cały czas coś robię. Dużo piszę. Kuchnia nigdy nie była tak czysta! Ale żeby nie było tak kolorowo, wciąż ten pieprzony smutek. Mam ochotę płakać, ale nie umiem. I to poczucie rozżalenia nie wiadomo czym.
– Myślę, że te emocje związane są z przeszłością. A to, że jest pani aktywna sprawia, że stan depresyjny się nie pogłębia.

Niby tak. Choć z drugiej strony te emocje są coraz silniejsze. Może to przez trzecią część Młodego boga? Napiszę pół strony i chcę tylko iść spać. Albo leżeć, słuchać smutnej muzyki i płakać. I ciąć, nade wszystko ciąć!
– A kiedy się pani ostatni raz pocięła?
– Bo ja wiem… W styczniu?
I nie chce tego robić. Nie chcę. Mam już wystarczająco oszpecone ciało…

Podziel się!

434 – terapia borderline: pomocna dłoń

Chętnie szłam na sesję. Ostatnio dużo się dzieje.
– Wczoraj zrobiłam dobry uczynek – powiedziałam z uśmiechem i odrobiną dumy. – Byliśmy z Mrówkiem na spacerze. Kiedy wracaliśmy, przy wjeździe do lasu, na drodze leżały kluczyki do auta. Obok zaparkowane trzy samochody. Stwierdziłam, że nie możemy ich tak zostawić. Mrówek zasugerował, że mogą być tej dziewczyny, która mijała nas z psem. Podniosłam je i poszłam za nią. Szłam dobre dwieście metrów, zanim ją dogoniłam. Okazało się, że to jej kluczyki.
– Sprawiło to pani radość, prawda?
– Tak! Ja wbrew pozorom lubię pomagać.
– Ale tylko pisząc.
– Nieprawda! Na ulicy, w sklepie też.

Podziel się!