292 – terapia borderline: powiało nadzieją

– Powiało nadzieją – uśmiechnął się terapeuta, gdy przyznałam, że coraz częściej przestaję się identyfikować z chorymi mechanizmami. – Bo wie pani, kiedy ja mówię, że coś jest chore, a pani mi odpowiada, że taka jest, to nie ma tu miejsca na zmianę. Ja nie jestem bioenergoterapeutą ani innym cudotwórcą.
Tak, ma rację. Ale sama racjonalna wiedza nie wystarcza. Choć tylko w skrajnych przypadkach ją odrzucam i w mniej natężonych stanach emocjonalnych przyjmuję ją do wiadomości, odczucia co do traktowania objawów jako części tożsamości nie chcą tak łatwo odpuścić. Wiem, że dążenie do autodestrukcji to choroba, ale czuję, że to kwintesencja mnie.
Skoro po półtora roku przyjęłam tę wiedzę, może za jakiś czas i emocjonalnie się z tym pogodzę?

Podziel się!

287 – terapia borderline: a imię jego Prowokacja

Na terapię szłam z wielką ochotą. Dobry nastrój, małe sukcesy.
Zasypał mnie gradem pytań. Mówił dużo, jak na niego.
Wiem, że jego zamiarem nie było atakowanie mnie. Ale tak to odczułam. Miałam mu na to zwracać uwagę, wiem. Nie potrafiłam.
– Przed złością na panią chroni mnie interpretacja. Dzięki temu rozumiem mechanizmy i nie złoszczę się na panią.
– Wiem.
– Co pani wie?
A ja nie potrafiłam powtórzyć. Przecież to jasne dla mnie, co powiedział. Mimo wszystko nie potrafiłam sparafrazować. Rzecz się ma diametralnie odmienne, gdy zaczynam pisać. Wtedy nawet nie muszę się zastanawiać, po prostu wiem, co mam na myśli.
Nie znoszę takich sytuacji. Czuję się jak upośledzona.
– A gdybym teraz poprosił, żeby się pani pocięła, zrobiłaby to pani?
– Nie.
– Dlaczego?
– Bo nie chcę.
– No właśnie, bo pani robi tylko to, co chce.
I znów to samo. Atak. Najprawdopodobniej nieświadomy. Lub zamierzona prowokacja. Ale poczułam się nieswojo.
Chyba powinnam mu o tym powiedzieć.

Podziel się!

282 – terapia borderline: pokaże mi pani blizny?

– Pokaże mi pani blizny?
To pytanie padało wielokrotnie, gdy poruszałam temat autoagresji.
– NIE – było zawsze wypowiedziane szybko, twardo i stanowczo. Nie znosiło żadnego sprzeciwu.
Do czasu.
Nieco pozbawiona hamulców przez Lorafen, bez namysłu odsłoniłam sznyty na nadgarstku. Nachylił się, by zobaczyć je lepiej i dokładniej.
Blizny na ramieniu widział już jakiś czas temu, gdy upał zmusił mnie do ściągnięcia koszuli i pozostania w bluzce na ramiączkach. Zadał wtedy kilka pytań i wróciliśmy do poprzedniego tematu.
Tym razem, widząc to półcentymetrowe paskudztwo ciągnące się przez jedną piątą przedramienia, wyczułam w nim jakąś zmianę.
Zaczęłam się obawiać, że w końcu i z jego ust padnie:
– Jeśli się pani potnie, proszę nie przychodzić na sesję.
Albo, co gorsza:
– Jeśli znów się pani potnie, zakończę terapię.
Nic takiego nie miało miejsca. Nie wyartykułowałam również swoich obaw.
Mam nadzieję, że po tej czternastoletniej „przygodzie”, rozdział okaleczania się w końcu został zamknięty. Choć raczej jest to pobożne życzenie.
Po raz kolejny, tak bardzo się boję odrzucenia i opuszczenia, w skutek swojej autodestrukcji.

Podziel się!

279 – terapia borderline: a może mieć wyjebane?

– Wie pan co, ja czasem już nie mogę… Mam ochotę jebnąć tym wszystkim, wyjechać w Bieszczady, zamieszkać w jakiejś drewnianej chatce, jeść to, co sobie wyhoduję, albo nawet jakieś korzonki. I mieć wyjebane na cały ten świat.
– To co stoi na przeszkodzie, żeby ten plan zrealizować?
Hmm…

Podziel się!

278 – terapia borderline: depresyjnie

– Nie chce się pani dziś ze mną rozmawiać? – spytał po dłuższej chwili milczenia.
Zaprzeczyłam głową.
– Stało się coś od wczoraj?
Zaprzeczyłam głową.
– Pani Aniu, nie mogę pani pomóc, jeśli nie będzie pani mówić. Pani milczenie tylko pogłębia ten stan… – słuchałam go, ale miałam to w dupie. Nie wierzyłam, że cokolwiek może mi ulżyć.
– To nie ma sensu.
– Co nie ma sensu, terapia?
– Wszystko…
– Pani Aniu, objawy depresyjne bardzo się nasiliły. Nie widzi pani w niczym sensu, nie wierzy w możliwość zmiany. Myślę, że powinna iść pani na oddział zamknięty, żeby jakoś stanąć na nogi. Ja nie mogę z panią pracować, gdy jest pani w takim stanie.
Pewnie. Odesłać czuba. Jakby mnie nie znał i nie wiedział, że potrafię się z takiego samopoczucia wygrzebać.
Nie, nie dziwię mu się. Przecież nie może brać odpowiedzialności za moje życie.
Depresjo – odpuść…

Podziel się!