250 – terapia borderline: czas zaufać?

Krzywa akcja z Mrówkiem – w środku nocy ściągnął ciotkę i chcieli mnie wywieźć na wieś do niej. Wciskali Lorafen i wmawiali, że chcę się powiesić. Choć myśli samobójczych nie mam.

Przed dzisiejszą sesją wzięłam benzo. Zaczęłam mówić. Nagle pojawiły się łzy.
– Płacze pani?
Wzruszyłam ramionami.
– Nie mogę pani pomóc, jeśli nie będę wiedział o co chodzi, co pani myśli i przeżywa.
Zaczęłam więc mówić. Opowiedziałam to, czego nie potrafiłam wczoraj. Znów poczucie ulgi.
– Boję się, że relacja z panem stanie się dla mnie ważna.
– Już jest ważna.
– Niby… ale boję się, że gdy się do pana zbliżę, wszystko zniszczę.
– Spotykamy się tu po to, żeby nauczyć się przełamać ten schemat.
– Boję się, że będę niezrozumiana. Że powiem albo zrobię coś, za co się pan zdenerwuje na mnie.
– I co wtedy?
– Nie wiem – „opuści mnie pan, wyrzuci z terapii” – dodałam w myślach.
– Pani Aniu, nie ma innego sposobu. Musi mi pani zaufać, żeby mogła się pani przekonać, że z mojej strony nic pani nie grozi. Nie skrzywdzę pani, nie będę oceniał, krytykował. Chcę panią zrozumieć. A jeśli poczuje się pani przeze mnie atakowana, proszę mi na to zwrócić uwagę. Mogę to zrobić nieświadomie, a nie ma we mnie akceptacji na atakowanie pani. I proszę pamiętać, że emocje które przeżywa pani podczas sesji, mają związek z przeszłością. Teraz nic pani nie grozi. Jest pani tu ze mną bezpieczna.

O osiemnastej stary psychiatra – po rocznej(?) przerwie.

Podziel się!

249

Jutro na jedenastą sesja. O osiemnastej wizyta u starego psychiatry. Terapeuta mnie do niego wygonił. Że niby powinnam pogadać z lekarzem, może znów brać zamulacze pod postacią neuroleptyków, żeby wytrzymać emocje, pojawiające się w trakcie sesji.
Nie powiem. Do psychiatry idę chętnie. Lubię go i po każdej wizycie czuję się lepiej.
Ale nie chcę więcej chemii. Wystarczy mi wenlafaksyna, którą biorę w największej dawce ponad półtora roku.

Muszę jutro na sesji zacząć mówić. Inaczej – wybuchnę.

Podziel się!

247 – terapia borderline: przełom

To było tak piekielnie trudne…
Wyszłam z domu wcześniej niż zwykle. Siadlam na ławce pod blokiem, w którym mieści się gabinet i paliłam fajkę za fajką. Przez silny lęk ciałem wstrząsały drgawki. Do tego stopnia, że chwilami miałam problem z trafieniem papierosem do ust.
Gdy wybiła godzina spotkania, powlekłam się do gabinetu.
Siadłam na fotelu i cała się trzęsłam. Nie pamiętam, żebym była kiedyś w takim stanie. Pot lał się ze mnie, jakbym właśnie wyszła spod prysznica. Tak bardzo chciałam zacząć mówić, ale nie potrafiłam.
– Denerwuje się pani?
Skinęłam głową.
Po chwili zaczęłam próbować rozmawiać. Wiedziałam, że muszę. Chciałam tego.
Mówiłam półsłówkami. Musiał o wszystko dopytywać.
Przyznałam, że po wtorkowej sesji bardzo się przestraszyłam.
– Czego?
– Poczułam, że się do pana zbliżam.
– Jak pani to rozumie?
– Bardziej się otwieram.
– To źle?
– Nie. Ale to dla mnie bardzo trudne.

Powiedział, że według niego sesja sprzed tygodnia była bardzo ważna. Dla mnie też.

– Mam do pana zaufanie. W domu mam panu tyle do powiedzenia. A kiedy tu przychodzę…
– Pani Aniu, z tym też sobie poradzimy. Przełamiemy to.

Wychodząc z gabinetu czułam się, jakby spadło ze mnie sto kilo. Zdobyłam się na szczerość mimo tak wielkiego trudu.

Jestem z siebie dumna.

Tak, jak prosiłam, mam w tym tygodniu trzy sesje. Jeszcze jutro i pojutrze. Mam nadzieję, że uda mi się pociągnąć ten przełom.

Podziel się!

246 – w myślach ucieczka do psychiatryka

Obiecałam sobie, że więcej nie wrócę do psychiatryka. Przestałam spoglądać na niego tęsknym wzrokiem, mijając go w drodze do centrum.
A jednak.

Terapia stanęła w decydującym punkcie – albo nastąpi przełom, albo tych, już blisko, sto sesji pójdzie w… maliny.

Od wtorku jestem nie do życia. Objawy nerwicowe molestują organizm. Myśli tworzą dziwne wiry, pochłaniające i mieszające wszystko.
Nie mogę spać. Budzę się co chwilę. Poty. Nudności. Roztrzęsienie.

Tak sobie obiecywałam… a jedyne o czym myślę, to wziąć dowód i biec na izbę przyjęć. Po czym sobie przypominam, że nie mam ubezpieczenia.

Za, równo, dwadzieścia cztery godziny wyjdę z gabinetu. Albo z poczuciem ogromnej ulgi, albo…

Podziel się!