255 – kac po sesji

Wczoraj na zmianę: rozpacz, ulga, pętla na szyi, bezbrzeżny smutek, bezkresna pustka.
Amplituda sinusoidy emocjonalnej wprowadziła totalny chaos. Niedający się poskromić w żaden znany mi sposób.
Myśli autoagresywne, autodestrukcyjne i te jeszcze bardziej radykalne.
Uspokoiła mnie dopiero podjęta decyzja. Zjawienie się w poniedziałek w gabinecie, by zakończyć naszą współpracę. Należy mu się ten szacunek, by rozstać się osobiście, a nie za pomocą sms.

Dziś została tylko pustka, po kolejnej koszmarnej nocy.
Najpierw śnił mi się terapeuta. Oczywiście nie mogło zabraknąć elementów strzelaniny, śmiertelnego zagrożenia, lęku o życie Mrówka, i innych tego typu atrybutów koszmaru.
Potem akcja przeniosła się do cioci na wieś. Ogrodzenie jej podwórka graniczyło bezpośrednio z lasem, w którym grasował wściekły dzik. Wszyscy – ja, ciocia, Mrówek, rodzice – baliśmy się go bardzo, bo był zdeterminowany, by zabijać. Psy cioci chciały nas chronić, odgonić go. W obawie o ich życie, zagoniliśmy je do domu. W pewnej chwili dzik sforsował ogrodzenie. Zaczął biegać wokół domu, próbując się do niego dostać. W pośpiechu zasłanialiśmy żaluzje. Wszystko na nic. Wdarł się do środka. Uciekliśmy więc na dwór. Gdy ten wybiegł za nami, wróciliśmy do domu. Na zewnątrz została ciocia z psami. Byłam przerażona. Myślałam, że ona i zwierzęta zginą. W pewnej chwili usłyszałam jej wołanie. Wyszłam na ganek i zobaczyłam, że siedzi na schodku, a obok niej leżą psy – przytulone do dzika. Liżą go, on je delikatnie zaczepia. Okazało się, że ten dzik był wściekły, bo potrzebował bliskości – człowieka i psów. Ciocia drapała go za uchem, a on zaczął się tarzać na grzbiecie. Tak, jak robią to psy ze szczęścia.

Idąc tropem terapeuty, był to wyraz emocji. Czym więc był ten dzik? Mną, potrzebującą terapii, czy terapią, którą zaczęłam tak demonizować?

Podziel się!

254 – terapia borderline: musi być gorzej, by mogło być lepiej?

Koszmarna noc. Po obudzeniu byłam bardziej zmęczona, niż się kładąc.
– Ten sen to wyraz kłębiących się w pani emocji.
Heh.

Sesja rozjebała mnie do reszty.
Do domu wracałam ścieżką za blokami, chcąc schować się przed wzrokiem przechodniów. Zupełnie olałam zakupy, które zawsze robię w drodze powrotnej – nie potrafiłam powstrzymać łez.
Przygniótł mnie ogromny wstyd, wyrzuty sumienia i poczucie winy, że po początkowym milczeniu, otworzyłam się. Jakbym robiła coś bardzo złego chodząc na terapię. Chciałam zapaść się pod ziemię, gdy musiałam odwracać twarz w jego stronę, by sięgnąć po chusteczkę.
– Wstyd, poczucie winy, to emocje z przeszłości. Terapia je pobudza, ale one nie mają związku z teraźniejszością.
Nie potrafię się pogodzić z tymi łzami w jego obecności. Wciąż słyszę swój łamiący się głos.
– Chcę tylko wrócić do domu i przespać cały dzień.
– Żeby obudzić się w takim nastroju jak wczoraj?
– Nie. Żeby nie myśleć o żyletce.
– Pojawiły się negatywne emocje i znów chce się pani za nie ukarać. Wchodzi pani w rolę swojego ojca. Powinna pani zrobić dla siebie coś dobrego, szczególnie dzisiaj. Zaktywizować się, by poczuć się lepiej.
– W dupie to mam.
– Ma pani w dupie, że cierpi?
– Cierpiąc, czuję się sobą.
– Bardziej naturalna była pani wczoraj, gdy była pani chętna do nawiązywania kontaktu, pełna energii.
Po jego słowach przypomniał mi się wczorajszy wpis. O chęci bycia znów taką, jaką byłam za dzieciaka. Nie powiedziałam o tym. Nie potrafiłam dostrzec w tym sensu.

Nie chcę tam wracać w poniedziałek…

Podziel się!

252 – terapia borderline: praca, praca i jeszcze raz praca

Powróciłam do świata żywych. Po raz kolejny się podnoszę i zaczynam swoją walkę od nowa.
Terapeuta zauważył, że mój nastrój i nastawienie zmieniły się diametralnie od wczorajszej sesji.
– Skoro czuje się pani lepiej, mogę znów zacząć mówić o rzeczach dla pani trudnych?
– No ja! Chce pan wszystko zepsuć? – roześmiałam się.

– Jest w pani ogromny lęk przed bliskością. Ostatnio poczuła pani, że się do mnie zbliża i poszła lawina, prawda?
Przytaknęłam głową.
– Tak, jakby ta bliskość miała panią w jakiś sposób skrzywdzić. I broni się pani przed tym, odcinając się od kontaktu. Co nie znaczy, że pani tej bliskości nie potrzebuje.
– Wiem…
– Musimy być przygotowani na to, że im większą bliskość ze mną będzie pani czuła, tym silniejszy lęk będzie się pojawiał. A co za tym idzie, coraz bardziej będzie chciała pani uciekać i zniszczyć tę relację.
Milczałam, drapiąc skórkę przy paznokciu.
– Pani milczenie biorę za potwierdzenie moich słów.
Spojrzałam na niego.
– Nie inaczej…

– Chodzi o to, żeby mówiła pani o swoich przeżyciach i emocjach. Można powiedzieć, że dążymy do takiego stanu, w którym będzie pani mogła myśleć na głos.
– W teorii to wiem.
– Pani Aniu, ja nie wymagam od pani, żeby od razu zaczęła pani tak otwarcie mówić. Rozumiem, że jest to dla pani bardzo trudne. Chodzi o to, żeby próbować. To jest właśnie teraz pani praca nad sobą.

Nie było w tym nic odkrywczego. Przecież to wszystko doskonale wiem. Tyle, że takie słowa z ust terapeuty, dobrze wpływają na naszą relację. Pogłębiają bliskość, potwierdzają słuszność mojego zaufania do niego.

Tak, jak planowałam, poruszyłam temat autoagresji. Próbowałam się zrelaksować, przekonać samą siebie, że terapeuta mnie nie skrzywdzi w żaden sposób. Nawet, jeśli będę mówić o swoich destrukcyjnych myślach i obawach z nimi związanych. Mówiłam powoli. Często robiąc przerwy. Nie popędzał mnie. Pozwolił mi na otwieranie się w swoim własnym tempie.

Po raz kolejny spytał, czy może zobaczyć blizny – po raz kolejny odmówiłam. To jeszcze nie ten etap bliskości.

Jutro kolejna sesja. Jestem pełna wiary, nadziei i zmotywowana do pracy nad sobą – jak nigdy.

Podziel się!

251 – psychiatra i takie tam

Po zobaczeniu mojego brzucha i boku, Mrówek całkowicie stracił nadzieję, że kiedykolwiek uda nam się stworzyć szczęśliwą rodzinę.
Ehh… nawet nie będę się bronić.

Wczorajsza wizyta u psychiatry nie poprawiła mi nastroju. Chyba pierwszy raz.
Mówiłam zdawkowo, wzruszałam ramionami, nie nawiązywałam kontaktu wzrokowego. Miałam łzy w oczach, i zupełnie na wszystko wyjeb…

Do 225mg wenli, dorzucił mi Trittico.
– Ja nie wciskam pani benzodiazepin, ale czy ogarnie się pani bez nich?
Wszystko było mi obojętne. Nie to, że chciałam umrzeć. Po prostu nie obchodziło mnie, co się ze mną stanie.
Stanęło na Lorafenie. Inne benzo sprawiają, że nieobliczalnieję.

Dziś zasnęłam przed siódmą rano. Mimio wzięcia Trittico i trzech Lorafenów (po jednej tabletce co dłuższy czas).
Obudziłam się przed trzynastą. Dalej wszystko mając w dupie, z przymusami autoagresywnymi, ale czułam całkowite uspokojenie.
Tak jest do teraz. Myśli paskudne, ale bez najmniejszego zamiaru ich realizacji.
Tak jest dobrze. Bezpiecznie.

Podziel się!

250 – terapia borderline: czas zaufać?

Krzywa akcja z Mrówkiem – w środku nocy ściągnął ciotkę i chcieli mnie wywieźć na wieś do niej. Wciskali Lorafen i wmawiali, że chcę się powiesić. Choć myśli samobójczych nie mam.

Przed dzisiejszą sesją wzięłam benzo. Zaczęłam mówić. Nagle pojawiły się łzy.
– Płacze pani?
Wzruszyłam ramionami.
– Nie mogę pani pomóc, jeśli nie będę wiedział o co chodzi, co pani myśli i przeżywa.
Zaczęłam więc mówić. Opowiedziałam to, czego nie potrafiłam wczoraj. Znów poczucie ulgi.
– Boję się, że relacja z panem stanie się dla mnie ważna.
– Już jest ważna.
– Niby… ale boję się, że gdy się do pana zbliżę, wszystko zniszczę.
– Spotykamy się tu po to, żeby nauczyć się przełamać ten schemat.
– Boję się, że będę niezrozumiana. Że powiem albo zrobię coś, za co się pan zdenerwuje na mnie.
– I co wtedy?
– Nie wiem – „opuści mnie pan, wyrzuci z terapii” – dodałam w myślach.
– Pani Aniu, nie ma innego sposobu. Musi mi pani zaufać, żeby mogła się pani przekonać, że z mojej strony nic pani nie grozi. Nie skrzywdzę pani, nie będę oceniał, krytykował. Chcę panią zrozumieć. A jeśli poczuje się pani przeze mnie atakowana, proszę mi na to zwrócić uwagę. Mogę to zrobić nieświadomie, a nie ma we mnie akceptacji na atakowanie pani. I proszę pamiętać, że emocje które przeżywa pani podczas sesji, mają związek z przeszłością. Teraz nic pani nie grozi. Jest pani tu ze mną bezpieczna.

O osiemnastej stary psychiatra – po rocznej(?) przerwie.

Podziel się!