226 – terapia borderline: nauka zdrowej relacji interpersonalnej

Psychoterapia, poprzez rozmowę, pomaga nam uświadamiać sobie niezdrowe mechanizmy, korygować szkodliwe postawy i schematy myślowe, wykształcić prawidłowe reakcje. Ale nie tylko.
Długotrwały kontakt z psychoterapeutą uczy zdrowych relacji interpersonalnych.
Osoby z pogranicznym zaburzeniem osobowości mają duży problem ze stabilnością związków, utrzymywaniem kontaktów społecznych na dobrym poziomie. Ich znajomości często są intensywne i kończą się z wielkim hukiem, a jeśli trwają, są bardzo obciążające emocjonalnie dla obu stron.
Terapeuta, będąc cierpliwym, niekrytykującym towarzyszem w dobrych i złych chwilach, pokazuje, że relacja między ludźmi może trwać niezależnie od okoliczności.
Zawsze byłam uległa w związkach z ludźmi. Czy to z rodzicami, czy znajomymi, chłopakami, czy w pracy. Kontakt i bliskość z drugim człowiekiem kojarzyła mi się z utratą siebie. Z koniecznością wyrzeczenia się swoich potrzeb i pragnień. Wciąż podświadomie spodziewam się ataku i często tak interpretuję rzeczywistość, by przyjąć rolę ofiary.
Stabilna, głęboka relacja z terapeutą uczy mnie, że nie muszę uciekać w swój świat wewnętrzny. Uczy mnie, że o złym samopoczuciu, negatywnych emocjach można rozmawiać i przynosi to ulgę. Że upadki i porażki nie spowodują opuszczenia mnie.
Pierwszy terapeuta posługiwał się groźbą: jeśli podejmę próbę samobójczą – zakończy terapię, jeśli się potnę – mam nie przychodzić na sesję. Źle to wpłynęło na moje zaufanie do niego. Moja interpretacja?
– Jeśli zrobi pani coś nie po mojej myśli, ukarzę panią i opuszczę.
Poza tym wywołało to negatywne skojarzenia z wymuszaniem, zakazami i nakazami że strony rodziców – ojca najbardziej. Potem była już tylko równia pochyła i gwałtowne zakończenie tej relacji.
Obecny terapeuta nic na mnie nie wymusza. Pozwala mi na zmianę we własnym tempie. Wpływa to bardzo pozytywnie na zaufanie i poczucie bezpieczeństwa.
Powoli przekonuję się, że kontakt z drugim człowiekiem może być rozwijający. Że można być ze sobą nie tylko na dobre, ale i złe. Że przyznając się do słabości nie stracę w oczach kogoś bliskiego. Że nie muszę nic udawać. Że najlepsze kim mogę być, to być sobą.

Podziel się!

225 – pogłębianie terapii

Do obecnego terapeuty chodzę od trzynastu miesięcy. I dopiero teraz, po takim czasie, czuję, że zaczyna się „prawdziwa” terapia.
Relacja z nim jest bliższa, oparta na dużym zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa. To coś, czego nigdy nie doświadczałam w dotychczasowych związkach z ludźmi. Wiem, że mogę mu powiedzieć wszystko i nie zostanę skrytykowana ani oceniona.
Lęk i pustka w głowie dalej się zdarzają, ale coraz rzadziej wpadam w to odretwienie.
Zaczęłam rozmawiać.
– Pani Aniu, w terapii chodzi o dialog. To rozmowa leczy. Ja muszę poznać pani świat wewnętrzny – powtarzał wielokrotnie, do znudzenia.
– Ale co ja mam zrobić, skoro nie umiem rozmawiać? – denerwowałam się.
– Potrafi pani. Musi pani próbować.
I w końcu zaczęło się udawać. Dziś już mówiłam w miarę swobodnie. Rozmowa wywoływała skojarzenia, o których mogłam opowiadać. Czułam się swobodnie, mimo że rozmawiałam o trudnych sprawach.
Jestem pełna nadziei na wyleczenie!

Podziel się!

223 – objawy borderline: tłumiona agresja

– Siedzimy sobie z Mrówkiem, rozmawiamy. Jest miło. Nagle ja milknę i zaczyna mi przeszkadzać, że on mówi. Myślę sobie „zamknij się kurwa! Mam cię dość!”. Nie rozumiem tego.
– Nie rozumie panu tego mechanizmu?
Przytaknęłam głową.
– To wyraz pani złości.
– Ale przecież nic się nie dzieje. Rozmawiamy, jestem ożywiona. I tak nagle, bez powodu.
– Pani Aniu, jak już wiele razy o tym rozmawialiśmy, jest w pani bardzo wiele złości i agresji. Ta sytuacja ma związek z tłumionymi emocjami w dzieciństwie.
– No ja wiem, że jest we mnie dużo złości, ale… przecież nie ma żadnego powodu w takiej sytuacji…
– Bo nie musi być obiektywnego powodu. Jest w pani tak dużo tych tłumionych, negatywnych emocji, że często dochodzą do głosu w nieadekwatnych sytuacjach.
– Wtedy często zaczyna się kłótnia. Mrówek widzi, że się zamknęłam w sobie i siedzę, jakbym była obrażona:

– Co ci jest?
– Nic.
– No co ci jest?
– Nic!
– No przecież widzę.
– Daj mi spokój! Odpierdol się! – i wychodzę z pokoju trzaskając drzwiami, z poczuciem pokrzywdzenia, bo czuję się niezrozumiana.

– No właśnie. To jest potwierdzenie tego, co mówię.

Podziel się!

221 – objawy borderline: racjonalna niestabilność

Na to, że pograniczne zaburzenie osobowości charakteryzuje się niestabilnością emocjonalną, wskazuje już sama nazwa – osobowość chwiejna emocjonalnie. Boleśnie odczuwają to zarówno zaburzeni, jak i ich bliscy. To z jej powodu skazana byłam na neuroleptyk (mój organizm nie toleruje typowych stabilizatorów). Odstawiłam go blisko rok temu. Chwiejność powoli zaczęła wracać. Wystarczy jeden gest, jedno słowo lub myśl, by z euforii wpaść w myśli samobójcze. Emocje. To one dyktują mi, jak odbierać świat, jak interpretować fakty.
Ostatnio jednak zauważyłam, że niestabilność przybrała nową formę – racjonalną. Chwiejność odbywa się na poziomie myśli, bez dopuszczania do głosu emocji. Terapeuta zapewne powie, że w skutek trudnych emocji, odcięłam się od nich. Być może. Jednak, paradoksalnie, łatwiej znieść zmieniające się co chwilę uczucia niż myśli. Dwa lata terapii nauczyły mnie, że to objaw chorobowy, a nie moja tożsamość. Jednak zmieniające się co chwilę myśli (odcięte od emocji) to pewnego rodzaju nowość. I znów – na nowo trzeba będzie zaakceptować, że to nie prawdziwa ja. Że myśli samobójcze i autoagresywne wynikające z zimnej kalkulacji to objaw… Bla. Bla. Bla.

Podziel się!

218 – normalność w tabletkach

– I co, myślisz, że jak brałam Rispolept, nie byłam taka?
– Jaka?
– No… taka.
– Pojebana?
– No.
– Mniej.

Znów faszerować się trującą chemią? Dla większej stabilności? Dla mniejszych myśli paranoicznych?
Znosić cierpliwie setki efektów ubocznych? Powstrzymywać łzy wyciskanie przez ból nóg? Być zwieszoną, nietwórczą, niekreatywną? Spać po piętnaście godzin, nie mogąc się dobudzić?
W imię czego?
Udawać, że normalność na receptę jest prawdziwa?

Podziel się!