244 – terapia borderline: reakcja ucieczkowa

To wszystko przez lęk.

Terapeuta skonfrontował mnie ostatnio ze swoją opinią – brakiem wiary w prawdziwość roli, w którą wchodzę.
Wiedziałam, że ma rację. Ale tak długo próbowałam oszukiwać innych i siebie, że w końcu w to uwierzyłam.
Wywołało to ogromne emocje, z którymi „poradziłam sobie” odcinając się od kontaktu i rzeczywistości.
Do tej pory trzymałam emocjonalny dystans. Raczej racjonalizując i odwołując się jedynie do rozumu.
Terapeuta, odrywając kawałek ubieranej przeze mnie maski sprawił, że odebrałam naszą relację jako głębszą. Znacznie głębszą niż do tej pory. Poczułam się, jakbym siedziała przed nim naga.
Dodatkowo jego gest zachęcający mnie do kontaktu i okazujący jego zaangażowanie.
Przestraszyłam się do tego stopnia, że do tej pory nie umiem sobie z tym poradzić – co dobitnie pokazała dzisiejsza sesja.
Tak bardzo potrzebuję z nim o tym porozmawiać. Wiem, że w gruncie rzeczy to, co się stało jest dobre. Tylko reakcja była ucieczkowa.
Ufam mu.
Choć panicznie boję się zaangażować w tę relację.

Podziel się!

243 – terapia borderline: milcz, jak kamień!

Ani jednego słowa. Całe czterdzieści pięć minut nie otworzyłam ust. W ciągu tych czternastu miesięcy nie było jeszcze takiej sytuacji.
Weszłam bez przywitania, siadłam zasłaniając brzuch splecionymi rękami i zastygłam.
Oczy przysłonięte włosami i utkwione we własnych udach. Bałam się spojrzeć gdzieś dalej.
Wyszłam z gabinetu, nawet nie umawiając się na kolejne spotkanie.
– Na dzisiaj kończymy – usłyszałam, rzuciłam kasę na stół i wyszłam bez słowa.

Wracając do domu napisałam do niego SMS:
„Nie chce już Pan ze mną pracować? Nie umówiliśmy się na przyszły tydzień.”
Odpisał, że chce, ale to wymaga dialogu.
Przyznałam, że im bardziej potrzebuję rozmowy, tym bardziej się w sobie zamykam. Poprosiłam o trzy sesje po weekendzie.
W poniedziałek znów tam usiądę. Ciekawe, czy tym razem coś z siebie wyduszę.

Podziel się!

242 – agresja i lęk przed bliskością

Wtorkowa sesja pobudziła we mnie te olbrzymie pokłady agresji, które tłumię od lat.
Nie chciałam tam więcej wracać.

„Moją godzinę w piątek ma Pan wolną. Rezygnuję z terapii.”
„Sugerowałbym rozmowę na sesji zanim podejmie Pani ostateczną decyzję.”

Potrzebowałam wielu godzin, by odpisać, że jednak przyjdę.

Nie umiem dojść do siebie. Agresja się ze mnie ulewa. Warczę na Mrówka, wszystko mnie wkurwia. W myślach bluzgam i krzyczę na terapeutę, że to jego wina.

Tak bardzo boję się jutrzejszej sesji. Żołądek w gardle i nieustające mdłości.

Pochylenie się terapeuty w moją stronę odebrałam, jako formę skrócenia dystansu i okazanie zaangażowania. Bardzo się tego przestraszyłam…

Podziel się!

241 – terapia borderline: stary potwór mocno śpi…

– Rozmawia pani, po czym nagle zastyga.
– …
– Gdybym pani nie znał, nie wiedziałbym o co chodzi.
– …
– Zastanawiałbym się, czy się pani obraziła i o co.
– …
– Wygląda to tak, jakby miała mnie pani gdzieś. Jakby nie była pani zainteresowana kontaktem.
– …
– Gdyby mi zależało, żeby mnie pani lubiła, byłoby mi przykro.
– …
– Chyba nie chce pani, żeby było mi przykro?
– …

Mój wzrok, jak zwykle, wbity w róg gabinetu. Obserwacja wielkiego, włochatego, nieistniejącego pająka.
Terapeuta pochylając się w moją stronę, wsparł łokcie na kolanach. Zrobił tak po raz pierwszy. Zazwyczaj siedzi wygodnie i swobodnie. Wpatrywał się intensywnie w moją twarz, zadając kolejne pytania. A może w oczy? Musiał zobaczyć w nich bezkresną otchłań pustki. Ciało tam było. Gibało się, jak zwykle, na bujanym fotelu. Ale mnie – nie. Nastąpiło obronne unicestwienie, rozpad tożsamości. Nie mogłam, nie chciałam, by wyciągnął ze mnie to, co próbował.

Terapeuto, stąpasz po cienkim lodzie. Uważaj! Bo zaczynasz budzić bezdusznego potwora, ziejącego przerażeniem i spustoszeniem… gdy się zbudzi, będzie siał śmierć.

Podziel się!

240 – terapia borderline: osobowość z klocków

Wyobraź sobie, że uczysz się rysować proste figury geometryczne. Wydaje ci się, że są tak realistyczne! Potem ktoś pokazuje ci, że można rysować bryły geometryczne. Są trójwymiarowe! Myślisz. Następnie dowiadujesz się o cieniowaniu. Twój obrazek ożywa. I tak dalej.

Na podobnej zasadzie działa psychoterapia. To nie tylko rozmowa przez kilkadziesiąt minut w gabinecie. To jeszcze wiele innych czynników leczniczych, które często zdają się być ignorowane.

Czasem w trakcie rozmowy coś sobie uświadamiasz. Zbierasz nowe informacje. Inne punkty widzenia. Czasem odkrywasz źródło jakiegoś problemu. Poznajesz zasadę działania jednego z niezdrowych mechanizmów.

Nie każda sesja kończy się wielkim olśnieniem. Bywają i dłuższe regresje. To proces, który żyje. Powoli zaczynasz ewoluować.
Z czasem masz większe umiejętności, więcej świadomości, wiesz, na co zwracać uwagę. Poznajesz siebie.
Zaczynasz również samodzielnie próbować składać te kawałki. Twoje analizy siebie są bardziej dojrzałe. Oparte na coraz większej wiedzy.

Wyobraź sobie teraz, że twoja zaburzona osobowość to ogromna budowla z najróżniejszych klocków. Nie jest stabilna, bo elementy do siebie nie pasują, są zepsute lub w niewłaściwym miejscu. Fundamenty tej wieży są niepewne. Gdy zawieje wiatr, wszystko się chwieje. Istnieje duże ryzyko katastrofy budowlanej.

Terapeuta pomaga ci identyfikować wadliwe klocki. Pokazuje, w jaki sposób możesz ten element wyciągnąć z konstrukcji, ulepszyć go, a następnie włożyć na właściwe miejsce. Czasem zdarza się, że pozbycie się niewłaściwego klocka, powoduje osunięcie się większej ilości elementów. Coś się rozpada – przychodzi kryzys. Jednak konsekwentnym działaniem można odbudować to, co się rozsypało. Odbudować w sposób przemyślany i pożądany, czyli zdrowy.

A co z klockami, które są dla ciebie ważne i dobre? Co, jeśli się ich pozbędziesz, zmienisz je w niechciany sposób?
To tak nie działa. To, co jest dla ciebie dobre i ważne, wyróżnia się. Od razu poznasz te klocki. One są solidnie osadzone. Wyjmując te wadliwe, nie pozbędziesz się ich. Nawet, gdyby któryś przez przypadek wypadł, nie przeoczysz tego. Nie stracisz go, tylko odłożysz na miejsce.

Psychoterapia zaburzeń osobowości jest trudna i długa. Bardzo istotnym czynnikiem jest zaufanie do terapeuty. Jedni znajdują go za pierwszym razem, inni za drugim, kolejni za piątym. Ważne jest, by się nie poddawać. Dlaczego to takie istotne? Symbolicznie powierzasz temu człowiekowi swoje życie. Musisz ufać, że z jego pomocą przebudujesz konstrukcję swojej osobowości w stabilną budowlę o solidnych fundamentach. Czy budowę domu powierzysz osobie, której kompetencje budzą twoje zastrzeżenia?

Terapeuta poszerza twoje horyzonty. Pomaga uświadamiać sobie źródła problemów i niezdrowe schematy. Dostarcza i uczy korzystania z narzędzi potrzebnych do generalnego remontu. Nie zapominaj jednak, że on nie zrobi nic za ciebie. Ten remont musi być wykonany twoimi rękami i nakładami sił.

Podziel się!