225 – pogłębianie terapii

Do obecnego terapeuty chodzę od trzynastu miesięcy. I dopiero teraz, po takim czasie, czuję, że zaczyna się „prawdziwa” terapia.
Relacja z nim jest bliższa, oparta na dużym zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa. To coś, czego nigdy nie doświadczałam w dotychczasowych związkach z ludźmi. Wiem, że mogę mu powiedzieć wszystko i nie zostanę skrytykowana ani oceniona.
Lęk i pustka w głowie dalej się zdarzają, ale coraz rzadziej wpadam w to odretwienie.
Zaczęłam rozmawiać.
– Pani Aniu, w terapii chodzi o dialog. To rozmowa leczy. Ja muszę poznać pani świat wewnętrzny – powtarzał wielokrotnie, do znudzenia.
– Ale co ja mam zrobić, skoro nie umiem rozmawiać? – denerwowałam się.
– Potrafi pani. Musi pani próbować.
I w końcu zaczęło się udawać. Dziś już mówiłam w miarę swobodnie. Rozmowa wywoływała skojarzenia, o których mogłam opowiadać. Czułam się swobodnie, mimo że rozmawiałam o trudnych sprawach.
Jestem pełna nadziei na wyleczenie!

Podziel się!

223 – objawy borderline: tłumiona agresja

– Siedzimy sobie z Mrówkiem, rozmawiamy. Jest miło. Nagle ja milknę i zaczyna mi przeszkadzać, że on mówi. Myślę sobie „zamknij się kurwa! Mam cię dość!”. Nie rozumiem tego.
– Nie rozumie panu tego mechanizmu?
Przytaknęłam głową.
– To wyraz pani złości.
– Ale przecież nic się nie dzieje. Rozmawiamy, jestem ożywiona. I tak nagle, bez powodu.
– Pani Aniu, jak już wiele razy o tym rozmawialiśmy, jest w pani bardzo wiele złości i agresji. Ta sytuacja ma związek z tłumionymi emocjami w dzieciństwie.
– No ja wiem, że jest we mnie dużo złości, ale… przecież nie ma żadnego powodu w takiej sytuacji…
– Bo nie musi być obiektywnego powodu. Jest w pani tak dużo tych tłumionych, negatywnych emocji, że często dochodzą do głosu w nieadekwatnych sytuacjach.
– Wtedy często zaczyna się kłótnia. Mrówek widzi, że się zamknęłam w sobie i siedzę, jakbym była obrażona:

– Co ci jest?
– Nic.
– No co ci jest?
– Nic!
– No przecież widzę.
– Daj mi spokój! Odpierdol się! – i wychodzę z pokoju trzaskając drzwiami, z poczuciem pokrzywdzenia, bo czuję się niezrozumiana.

– No właśnie. To jest potwierdzenie tego, co mówię.

Podziel się!

221 – objawy borderline: racjonalna niestabilność

Na to, że pograniczne zaburzenie osobowości charakteryzuje się niestabilnością emocjonalną, wskazuje już sama nazwa – osobowość chwiejna emocjonalnie. Boleśnie odczuwają to zarówno zaburzeni, jak i ich bliscy. To z jej powodu skazana byłam na neuroleptyk (mój organizm nie toleruje typowych stabilizatorów). Odstawiłam go blisko rok temu. Chwiejność powoli zaczęła wracać. Wystarczy jeden gest, jedno słowo lub myśl, by z euforii wpaść w myśli samobójcze. Emocje. To one dyktują mi, jak odbierać świat, jak interpretować fakty.
Ostatnio jednak zauważyłam, że niestabilność przybrała nową formę – racjonalną. Chwiejność odbywa się na poziomie myśli, bez dopuszczania do głosu emocji. Terapeuta zapewne powie, że w skutek trudnych emocji, odcięłam się od nich. Być może. Jednak, paradoksalnie, łatwiej znieść zmieniające się co chwilę uczucia niż myśli. Dwa lata terapii nauczyły mnie, że to objaw chorobowy, a nie moja tożsamość. Jednak zmieniające się co chwilę myśli (odcięte od emocji) to pewnego rodzaju nowość. I znów – na nowo trzeba będzie zaakceptować, że to nie prawdziwa ja. Że myśli samobójcze i autoagresywne wynikające z zimnej kalkulacji to objaw… Bla. Bla. Bla.

Podziel się!

218 – normalność w tabletkach

– I co, myślisz, że jak brałam Rispolept, nie byłam taka?
– Jaka?
– No… taka.
– Pojebana?
– No.
– Mniej.

Znów faszerować się trującą chemią? Dla większej stabilności? Dla mniejszych myśli paranoicznych?
Znosić cierpliwie setki efektów ubocznych? Powstrzymywać łzy wyciskanie przez ból nóg? Być zwieszoną, nietwórczą, niekreatywną? Spać po piętnaście godzin, nie mogąc się dobudzić?
W imię czego?
Udawać, że normalność na receptę jest prawdziwa?

Podziel się!

213 – wywiad ze Smutkiem

Fragment z „Borderline: Autoterapia, czyli o sprawach poważnych z solidną dawką autoironii”

„Wywiad ze Smutkiem

– Dzień dobry Smutku.
– Dobry? Jaki tam dobry.
– Dlaczego nie dobry?
– Bo wszystko jest takie smutne…
– Smutku, ale czemu właściwie ty jesteś smutny?
– A z czego mam się cieszyć?
– No nie wiem. Słońce świeci…
– … i oślepia.
– Śnieg pada…
– … i wszędzie chlapa, buty mokre.
– Można iść na spacer.
– Żeby się zmęczyć?
– A może wolisz lato?
– Lato? Lato jest smutne.
– Dlaczego?
– Jest gorąco, nic się nie chce. A potem przychodzi jesień. Pada deszcz. Wszystko umiera.
– Ale Smutku, o wszystkim można powiedzieć, że się zaraz skończy i będzie smutno.
– Właśnie dlatego się smucę.
– A nie możesz spróbować cieszyć się chwilą?
– Ale po co?! Przecież ta chwila zaraz się skończy i będzie jeszcze smutniej.
– Tak przecież nie można. Trzeba się skupić na pozytywach. Przecież ty tylko wynajdujesz powody do smucenia się. To jest niezdrowe.
– To też mnie smuci. I to, że smucę ludzi.
– To po co ich odwiedzasz, kiedy się cieszą? Po co im psuć dobrą zabawę lub udany dzień?
– Jak to? Przecież oni muszą wiedzieć, że zaraz nadejdę! Że Szczęście przychodzi tylko na chwilę, bo szybko się nudzi widokiem tych samych osób i ucieka! Ja przynajmniej jestem wierny.
– Może jesteś zbyt wierny?
– Przecież do tej pory nie narzekałaś Mrówczyńska. Zasmucasz mnie.
– Ależ Smutku kochany. Nie smuć się.
– Jak mam się nie smucić, skoro chcesz mnie zdradzić ze Szczęściem i Radością?
– Może po prostu… Trzeba ograniczyć troszkę nasze kontakty? Nie może być tak, że Szczęście lub Radość chcą chwilkę odpocząć podczas zabawy ze mną, a ty już przybiegasz i je przepędzasz.
– Ale ja przybiegam, bo jest mi smutno samemu. A i tobie też wesoło nie jest.
– Kochany Smutku. Musisz nauczyć się odróżniać smucenie od braku Radości i Wesołości. To, że Radość, Szczęście lub Wesołość na chwilkę poszły odpocząć, to nie znaczy, że jest mi od razu smutno. One się po prostu szybciej męczą. Biegają, skaczą, śmieją się. Wkładają w to dużo energii. A ty? Ty powłóczysz ledwo nogami, snujesz się z kąta w kąt. Dlatego wolniej się męczysz. Rozumiesz?
– Chyba tak… Zasmuciłaś mnie.
– Wiem Smutku, wiem. Ale obiecaj mi, że od tej pory nie będziesz się skradał. Jak będziesz chciał przyjść, to zapytasz, czy nie przeszkadzasz, dobrze?
– Ale to nie tylko moja wina.
– Jak to?
– Przypomnij sobie. Przecież często jest tak, że obserwuję, jak się dobrze bawisz ze Szczęściem, Radością lub Wesołością, a gdy tylko zrobicie sobie chwilę przerwy, zaraz sobie myślisz o mnie. Przybiegam więc szybko, bo mi smutno i chcę żebyśmy posmucili się razem.
– Kiedy jeszcze przychodzisz nieproszony?
– Nieproszony? Ja zawsze przychodzę na zaproszenie!
– I myślisz, że zapraszam cię, gdy chwilę odpoczywam po zabawie z Radością?
– Przychodzę, bo się martwię o ciebie! Chcę cię uchronić!
– Przed czym Smutku?
– Przed rozczarowaniem. Gdy się cieszysz, drżę o ciebie!
– Jak to?
– Twój śmiech zawsze kończy się płaczem. Chcę cię uchronić przed tym. Czy nie lepiej cały czas być ze mną? Dzięki temu nie jesteś narażona na zmiany nastroju. Przecież te wahania tak bolą!
– Ależ Smuteczku mój. Zrozum, że jesteś potrzebny. Ale tylko czasem, w ściśle określonych sytuacjach. Chcę przebywać także wśród innych emocji. Zrozum proszę…
– Zasmucasz mnie.
– Dlaczego?
– Bo kiedyś wyrzekłaś się innych. Nie pamiętasz? Powiedziałaś, że jestem twoim Smutkiem Organicznym. Że jestem częścią ciebie. Że chcesz czuć tylko mnie!
– Myliłam się. Byłeś ważny w moim życiu, ale nie chcę, byś był jedyny. Nie izoluj mnie.
– Jesteś moja, tylko moja!
– Wiesz Smutku, muszę ci się do czegoś przyznać. Gdy Szczęście, Radość, Wesołość odchodzą, boli mnie to. Gdy zaś odchodzisz ty…
– Nie kończ, proszę.
– Gdy odchodzisz ty, czuję ulgę.
– Wyrzekasz się mnie? Po tylu latach bycia ze mną tak blisko?
– Tak, wyrzekam się. Chcę odnowić kontakt z dobrymi emocjami.
– Nie zasmucaj mnie, będę tęsknić!
– A ja nie Smutku, ja nie.”

Podziel się!