ankieta – osobowość borderline

Badanie, prowadzone na Uniwersytecie Gdańskim, służy poznaniu funkcjonowania osób z osobowością borderline, ich przekonań, zachowań, stylów radzenia sobie z codziennymi wydarzeniami. Wśród osób biorących udział w badaniu rozlosowane będą upominki. Bardzo dziękujemy za udział w badaniu i poświęcony nam czas.

Przejdź do ankiety

Podziel się!

207 – przełom

– Źle pani spała? – zapytał terapeuta, gdy tylko weszłam do gabinetu.
– Płakałam do czwartej…
– Właśnie widzę, że ma pani takie spuchnięte oczy. A co się stało?
Chwilę wahałam się, czy zacząć mówić. W oczach łzy. Czułam, że otwierając usta, popłyną.
Przełamałam się. Całą sesję płakałam. Nie próbowałam nawet powstrzymywać łez. Mówiłam szczerze, zużywając przy tym z dziesięć chusteczek.
– Pani Aniu, proszę mówić. Jest w pani bardzo wiele emocji. Proszę mówić – zachęcał, gdy zamilkłam na minut.
– Paradoksalnie choroba mamy jest plusem w całej tej sytuacji. Wiem, że muszę być dla niej silna. Gdyby nie to…
– To co?
– Różnie mogłoby być.
– Co ma pani na myśli?
– Działanie bez myślenia o konsekwencjach.
– Chodzi pani o cięcie?
– Cięcie to w tym wszystkim najmniejszy problem – przyznałam szczerze, wybuchając płaczem.

Podziel się!

201 – leczenie borderline: autoagresja

Swego czasu dużo czytałam na temat autoagresji. Interesowałam się sposobami leczenia.
Wśród specjalistów można wyróżnić dwie grupy: zwolenników kategorycznego zakazu okaleczania się podczas leczenia oraz tych, którzy skupiają się na przyczynach działań autoagresywnych, zamiast na skutkach.
W pierwszym przypadku, konsekwencją aktu autoagresji jest zakończenie terapii. W drugim – szukanie powodów porażki.
Zawsze intuicyjnie czułam, że drugi sposób podejścia do terapii autoagresji jest skuteczniejszy. Wiadomo, specjalistą nie jestem, ale znając z autopsji problem okaleczania się od czternastu lat, zdążyłam wyrobić sobie swoje zdanie.
Problem autoagresji występuje nie tylko w pogranicznym zaburzeniu osobowości, jednak jest działaniem impulsywnym. I owszem, w terapii chodzi o to, by nauczyć się tym impulsom nie ulegać. Jednak, gdyby kontrola zależała tylko od silnej woli, osoby autoagresywne nie potrzebowałyby terapii, a postanowienia „więcej nie będę tego robić”.
Podejście pierwsze determinuje przeświadczenie, że autoagresja jest czymś złym, za co należy się kara – wydalenie z terapii. Jest to o tyle nieskuteczne, że osoby cierpiące na borderline mają tendencje do niszczenia tego, co dla nich dobre. Tak było w moim przypadku. Pierwszy terapeuta, po pewnym czasie, zrobił aneks do naszego kontraktu. Zgodnie z nim, pocięcie się skutkowało brakiem sesji. W efekcie, specjalnie się okaleczałam, by móc napisać do niego „panie S. pocięłam się, więc mnie nie będzie”.
Obecny terapeuta nie ma takich pomysłów. Zamiast tego, pracuje ze mną nad przyczynami takich działań. Wiem, że gdy upadnę, nie zostanę odrzucona i ukarana.
– Nie mogę być na panią zły, że nie kontroluje pani impulsów, bo to objaw pani choroby – powiedział kiedyś.
Taki stan rzeczy sprawia, że staram się najlepiej jak potrafię, by się nie skrzywdzić.
Trudnością była nie tylko nieumiejętność kontroli impulsu, czy przymus pocięcia na zasadzie uzależnienia. Głównym problemem, w moim przypadku, było uznanie autoagresywności za część osobowości, a nie objaw chorobowy. Doprowadzało to do sytuacji, w których cięłam się tylko dlatego, że uważałam to za swoją „powinność” – jestem autoagresywna, więc muszę się ciąć. Z takiego poglądu rodziło się myślenie: jeśli nie będę co jakiś czas się okaleczać, przestanę być sobą. W procesie terapii udało mi się osiągnąć taki stan, w którym nareszcie zaakceptowałam autoagresję za objaw choroby. Dostrzegłam, że terapeuta ma rację i zaprzestanie krzywdzenia siebie nie będzie oznaczać utraty części tożsamości. Było to bardzo trudne i potrzebne było długofalowe oddziaływanie terapeutyczne. Zrozumiałam, że to wymaga nie tylko decyzji na poziomie świadomości. Trzeba było sięgnąć głębiej i zmienić podejście do swojej tożsamości. Terapeuta pomógł uporać mi się z lękiem, że przestanę być sobą. Cierpliwie towarzyszył mi w upadkach, będąc przy mnie w najgorszych chwilach. Jednocześnie nie dając mi odczuć, że jestem odrzucona, działając przeciw sobie. Taka metoda się sprawdziła.
Nie pocięłam się od pół roku. Nie twierdzę, że już nigdy tego nie zrobię. Ale teraz czuję, że w tej walce mam większe szanse. Bo walki z tym uzależnieniem nie postrzegam już, jako wyrzekanie się siebie.

Wam również życzę wytrwałości i mądrych terapeutów.

Podziel się!

199 – autoagresywny urlop

Wzięłam sobie wolne od okaleczania się. Miało być na chwilę, a wyszło pół roku. Jestem z siebie zadowolona.
– Wie pan, mija pół roku, odkąd ostatni raz się pocięłam.
– To długo.
– Najlepsze w tym wszystkim jest to, że już nie chcę tego robić. Nie potrzebuję tego.
Na tamtej sesji tak myślałam. Choć okazało się, że nie jest to do końca zgodne z prawdą.
Przymus cięcia wciąż powraca. Pojawiają się myśli, by przestać się powstrzymywać.
– Przecież to tylko kilka nacięć – szepcze autoagresywna.
Racjonalna, póki co, puka się w głowę.
– Ja ci dam kilka nacięć! Zamilcz autodestrukcyjny potworze!

Podziel się!

198 – terapia borderline: samoświadomość

Nieustannie myślę, analizuję. Szukam przyczyn i uczę się rozpoznawać zaburzone mechanizmy.
Niestety. Moja pamięć jest bardzo zawodna. Gdy nie zapiszę wniosku, do którego doszłam – tracę go bezpowrotnie. Nie jestem w stanie nie tylko przypomnieć sobie toku rozumowania, ale nawet tematu, którego dotyczył.
Jednak takie pojedyncze cegiełki składają się na samoświadomość siebie i swoich zaburzeń.
Potem, gdy mam szansę na praktyczne wykorzystanie zdobytej wiedzy, robię to – choć nieświadomie.
Ostatnio tłumaczyłam to terapeucie.
– Jest pani bardzo zainteresowana życiem wewnętrznym, tylko nie za bardzo umie pani o nim mówić.
– To właśnie o to chodzi, żeby pisać, a nie mówić!
– No tak, tylko że mówienie daje pani szansę na większą samoświadomość. Bo są takie rzeczy, które pani wie, ale zapomina. Są też takie, których nie jest pani świadoma. I dialog daje pani szansę na ich dostrzeżenie.

Podziel się!