146 – przyzwyczajenie

– Jak tak rozmawiamy to mam wrażenie, że pani sama pogłębia ten depresyjny nastrój myślami.
– No czasami tak.
– Pani Aniu. Proszę pamiętać, że na nastrój może nie ma pani za bardzo wpływu. Za to na myśli jak najbardziej.

– Co on tam pieprzy – pomyślałam w pierwszej chwili.

Po przyjściu do domu postarałam się jednak nie myśleć o smutku. I o dziwo, udawało mi się zapominać, że źle się czuję.

To wraca.
– Zawsze tak jest. Jak jest dobrze to potem jest źle.
– Ale chyba zdaje sobie pani sprawę z tego, że cały czas nie może być dobrze?
– No oczywiście. Ale gdy nie jest dobrze, powinno być neutralnie. A nie tragicznie.
– Domyślam się, że taki stan rzeczy musi napawac panią lękiem.
– Nie.
– Nie?
– Mam tak połowę życia, więc się przyzwyczaiłam…

Podziel się!

144 – czy psychoterapia boli?

Czytałam. Słuchałam, co mówią. Wyobrażałam sobie. Domyślałam się. Że terapia boli.

Tymczasem okazało się, że jest to dla mnie bardziej wysiłek intelektualny. Bólu, jako takiego, przez półtora roku doświadczyłam niewiele.
Może dlatego, że jestem bardzo świadoma siebie, swojego zaburzenia, mechanizmów? Nie wiem.

Zależy mi na leczeniu. I to nie tylko dlatego, że chcę mieć materiał do kolejnej części Młodego boga. Chcę być zdrowa!

Podziel się!

143 – przymus niszczenia tego, co dobre

Poprzedniej nocy nie mogłam spać. Do ósmej rano leżałam i zastanawiałam się, gdzie i z kim spędziłam sylwestra 2005/2006. Za cholerę nie mogę sobie przypomnieć.

Tej nocy spałam. Jednak zanim przyssała się do mnie mara, rozmyślałam.
Na terapii ustaliliśmy, że ta tajemnicza siła, która niszczy wszystko wokół mnie (moimi rękami) to przymus niszczenia tego, co dobre.
Dla terapeuty jest to po prostu jeden z objawów toczącej mnie choroby.
Ja biorę to bardziej osobiście. Chciałabym wiedzieć, skąd się ten mechanizm wziął. Co takiego wydarzyło/wydarzało się w moim życiu, że nie potrafię na dłuższą metę wytrzymać, gdy jest dobrze? Skąd się wzięło umniejszanie osiągnięć, a wywyższanie porażek? Skąd się wzięło niszczenie siebie?

Może i ma Pan rację. Roztrząsanie tego „skąd” się coś wzięło jest poważniejszym i trudniejszym zadaniem od tego, by takie zachowania wyeliminować. Może rzeczywiście to nie jest czas i miejsce?

Naszło mnie więc inne pytanie.
Co mi to daje?
Skoro jest we mnie przymus niszczenia. Chcę go wyeliminować, ale nie potrafię. Nasuwa się więc hipoteza, że urzeczywistnianie tego przymusu coś mi daje. Zaspokaja jakąś ukrytą potrzebę?

Panie M., czy to jest dobre pytanie na obecną chwilę?

Podziel się!

139 – nie szukaj przyczyn – działaj

Na sesji rozmawialiśmy o autodestrukcji i przymusie niszczenia tego, co dobre.
– No, ale skąd się to bierze?
– Z pani zaburzenia.
– To dość wymijająca odpowiedź.
– Pani Aniu. Dla nas teraz najważniejsze jest to, by skupić się na wyeliminowaniu tych zachowań. A nie to, skąd one się wzięły.
Próbował mnie przekonać, że na siłę chcę zajmować się od razu dużymi problemami, zamiast zacząć od małych. I w rezultacie nie rozwiążę ani jednych, ani drugich.
Jakoś średnio mnie to przekonało.
– Pani Aniu, bo to tak naprawdę jest walka z samym sobą.
A ja wolę zrobić rozpoznanie wroga, zanim wypowiem mu wojnę.

Podziel się!

113 – „to wszystko pani wina”

Miałam dziewiętnaście lat.
Właśnie wchodziłam do gabinetu psycholog, do której chodziłam od jakiegoś czasu. Telefon. Dzwonił ojciec.
Bezradnie spojrzałam na psycholog, nie wiedząc co zrobić.
– Proszę odebrać.
Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
– Tak?
– Chcę coś wydrukować, a ty masz hasło do komputera!
– No mam.
– Podaj mi je w tej chwili!
– Nie.
– Podaj mi je w tej chwili albo natychmiast wracaj do domu!
– Mam spotkanie. Będę w domu za półtorej godziny, to ci to wydrukuję. I założę wam drugi profil na kompie.
– Masz w tej chwili wrócić do domu! I podaj mi to hasło!
– Powiedziałam ci. Za półtorej godziny będę.
– Z kim to spotkanie?
– Nieważne. Ze znajomymi.
– Kto jest ważniejszy ode mnie?!
– No przestań… Za półtorej godziny będę.
– Pożałujesz gówniarzu!
– Muszę kończyć. Pa.
Rozłączyłam się.
Opowiedziałam psycholog, jak wyglądała ta rozmowa.
– Pani ojciec zachowuje się, jak dziecko, któremu zabrali cukierka. Ale to wszystko pani wina.
Oniemiałam. Moja wina?
– Pani wina, bo pozwoliła pani na to, żeby rodzice tak panią traktowali. A teraz się pani dziwi. Tak, to wszystko pani wina.

Gdy wróciłam do domu, ojciec trzymał w ręce kabel od internetu. Odpiął połączenie komputera z modemem.
– Mówiłem, że pożałujesz! Masz szlaban na internet!

Podziel się!