454 – to tylko przeszłość

Jestem z książką na wydarzeniach sprzed trzech lat. Emocje, które pojawiają się podczas redagowania tej treści powodują ogromny smutek. Jest mi siebie żal – tak bardzo cierpiałam. A nieporadne próby leczenia tylko pogarszały ten stan.

Za dwa dni moje urodziny. Tak bardzo cieszę się na ten dzień! Wcześniej był najgorszym w roku. Teraz to moje święto.
Tak wiele się zmieniło w ciągu tych 36 miesięcy…

Podziel się!

452 – wieści z frontu

Do redakcji zostało mi 55 stron A4 „Samobójstwa na raty”. Pół miliona znaków za mną. Nie wiem, co robić, bo wychodzi na to, że książka będzie miała ponad 800 stron. Jak wydać taką cegłę? Co robić, co robić…

Nadal budzę się o szóstej i od razu siadam do pracy. Pisanie sprawa, że chce mi się żyć. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Całe siły zaangażowałam w pisanie. Mam nadzieję, że się na tym nie przejdę. Ale ja muszę, muszę to robić. Inaczej życie nie ma sensu.

Arypiprazol mnie ustabilizował. Czasem szarpią mną nerwy lub chce mi się płakać, ale nie jest to patologiczne. Nastrój dalej w dolnych rejonach normy lub wręcz na granicy. Ale jest bezpiecznie.

Podziel się!

451 – mówcie mi: mistrz

Mistrz złego osadzenia w rzeczywistości.
Dostałam jakiś czas temu od Teściowej mleczko do ciała. Wszystko super – zapach, konsystencja, poziom nawilżenia skóry. Umyłam się nim tylko raz – w ogóle nie chciało się pienić. Dziś znów po nie sięgnęłam. Zaczęłam namydlać ręce i brzuch. Coś mnie nagle tknęło. Czytam etykietkę.
Sposób użycia: niewielką ilość wmasować w ciało.
Taa… usiłowałam się myć balsamem do ciała. Jestem zajebiście ogarnięta. Że facet myje włosy odżywką, zamiast szamponem, nikogo nie dziwi. Ale żeby kobieta myła się kremem?

Z „Samobójstwem na raty” jestem na październiku 2013 roku. Zostało mi kilka miesięcy – do pierwszej wizyty u pierwszego psychoterapeuty w wakacje.
Dobijam do 500 stron drukowanej książki. Szacuję, że dojdzie jeszcze ze 100. Piszę, kurde, cegłę.

Podziel się!

447 – bo jak piszę, to mnie nosi

Wiecie co jest śmieszne? Że podczas pisania mnie nosi. Napiszę kilka stron na laptopie i go wyłączam. Idę do swojego komputera, by napisać kilka kolejnych. Po czym siadam, czytam kilka kartek, które są już wydrukowane. Stwierdzam, że chce mi się spać (w końcu wstałam przed szóstą), a jest już dziewiąta. Kładę się na dziesięć minut, po czym włączam laptop. Podczas pisania nie potrafię usiedzieć. Robię wycieczki do okna i na balkon. Gdyby tak mnie ktoś obserwował… Hehehe.

Podziel się!

445 – w twórczym świecie

Ostatnio znów pochłania mnie tylko pisanie. Codziennie pobudka o szóstej, bo przecież szkoda czasu na spanie. Trzeba pisać!
Myślę tylko o tym. Mówię tylko o tym.
Mrówek znów zaczyna dostawać spazmów, słuchając mnie. W kółko tylko:
co napisałam, co chcę napisać, na jaki pomysł wpadłam, gdzie się pojawi recenzja, kto napisał, co napisał, jakie mam plany.
Cały mój świat znów zmienił się w twórczy. I znów tak wyraźnie czuję, że żyję!

Podziel się!