435 – hop, hop!

Chciałam wziąć na tapet „Majkę”. Ale to nie ten czas, nie te okoliczności.
Weno, hop, hop! Gdzie jesteś?

Myślami wciąż jestem w „Terapii u Doktorka”. Niecierpliwię się. Chciałabym już wydać kolejną książkę. Coś mi się wydaje, że znów zabiorę się za pisanie autobiograficzne. „Samobójstwo na raty” (trzecia część Młodego boga) jakby mnie wolała.
A przecież miałam teraz zająć się beletrystyką…

Podziel się!

433 – emocjonalna spirala

„Terapia u Doktorka” napisana w wersji elektronicznej, po pierwszych poprawkach, czeka na sponsora.

Nareszcie przyszła wiosna. Kawa w słońcu na balkonie. Brakowało mi tego.

Próbuję cieszyć się z małych rzeczy. Skupiam się na tym, co dobre. A mimo wszystko ten przeklęty smutek i ból samoświadomości.
Jestem z siebie dumna, więc skąd ta złość do siebie podszyta nienawiścią lub pogardą?
Chwytam się każdego, nawet najmniejszego pozytywu. A chce mi się płakać i ciąć. Czyżby pisanie o poprzedniej terapii mnie rozwaliło? A może to znów żałoba po ukończeniu książki?

Borderline, daj mi w końcu żyć!

Podziel się!

430 – „Terapia u Doktorka” ukończona!

Dziś pobudka o szóstej i od razu zabrałam się za pisanie. Jest godzina dziesiąta, a ja radośnie Wam oznajmiam, że skończyłam redagowanie!
Tak, tak. To prawda. Teraz muszę przenieść poprawki na wersję elektroniczną. Wydrukować, przeczytać, poprawić. I tak kilka razy.
Ale najważniejsze jest to, że część najbardziej twórczą już skończyłam.
Jestem z siebie tak bardzo dumna! Ostatnimi dniami pisałam prawie cały czas.
Tylko żeby znów nie przyszła żałoba z powodu zakończenia pracy…
Teraz tylko zebrać potrzebną sumę i można wydawać papier!

Zaczęłam pisać mając 27 lat. Za trzy tygodnie mam trzydziestkę i napisałam do tej pory trzy książki (cztery, jeśli liczyć „Teofila”). Kiedyś nie potrafiłam napisać nic dłuższego niż kilkanaście stron. A teraz? Nigdy nie wiesz… Nigdy nie wiesz, co przyniesie jutro. Dlatego warto żyć i realizować marzenia!

Podziel się!