398 – kwestia skupienia

Mogłabym skupiać się na tym, jak mi źle i jak bardzo cierpię. Mogłabym, a nawet tak bym zrobiła – jak do tej pory. Tylko, co to da? Dobije, zgnoi, pogrąży, odbierze siły.
Przeprowadzam na sobie eksperyment o roboczej nazwie „Skup się na tym, co dobre”. Co prawda nie mogę zmienić stanu rzeczy, ale mogę zmienić sposób jego interpretowania.

Tak więc skupiam się na tym, że dziś dostałam do akceptacji skład e-booka. A co za tym idzie, jego premiera nastąpi szybciej. Skupiam się na tym, że przed trzydziestką zostałam autorką dwóch wydanych książek i trzeciej, czekajacej w kolejce. I próbuję nie odczuwać lęku związanego z premierą. I pierwszymi recenzjami. Próbuję…

Podziel się!

397 – terapia borderline: paszoł mi z tą pętlą!

– A pierdolę to, ściągam pętlę z szyi młodego boga. Idzie wiosna i czas zacząć żyć!

– Dawno nie widziałem pani w tak dobrym nastroju na sesji.
Cóż, może to troszkę zasługa Lorafenu. Obudził mnie rano taki koszmar, że cała byłam mokra i roztrzęsiona. Nie umiałam dojść do siebie. Biorąc pod uwagę nastrój ostatniego czasu, zadziałałam profilaktycznie. 1mg lorazepamu wprowadził spokój i jasne myślenie.
Na sesji cały czas mówiłam. Wiadomo, nie trajkotałam, jak katarynka (ja nie z tych kobiet), ale nie było dłuższego milczenia.

Pojawił się jakiś nieznaczny optymizm, choć czuję jego ulotność. Na siłę odwracam głowę w jego kierunku.
Jest lęk i stres przed wydaniem „Autoterapii”, tak samo było z „Psychiatrykiem”.
– Pani tego lęku chyba nigdy się nie pozbędzie, prawda?
– Chyba tak.
– Zawsze oczekuje pani najgorszego.
Jak to mówią, ten typ tak ma. Lepiej przyjemnie się zaskoczyć, niż rozczarować.
Do tego zbliżające się wielkimi krokami pierwsze, przedpremierowe recenzje. Trema. Trema nad tremami!
– A czego się pani obawia? Że książka zostanie źle przyjęta?
– Najbardziej chyba tego, że zostanie zakwestionowany jej sens.
– Że nie było sensu, żeby pani ją napisała?
No właśnie, dokładnie tak. Cokolwiek bym nie zrobiła i jakbym dumna z siebie nie była, po chwili zaczynam kwestionować sens tego działania.

Rozmawialiśmy też chwilę o „Majce”. Terapeuta podsunął mi świetny pomysł na delikatne zamieszanie w relacjach bohaterów. Dzięki, panie M.

I tak oto, z nową siłą i wiarą powracam do Was. No i z nadzieją, że takie przestoje już się nie będą powtarzać.

Podziel się!

395 – coś dobrego

– Żaden zewnętrzny czynnik nie jest w stanie udręczyć pani tak, jak sama pani to robi – rzekł ostatnio terapeuta.
To prawda. Choćby na zewnątrz było źle, potrafię się cieszyć. Choćby na zewnątrz było dobrze, potrafię się zgnoić.
– Musi pani zrobić dla siebie coś dobrego – ta mantra pana M. dzwięczy mi w uszach za każdym razem, gdy jest nie za ciekawie.
Jestem głodna emocji związanych z pisaniem. To prawda. Ale co zrobić, gdy słowa nie układają się w zdania? Działać okołotwórczo.
Po półtora roku od wydania „Psychiatryka” zebrałam się, by napisać do księgarń z prośbą o poprawienie błędu w tytule i aktualizację opisu.
Po nieskończonej ilości opuszczonych wiązanek w kierunku komputera, a raczej Linuxa, udało mi się w końcu zainstalować drukarkę. Sukces! Wydrukowalam 21 dotychczasowych stron „Majki” i jestem z siebie dumna.
Powoli. Pomału. Małymi krokami. Byle w górę. A choćby i nie w górę, byle nie w dół. Robić dla siebie coś dobrego. Każdego dnia.

Podziel się!

394 – bezsłowie w bezżyciu

Robię już chyba dwudzieste podejście do tego wpisu. Chęci są duże, ale umiejętności jakby zupełnie uleciały.
Tkwię w tym bezsłowiu od ponad tygodnia i szlag mnie trafia.
Mówić: nie. Pisać: nie. Żyć: nie. Choć za oknem słońce i zdawałoby się, że czas na pobudkę z zimowego snu.
A zamiast liter tylko łzy się mnożą. Bezsilność. Beznadzieja. Bezżycie w tym życiu.

– Obudź się, Mrówczyńska, obudź! I zacznij żyć…

Podziel się!