391 – labilność

Ostatnio budzę się w dobrym nastroju. Otwieram oczy i chce mi się wstać. Niestety, tego optymizmu starcza w porywach na godzinę. Sześćdziesiąt minut jawy skutecznie odbiera chęci do życia i robienia czegokolwiek.
Pisanie „Majki” zawieszone. Trzeba to wszystko jeszcze raz przemyśleć.
Dziś podjęłam decyzję o powrocie do pracy nad trzecią częścią „Młodego boga…”. Napisałam trzy zdania i zamknęłam plik. Znikąd skupienia…
Najchętniej całymi dniami bym spała – jak wczoraj.
Muszę znaleźć w sobie siłę do życia. Tylko jak?

Podziel się!

388 – pozytywne wibracje

Terapeuta ma rację. Potrzeba mi pozytywnych emocji, impulsów do działania i nowych doświadczeń. Zagrzebana we własnym cierpieniu nie stanę na nogi. Trzeba mi nie myśleć o tym, co złe. A zająć się czymś dobrym.

Pochłania mnie czytanie o przestępczości zorganizowanej. Żeby pisać, trzeba czytać. Dlatego „Majka” czeka cierpliwie nie zwiększając objętości. Zwiększa się za to moja wiedza i podstawy teoretyczne do napisania tego thrillera. Coś mi się widzi, że prokurator jednak prokuratorem nie będzie, a praworządny Rylski wcale nie będzie taki święty.

Z niecierpliwością czekam aż „Borderline: Autoterapia” trafi do sprzedaży.

Próbuję nastawiać się optymistycznie. Szukać pozytywów w każdym dniu. Nie wymagać od siebie niemożliwego. Dawać sobie czas. I uśmiechać się do słońca.

Podziel się!

382 – z pola bitwy

Najnowsze doniesienia z pola bitwy o siebie.

Znów zaczęłam wstawać o ludzkiej porze. To zasługa Prozacu, który rano wybudza ze snu i nie daje na powrót zasnąć. I dobrze. Wieczorem padam, jak mucha.
Przymusy autoagresywne osłabły. Myśli samobójcze – też. Nastrój rozczarowująco nie chce współpracować – twardy zawodnik z tego smutku i poczucia bezsensu. Cóż, i z tym w końcu sobie poradzimy.

Pisanie. Na razie moje pisanie ogranicza się do researchu i czytania o prokuraturze PRL. Ble, że też musiałam sobie wymyślić taką postać…

Słońce za oknem dodaje sił. Znów pojawiają się strzępki wiary, że będzie dobrze. Choć samo się to nie zrobi – wiem. Potrzeba nakładów pracy własnej, by wygrzebać się na dobre i – co najważniejsze – na dłużej. Powoli też wraca stabilność – na tyle, na ile można mówić o stabilności w przypadku chwiejności emocjonalnej.

Mrówczyńska, powoli, powolutku. Nie trać cierpliwości. I, do cholery, nie zepsuj tego, co zaczynasz osiągać. Nie pozwól sobie na to, by to zniszczyć.

Fragment „Majki”:

„- Widzę, że nie smakuje urodzinowe śniadanie – powiedział z pogardą i kopnął leżący na ziemi talerz. – Odwiedziliśmy waszą matkę. Wie, że jesteście na skraju śmierci samobójczej. Jednakże ktoś musi zostać oskarżony i skazany. Skoro was już na tym świecie nie będzie… Dziś, po tym, jak zidentyfikuje wasze ciało, zostanie postawiona w stan oskarżenia o brutalne morderstwo męża. Już zaczęliśmy ją przesłuchiwać – prokurator rzucił zdjęcie na ziemię.
Andrzej drgnął.
– Przecież… co wyście jej chuje zrobili?! – krzyczał, nie mogąc uwierzyć, że widzi matkę pobitą, w poszarpanych ubraniach.
– Mówiłem już. Przesłuchiwaliśmy ją. Ale nie smućcie się tak. Mam dla was prezent urodzinowy. Jeśli mnie wyręczycie w zrobieniu wam samobójstwa, zapomnę o sprawie, a wasza matka będzie dalej wiodła swój nędzny żywot – mówiąc to, wyciągnął broń z kabury. – To jak będzie? Uratujecie matkę?
Chłopak skinął głową.
– W takim razie powiedzcie mi, co tam się stało.
– Zamordowałem ojca z zimną krwią… – zaczął cicho.
– Nie dosłyszałem!
– Rozjebałem łeb temu skurwysynowi! – krzyknął tak głośno, że prokurator zdawał się być zdziwiony jego nagłym wybuchem.
– Rozumiem – rzekł prokurator i zaczął zapisywać coś w aktach mrucząc pod nosem. – Oskarżony przyznał się do winy i jest głęboko wstrząśnięty zbrodnią, której dokonał. Wykazuje myśli samobójcze, sugerowana obserwacja – skończył zapisywać. – Nie wiem, czy sobie zdajecie z tego sprawę, ale rozpatrzenie wniosku o obserwację trochę trwa. To co, nie traćmy czasu. Jest kolejka do tej izolatki – podał mu broń.”

Podziel się!

381 – mozolnie, ale pod górę

Wczorajsza próba spektakularnego wejścia w rejony położone wyżej wyszła połowicznie.
Pisanie „Majki” – było. Marne 664 wyrazy, 4238 znaków wątpliwej jakości, dyskusyjnej treści, która po przemyśleniu zdaje się pasować do całej historii, jak pięść do nosa. Ale nie, nie będę się wściekać na siebie. Już jakiś czas temu powiedziałam sobie:
– Mrówczyńska, lepiej napisać rozdział, który się potem skasuje, niż nie napisać nic.
Hmm, chyba dobre postanowienie?
Nie oczekuję od siebie gwałtownej poprawy nastroju. A raczej konsekwentnej pracy, mozolnego wspinania się pod górę. Powoli. Krok po kroku. Noga za nogą. Wzrok jeszcze odwraca się w stronę łóżka:
– Pierdol to! Nic nie ma sensu. Połóż się do wyra i czekaj na śmierć.
– Aaa weź zamknij się! – odkrzykuję w myślach cholernemu schematowi.
Nic się nie chce. Sensu nie widać. Ale wiem, że to się zmieni. Wkrótce się to może zmienić. Tylko wytrwać w postanowieniach. Nie dać się zgnoić samej sobie.

Siły Wam wszystkim życzę.

Podziel się!

380 – rozpisanie

No dobra. Sprawa wygląda tak: Postanowiłam wstać.
Dość mam leżenia i kwękania, jak mi źle. Takie wylegiwanie się na dłuższą metę męczy, a i odleżyn można się nabawić. Znam tylko jeden sposób na powrót do życia: pisanie.
Plik „Majki” otwarty. I co? No właśnie jedno, wielkie gówno. Przewijam strony w górę i w dół. Zawieszam wzrok na losowych zdaniach. Nie mam weny. Wiem, jak ma wyglądać najbliższa przyszłość bohaterów. Kto, co będzie robił, co się stanie. Ale żeby ubrać to w rozdziały? Nie… mowy nie ma. Może rozpiszę się przy tym wpisie? A może… może nie.

Znęcałam się fizycznie i psychicznie nad biednym Andrzejem. To taki mój książkowy worek treningowy: daje upust złości i skłonności sadystycznych, jak to ujął terapeuta. Majkę ubierałam w lęki i jej żałowałam. A teraz mam do nich obojętny stosunek.

Dobra, Mrówczyńska. Jeszcze raz. Pisz, pisz, pisz!

Mijają trzy lata odkąd zaczęłam przygodę z pisarstwem. Spłodziłam trzy książki. Teraz chcę iść dalej. Rozsmakować się w beletrystyce. Dziewiętnaście stron „Majki” zachęca do dalszej pracy. Ale mózg odmawia posłuszeństwa. Głupi mózg.

Podziel się!