350 – zwrot ku beletrystyce

Właśnie kończę trzynastą stronę „Majki” i zaczynam dostrzegać ogromny potencjał beletrystyki. Potencjał autoterapeutyczny.
Przeglądając to, co napisałam do tej pory, na myśl nasuwa mi się jeden wniosek – wszystko to ocieka agresją i brutalnością. Wszelkie negatywne emocje, które się we mnie kłębią, przypisuję bohaterom i czyniąc z nich bezwzględnych oprawców, daję upust tym emocjom. To oczyszczające.

Jeszcze jedno. Z życiem jest, jak z pisaniem. Czasem człowiek wpadnie na jakiś pomysł, napisze jakiś rozdział, a potem ni cholery nie może ruszyć dalej. Coś się w tej historii nie sprawdza, coś hamuje rozwój wypadków. I, choć czasem jest to trudne, wystarczy ten fragment tekstu – ślepy zaułek – usunąć, by bieg wydarzeń znów nabrał rozpędu.

Podziel się!

348 – gdy jest źle, zrób krok do przodu

Pobudka była okropnym przeżyciem. Z bólem, tym najgorszym – niefizycznym. Topiłam smutek w gorącej kawie. Zagryzłam wenlafaksyną i lorazepamem. Przepaliłam fajką. Nic nie lepiej.
Trzy godziny tępego gapienia się w okropną pogodę za oknem. Rozmyślania nad tym, co udało się napisać przez ostatnie dni.
– A może by tak włączyć komputer i pisać dalej?
– Pisać? Ale po co? Jaki to ma sens?
A za jakiś czas przemówił przeze mnie Lorafen:
– Włącz komputer, siadaj i pisz. Nieważne, czy będzie to miało sens. Nieważne, czy ostatecznie się przyda. Siadaj i pisz!
I tak zrobiłam.
Kolejna strona do przodu. Przebłysk zadowolenia z siebie. Na krótko.
Plik zamknięty. Komputer wyłączony. Przymusy wróciły. Bezłzawy płacz. By nikt nie dostrzegł tego bólu.
Gdy jest źle, zrób krok do przodu. Choćby ulga miała być chwilowa.

Podziel się!

346 – zdechły mi baterie

Wyczerpałam baterie sił witalnych do cna. Ostatkiem sił zjadłam zupę pomidorową i padłam na kanapę.
Od rana napisałam chyba z pięć stron książki. Początkowo mocno posiłkowałam się nabazgranymi kiedyś rozdziałami w zeszycie. A potem weszłam na taki poziom kreatywności, że historia sama się pisała. Ledwie widzę na oczy, ledwie przebieram palcami na smartfonie, by skreślić te kilka zdań. Spać!
Baterie wyczerpane, ale zadowolenie z siebie, szczególnie po ostatnim odpływie weny, poszybowało w górę.

Zastanawia mnie tylko, czemu znów czuję ten nieznośny ból w nadgarstku nakazujący czynności autoagresywne. Ale nie. Nie! – powiedziałam. Nic takiego nie będzie miało miejsca. W końcu cztery miesiące abstynencji to nie w kij dmuchał.

Podziel się!

345 – pisać, pisać, wszystko zapisać!

Wróciłam do pisania.
Postaci z „Majki” powoli zaczynają ożywać i żyć własnym życiem. Rylski już siedzi w areszcie, a Andrzej wzbogacił się o historię dramatycznego dzieciństwa. Tylko Majka traktowana po macoszemu wciąż nie wyzwoliła się z jednego, niedokończonego rozdziału.
Powoli, strona za stroną, zapisuję to, nad czym myślałam bardzo długo. Nie mam planu wydarzeń. Wolę, gdy historia rodzi się w trakcie. Główny motyw intrygi wciąż ten sam, ale szczegółów brak.
Najważniejsze jest, że piszę. I znów czuję, że żyję!

Podziel się!