380 – rozpisanie

No dobra. Sprawa wygląda tak: Postanowiłam wstać.
Dość mam leżenia i kwękania, jak mi źle. Takie wylegiwanie się na dłuższą metę męczy, a i odleżyn można się nabawić. Znam tylko jeden sposób na powrót do życia: pisanie.
Plik „Majki” otwarty. I co? No właśnie jedno, wielkie gówno. Przewijam strony w górę i w dół. Zawieszam wzrok na losowych zdaniach. Nie mam weny. Wiem, jak ma wyglądać najbliższa przyszłość bohaterów. Kto, co będzie robił, co się stanie. Ale żeby ubrać to w rozdziały? Nie… mowy nie ma. Może rozpiszę się przy tym wpisie? A może… może nie.

Znęcałam się fizycznie i psychicznie nad biednym Andrzejem. To taki mój książkowy worek treningowy: daje upust złości i skłonności sadystycznych, jak to ujął terapeuta. Majkę ubierałam w lęki i jej żałowałam. A teraz mam do nich obojętny stosunek.

Dobra, Mrówczyńska. Jeszcze raz. Pisz, pisz, pisz!

Mijają trzy lata odkąd zaczęłam przygodę z pisarstwem. Spłodziłam trzy książki. Teraz chcę iść dalej. Rozsmakować się w beletrystyce. Dziewiętnaście stron „Majki” zachęca do dalszej pracy. Ale mózg odmawia posłuszeństwa. Głupi mózg.

Podziel się!

374 – powrót z bezdroży

Jak odnaleźć drogę powrotną? Szlajam się po manowcach od dłuższego czasu. Pozwalam emocjom interpretować fakty. Niebezpiecznie.

Mrówek wymógł na mnie kontakt z psychiatrą. Napisałam.

Na myśl o jutrzejszej sesji cała się trzęsę. A może nie próbować ciągnąć tematu bliskości i seksu na siłę? Może dać sobie czas i zająć się czymś innym? Łatwiejszym? Przecież znów muszę się jakoś otworzyć przed terapeutą.

Wczoraj dostałam do akceptacji tekst „Autoterapii” po korekcie. Dziś wstałam, więc skoro świt, mimo kolejnej zarwanej nocy. Plik poszedł do składu. A ja nie potrafię napisać trzech tekstów promocyjnych. Trzech krótkich artykułów…

Zaczynam sobie przypominać, że chcę żyć i to życie kocham. Gdzieś świtają wspomnienia, że czasem bywa dobrze. Choć wczoraj pół dnia przepłakałam w łóżku – że trzy dekady za mną, a od siedemnastu lat tak bardzo cierpię. Że już dłużej nie dam rady.

Do tego wszystkiego znów ogromny lęk związany z wydaniem. Jak zostanie odebrana ta książka? Czy był sens ją pisać? I przeświadczenie, że ona i tak niczego nie wnosi. Że poleje się hejt. Że już nigdy nic nie napiszę.

Objawy nerwicowe nie odstępują na krok. Te wszystkie myśli i przymusy zapchały łeb. Znów błagam o krótki urlop od siebie. Żeby odpocząć, odetchnąć i na nowo moc zacząć walczyć o życie.

Podziel się!