340 – poszukiwania sponsora

Intensywnie poszukuję sponsora/sponsorów papierowych wydań „Młodego boga…”. To jedyna aktywność z pogranicza twórczego, którą jestem teraz w stanie wykonywać.
Nie mam głowy do pisania – zupełnie.
Beletrystyka nie potrafi zająć moich myśli na tyle, by dopisywać kolejne zdania, akapity, o stronach już nie wspominając. Zastanawiam się nad fabułami, intrygami, charakterystykami bohaterów, to tak. Ale nie potrafię zdobyć się na taki poziom kreatywności, by zamknąć to w słowach.
Próbowałam więc wrócić do pisania trzeciej części cyklu – plik zamknęłam szybciej niż otworzyłam.
Chyba potrzebuję przerwy. Chyba…
Skupienia się na leczeniu i, jakby to nie zabrzmiało, życiu.
Próbuję sobie to wszystko poukładać w głowie. Ustalić w jakim punkcie się znajduję.

„Zdradliwa wena – raz jest, a raz jej nie ma.”

Podziel się!

337 – ułaskawienie

Wiadomość o możliwej karze śmierci dla Mrówczyńskiej była mocno przesadzona. Impulsywnie chciałam ją zniszczyć w reakcji na to, co dzieje się na terapii.
Owszem, w swoim życiu niszczyłam i niszczę to, na czym mi zależy. Ale nigdy, przenigdy nie podniosłam i nie podniosę ręki na to, co tworzę. Nigdy nie potargałam ani nie skasowałam żadnego utworu. Nie wyrzuciłam nic w złości czy rozpaczy.
Mrówczyńska jest bezpieczna. I jej książki są bezpieczne w oczekiwaniu na wydanie.
Anka nie zostanie uśmiercona na pewno do czasu, gdy nie wyzdrowieję. Gdy razem z terapeutą nie uznamy, że mogę zakończyć terapię. A i wtedy będę miała do napisania kolejne części „Młodego boga…”.
Może kiedyś zacznę pisać beletrystykę pod własnym nazwiskiem. Może. Ale Mrówczyńska jest dla mnie symbolem walki o siebie, stawiania czoła przeciwnościom i zdrowienia. A nie, jak niektórzy myślą – choroby.

Podziel się!

334 – śmierć Mrówczyńskiej?

Na poważnie rozważam uśmiercenie Mrówczyńskiej i zniknięcie z „życia publicznego”. Nie mam na to siły.
Co by nie robić, wszędzie to samo:
– Nie, nie tym razem, statut nie pozwala, to jest doskonałe, ale… Trzymam kciuki i życzę powodzenia! Nie jesteśmy zainteresowani, nie mamy takich funduszy – i tak w cholerne kółko.
Jaki jest tego sens? A jaki koszt? Straty chyba przewyższają zyski i nie mam na myśli nic materialnego.
Na cholerę komu ta Anka. Na cholerę mi?

Rozmyć się. Rozłożyć ciało na atomy. Książki na litery. I zniknąć – jak pod słońcem mgła…

Podziel się!