327 – przemyślenia przy poprawkach

Psychiatra w grudniu popołudniu.
Od jakiegoś czasu ratuję się Tisercinem. Pół tabletki na rozpoczęcie dnia, pół, by przetrwać drugą część czuwania, kolejne pół, żeby spać.
Znów potrzebuję neuroleptyka. Niestety. Wahania emocjonalne, za którymi idą myśli skrajne, nie dają nawet funkcjonować, a co dopiero żyć.
Dziś skończyłam ostateczne nanoszenie poprawek na „Terapię u Doktorka”. Tekst zwarty i gotowy czeka na wydanie. Jeszcze tylko wypełnienie formularza dla wydawnictwa – streszczenie, opisy i inne takie.

Czytanie tego, znów obudziło dawne emocje. Przymusy autoagresji i autodestrukcji, ucisk wyobrażonej pętli na szyi. Dziwne pochody kolorów, jak kiedyś halucynacji. Lorafen – musi pomóc.

Głęboki wdech i wydech. Świeże powietrze wpada z dworu. Smak gorącej, czarnej kawy i zapach, jednej z ostatnich, wypalanej fajki.

Przecież trzeba żyć. I chce się żyć. Aż do śmierci. A czasu coraz mniej. Trzeba się zacząć spieszyć.

Podziel się!

322 – „Tajemnica rękopisu”

Czytanie ma jedną ogromną wadę – książki zawsze zdecydowanie za szybko się kończą. Człowiek zamawia sobie taką, którą chciał od lat przeczytać, czeka niecierpliwie aż szanowna Poczta Polska lub inny kurier ją dostarczy. W końcu bierze w ręce swój nowy nabytek, otwiera na pierwszej stronie i… za chwilę czyta ostatnie zdanie. Ja się tak nie bawię!

Oprócz pracy zawodowej – rzecz jasna – dni wypełnia mi nowy projekt. Książka po części historyczna, cofająca się akcją do początku dwudziestego wieku. „Sztuka dla sztuki”, „nagie dusze” to zdecydowanie mój ulubiony okres w literaturze polskiej. Bieda, tanie wina, ciężki klimat zadymionych kawiarni, syfilis, artyści bez talentu, samobójstwa z miłości i życie w krakowskiej cyganerii. To wszystko zawrze się w „Tajemnicy rękopisu”. Czuję, że pisanie tej książki sprawi mi ogromną przyjemność.

Podziel się!

321 – tchnienie nowych nadziei

Bo tak to już ze mną jest. Pieprzona chwiejność, niestabilność i skakanie po ekstremach.
W jednej chwili łzawe, rozpaczliwe:
– Nienawidzę życia! Nie chcę już żyć!
By po chwili z wielką pewnością siebie:
– Kocham życie! Chcę żyć wiecznie!
I nic, żadne racjonalne myśli, nie są w stanie powstrzymać tych szalonych oscylacji między skrajnościami.
Nic to, gdy budzi się artystka. Przynosi nowy, fascynujący pomysł na książkę. Świat w jednej chwili nabiera intensywnych barw, a życie zdaje się najlepszym z możliwych.
Tak, wiem. To trzecia książka, którą zaczynam od ukończenia „Autoterapii”. Ale nie, nie będzie jak kiedyś. Teraz to wiem. Wierzę w to i w siebie. Wszystkie je napiszę! Kolejne trzy ostatnie kropki czekają na postawienie.

Kocham Cię, życie!

Podziel się!

306 – terapia borderline: czy jest tu jakiś dystans?

Wczorajszy dzień był tragiczny – płacz, myśli samobójcze, przymus autoagresji. Nie złamałam się, nie uległam pokusom.
Utworzyłam nowy plik – książka science-fiction zaczęta dwiema trzecimi strony. Pomysł jest, koncepcja również.
– Nie znoszę pisać jednej książki na raz.
– Tak? Czyli musi być więcej?
– Co najmniej dwie.
– A dlaczego tak?
– Bo kiedy nie mam pomysłu na jedną, mogę pisać drugą.
– No tak, żeby zawsze coś robić.
Otóż to. Proces twórczy musi trwać nieustannie – inaczej tracę sens życia.
– W niedzielę skończyłam „Autoterapię”.
– W ogóle pisanie jest dla pani świetną formą autoterapii. Dzięki niemu może się pani przyjrzeć problemom z boku.
– I nabrać do nich dystansu.

Pogadałam z nim szczerze, tak od serca, bez spinania się. Ulżyło mi.
Pośmialiśmy się również z moich głupich reakcji.
– Pamięta pani, jak pierwszy raz powiedziałem, że przyjmuje pani fałszywą rolę ofiary? Że krzywdząc siebie, jest pani sprawcą, bo krzywdzi pani również innych?
– Tak – uśmiechnęłam się, bo teraz już mam do tego dystans, ale wtedy…
– Nie odezwała się pani do mnie do końca sesji. A potem chciała zerwać terapię, usilnie twierdząc, że to ja nie chcę z panią pracować.
Hehe, było tak. I to stosunkowo niedawno.

Cieszę się, że mimo wszystko, mimo wysyłania tylu smsów o zakończeniu terapii, tracenia sensu, nieprzychodzenia na sesje, jednak wciąż przychodzę do gabinetu.
Wiem, że jeszcze nie raz będę próbowała zniszczyć tę relację, zaprzepaścić wszystko, co osiągnęłam. Ale wierzę, że z pomocą terapeuty wytrwam do jej końca – a ostatnim zdaniem w ostatniej części „Młodego boga…” będzie „JESTEM ZDROWA”!

Podziel się!