291 – „Majka”

Chwila odpoczynku od „Autoterapii” dobrze mi zrobi. Nabiorę dystansu, pojawią się nowe pomysły. Nie ma się co spinać.

Folder „BOOKS” zasilił nowy – „Majka”, w którym świeżo utworzony plik o tej samej nazwie, powoli zwiększa swój rozmiar.
Przymierzam się do beletrystyki. Przepisuję chaotyczne notatki, robione kiedyś tam, w czerwonym zeszycie A4. Może coś się wyklaruje, może coś przyjdzie do głowy. Jedno jest pewne – osadzenie w klimacie kryminału.

Na oparciu kanapy leżą zeszyty z notatkami, wydrukowane pierwsze i kolejne wersje fragmentów książek. Walają się kartki z pomysłami, planami akcji, spisami rozdziałów. Długopis z czarnym tuszem wiecznie ginie w akcji. Znika zawsze, gdy muszę zapisać coś teraz, już! Na szczęście to nie jedyny długopis – za to ulubiony.
Jak ja kocham ten twórczy nieład!

Podziel się!

290 – bezsenne im bliżej, tym dalej

Wróciły problemy ze snem. Zasypiam normalnie, ale niezależnie od tego, czy położę się o 23:00, czy o 3:00, punkt 5:00 budzi mnie kaszel. Zastanawiam się, czy to psychosomatyka. Leżę do 7:00 lub 9:00 w łóżku, łudząc się, że jeszcze zasnę. Wstaję, wypijam kawę albo dwie i dosypiam jeszcze z godzinę na siedząco. Ta… nie ma to jak higiena snu.

Zostało mi do napisania sześć rozdziałów „Autoterapii”. Jak zwykle – im bliżej końca, tym gorzej się pisze, trudniej się skupić, pomysłów brakuje. I rozgrzebuję tak każdą sesję po kolei, pisząc jedną, dwie strony i przerzucając się na inny rozdział, bo:
– Z tamtym pójdzie mi lepiej, mam pomysł!
Ale gdy tylko przewinę dokument do pożądanej sesji, wszystko ucieka. A sens pisania tej książki jakoś się rozmywa. Cóż. Znam przecież te mechanizmy. I walczę z nimi z całych sił.

Obiecałam sobie: „Autoterapia” to na jakiś czas ostatnia książka autobiograficzna. Koniec z psychicznymi wiwisekcjami i babraniem się w objawach borderline. Czas na beletrystykę! I szczerą odpowiedź na pytanie, czy rzeczywiście mam szansę na aspirowanie do miana pisarki.

Podziel się!

289 – „Autoterapia”: Słowo od autora

Nadeszła kolejna wiekopomna chwila! Z okazji napisania ponad połowy rozdziałów „Autoterapii”, fanpage FB książki ogłaszam za opublikowany – facebook.com/borderline.autoterapia

A na pierwszy rzut:

SŁOWO OD AUTORA

2013 był dla mnie dość dobrym i łaskawym rokiem. Schudłam, ćwiczyłam, zdrowo się odżywiałam. Miałam siłę do życia, energię i wiarę w lepszą przyszłość.
Lektura najróżniejszych podręczników do psychologii i psychoterapii dostarczyła mi podstaw wiedzy o tajnikach ludzkiej psychiki.
Wiedziałam, że prędzej, czy później wróci kryzys. Że znów nie będę miała na nic siły, a planowanie samobójstwa i autoagresja będą moimi jedynymi aktywnościami.
Podjęłam decyzję o napisaniu serii wpisów na blogu, które miały być moją autoterapią. Początkowo były dość krótkie, jednak ta forma próby uporania się ze swoimi problemami, bardzo mi się spodobała. Zdecydowałam, że z bloga przeniosę się do edytora tekstu, a wpisy rozwinę do rozdziałów i tak powstanie moja pierwsza książka.
Płonne to były nadzieje.
Po napisaniu jakichś trzydziestu stron – projekt porzuciłam. Jak zresztą robiłam z każdą swoją „książką”. Kończyło się na pomyśle i kilkunastu stronach.
Potem jeszcze kiedyś tam zajrzałam, coś dopisałam. I twierdząc:
– Bezsensu. Przecież to się i tak nie uda – przeniosłam plik do jakiegoś głęboko schowanego i nieużywanego katalogu. „Autoterapia” – zapisana gdzieś na dysku, w zupełnym zapomnieniu.
Gdy w 2014 udało mi się napisać pierwszą książkę – „Młody bóg z pętlą na szyi. Psychiatryk” – stwierdziłam, że z prozą nie jest mi tak zupełnie nie po drodze. Kiedy udało mi się ją wydać, z napisanego w szpitalu psychiatrycznym dziennika, postanowiłam stworzyć autobiograficzny cykl o pogranicznym zaburzeniu osobowości (borderline). Jakoś w kwietniu 2016 postawiłam ostatnią kropkę w drugiej części cyklu – „Terapii u Doktorka” i zabrałam się za pisanie trzeciej – „Samobójstwo na raty” – na podstawie dziennika prowadzonego przez siedem lat bezpośrednio poprzedzających wydarzenia z części pierwszej. Nie wytrzymałam długo – byłam zbyt rozbita rozdrapywaniem starych ran. Wtedy przypomniałam sobie o projekcie „Autoterapii”. Wygrzebałam plik z odmętów dawno zapomnianych katalogów.
Po przeczytaniu tego, co napisałam trzy lata wcześniej stwierdziłam, że zasługuje to na dokończenie.
Konsekwencją tej decyzji jest oddanie w Wasze ręce mojej trzeciej książki, tematycznie zbieżnej z cyklem „Młody bóg z pętlą na szyi”, jednak zupełnie odmiennej w klimacie…

Podziel się!