123 – wypalenie

Wypaliłam się. Dodałabym, że zawodowo, ale nie utrzymuję się z pisania. Niestety.
To, co do tej pory stworzyłam wydaje mi się bezsensu. Deprecjonuję wszystkie trzy książki oraz zaczątek czwartej.
Jedynym sensownym pomysłem zdaje się być „Majka”, na pomysł której wpadłam lata temu. Ale żeby pisać? Nie bardzo…
Smutno mi. Tak po ludzku smutno.
Najchętniej bym się uchlała i poszła spać.
Dziękuję Ci, moja „ukochana” niestabilności.

Podziel się!

121 – pisanie

– I co, znowu będziesz pisać jakieś głupoty? O jakichś przymusach?
Mrówek się unosi za każdym razem, gdy widzi, że mam włączony panel bloga.
– Pokaż, co tam znowu popisałaś.
Zabiera mi telefon, gdy już opublikuję notatkę.

No, ale co ja poradzę, że mnie ciśnie? Od kilku dni silny ból w lewym nadgarstku. Tak, przymus podciecia żył się kłania. Czemu? No przecież znam odpowiedź. Tyle razy to wałkowałam z terapeutą. Co nie zmienia faktu, że nie mogę przestać o tym myśleć. Ten żądny urzeczywistnienia ból na to nie pozwala. Przecież nie może być za dobrze… Ja-autodestrukcyjna na to nie pozwoli. Ale mam to gdzieś. Łapa pozostanie cała.

– Nie pisz za dużo. Powoli. Nie wszystko na raz.
Zmienił front.
– Ale dlaczego? Przecież dopiero mnie namawiałeś, żebym pisała więcej.
– Bo wtedy to była książka o terapii. A teraz wracasz do przeszłości. Przypominasz sobie fakty, które wyparłaś z pamięci. Znowu ci się pogorszy.
Czy ja wiem? Tamten rozdział jest zamknięty. Mam dystans. Chyba…
Choć dziś robię sobie przerwę. Chyba dobrze mi to zrobi.

Podziel się!

120 – osiem lat wcześniej

Piszę codziennie. To właściwie jedyne zajęcie, na którym jestem w stanie się skupić.
Choć to wyczerpuje emocjonalnie. Opisuję wydarzenia sprzed ośmiu lat. Początki znajomości z Mrówkiem. To jeszcze czas, gdy szalenie kochałam pewnego Marka.
To zaskakujące, jak wiele faktów zapomniałam. Jak wspomnienia z biegiem lat stają się mniej bolesne.

Zastanawiam się, co by było, gdyby…
Błagałam o pomoc. Głośno mówiłam, że sobie nie radzę. Nikt mi nie uwierzył…

Podziel się!

119 – przymus niszczenia

Wstałam dziś wcześnie. Pełna energii.
Zaprojektowałam wstępnie okładki do drugiej i trzeciej części Młodego boga.

Ba! Zaczęłam pisać trzecią część pod roboczym tytułem „Młody bóg z pętlą na szyi. Samobójstwo na raty”.
Powstały trzy strony tekstu. I co? Zrezygnowana wyłączyłam komputer.

Tak, wiem, panie M. Odezwał się przymus niszczenia tego, co dla mnie dobre. Chora część mnie nie chce pozwolić na dobre samopoczucie i zdrowienie.

Niby to wiem. I co z tego?
Tendencje samobójcze wciskają się w szpary między myślami. Przymus autodestrukcyjny w świadomości rozpycha się łokciami.
Jak z tym walczyć? No jak?!
Pierdolę. Idę spać.

Podziel się!