877 – będzie kontynuacja

Chwytam się wszystkich sposobów, by jakoś poradzić sobie z zakończeniem terapii. Na razie usiłuję przetrawić to racjonalnie. Zaakceptować. W sferze emocjonalnej nadal burza i wątpię, żeby to się szybko zmieniło.

Pisałam o tym na fanpage’u, ale Wy chyba jeszcze nie wiecie. Zdecydowałam, że będę kontynuować cykl „Młody bóg z pętlą na szyi”. W czwartej części zamierzam opisać swoje wspomnienia z obecnej terapii. Mam nadzieję, że pan M. nie będzie miał nic przeciwko. Kiedyś coś tam napomknęłam i nie protestował. Cieszę się na myśl o pisaniu tej książki, choć trudno jest mi z siebie wykrzesać optymizm.

Podziel się!

876 – zawenowanie

Wena mnie nie opuszcza. Wczoraj, mimo soboty, o ósmej rano miałam napisaną już stronę A4 Guru. Przed południem, bo zrobiłam sobie drzemkę, dołączyła do niej druga.
Teraz zapełniam elektronicznymi literami dwudziestą piątą stronę powieści. Wykorzystując algorytm otrzymany z wydawnictwa obliczyłam, że pagina Guru wskazuje już sześćdziesiątkę.

Z nastrojem bardzo różnie. Niby nie jest zły, ale fakt kończenia terapii skutecznie go obniża. Mija siedemnasty dzień bez analogowej fajki, a ja przyłapuję się na tym, że mam ochotę zapalić tradycyjnego papierosa. Ale nie dlatego, że mnie ciągnie. Czuję przymus zniszczenia czegoś. Czegoś dobrego i ważnego dla mnie.

Wciąż nie potrafię wyzbyć się nadziei, że uda mi się przekonać pana M., abyśmy nie kończyli w maju. Że uda mi się wydrzeć choć jeszcze kilka miesięcy. Terapeuta uważa, że nigdy nie będę czuła się gotowa na zakończenie, ale ja się z nim nie zgadzam. A na pewno nie w pełni. Czuję po prostu, że to jeszcze nie czas. Że ilość problemów i konfliktów wewnętrznych, które jeszcze w sobie mam, nie pozwoli mi na samodzielne życie. Że prędzej czy później, a raczej prędzej, wrócę do tego, co było. Że bez wsparcia z jego strony popłynę.
Na co dzień nie jest to takim problemem, bo całkiem dobrze sobie radzę, gdy jest w miarę normalnie. Ostatnia trzytygodniowa przerwa minęła bezboleśnie. Jednak kiedy pojawia się kryzys… nie potrafię nawet wytrzymać bez pisania do terapeuty. A mam przecież świadomość, że dwa razy w tygodniu idę do gabinetu i mogę z nim porozmawiać. A tak? Będę sama. Całkowicie sama.

Pan M. chce, żebym nawiązała naturalne relacje, które będą dla mnie wsparciem. Ale ja mam Mrówka i przyjaciółkę B. Nie chcę, nie potrzebuję nikogo więcej. Nie wyobrażam sobie, że miałabym zbliżać się do kolejnej osoby. To zbyt niebezpieczne, zbyt bolesne i zbyt zagrażające. Niepotrzebne z mojego punktu widzenia. Nie chcę tego!

Podziel się!

868 – przygotowania

Od rana pisanie. Guru brakuje jakiejś jednej czwartej strony do dwudziestu stron. Ma ponad siedemdziesiąt pięć tysięcy znaków, co daje blisko pięćdziesiąt stron wydanej książki. Niby mało, ale biorąc pod uwagę, że przed świętami tekst był o połowę krótszy, jestem zadowolona.

Przed chwilą moje zmysły pobudziła cudowna kąpiel z pianą o zapachu czekoladowej trufli. Mrrr! Zrelaksowałam się. Tego było mi trzeba!

Teraz przymierzam się do przygotowań do pierwszego z dwóch wywiadów. Tematem jest pisanie. Otworzyłam plik i próbuję odpowiadać na pytania. Nie jest to proste, gdyż myślami jestem w świecie przedstawionym tworzonego właśnie thrillera. No, ale cóż, nie samym pisarstwem człowiek żyje!

Już teraz Was zapraszam na live we wtorek 5.01.2021 o godzinie 19:00 na facebookowy profil ROLuj Wykluczenie. Będę gościem Agnieszki Parol i opowiem o sobie oraz zaburzeniu osobowości z pogranicza.

Link do wydarzenia na FB: Parol zagięta / Ile jest siebie w sobie?

Dlaczego ten urlop mija tak szybko?! Nie mam na nic czasu! Całymi dniami siedzę przed laptopem i tak, jestem już pewna, że chciałabym utrzymywać się z pisania. Całe dnie spędzać w rzeczywistościach z pisanych przez siebie książek.

Podziel się!

867 – poświąteczne pisanie

Święta, Święta i po Świętach, jak to mówią. Minęły mi spokojnie i leniwie. Dobre jedzenie, sporo spania, oglądanie filmów i seriali, pisanie i czytanie. Z Mrówkiem zgoda.

Wzięło mnie na pisanie. Od niedzieli plik „Guru” powiększył się o siedem stron A4 na komputerze. Bo robię eksperyment i piszę od razu na laptopie, pomijając etap pisania odręcznego.

Czytam też „Dzieci psychiatryka” Sary Romskiej i, nie powiem, ta lektura przyda mi się przy pisaniu najnowszej powieści.

Muszę się przygotować do wywiadów, ale na razie nie mogę się oderwać od „Guru”.

Od dwóch miesięcy jestem na wortioksetynie. Jednak nie jestem zadowolona. Nastrój mam ledwie neutralny, cały czas chce mi się spać, a przez ponad dwie godziny po połknięciu tabletki (mimo wmuszania w siebie śniadania i popijania dużą ilością wody) mam takie mdłości, że muszę się kłaść z obawy przed wymiotami. Chyba wrócę do sertraliny.

Dostałam również propozycję wydania „Granic obłędu”. Niestety, w wariancie współfinansowania, więc nie wiem, czy się zdecyduję. Cóż, minęły dwa miesiące od rozesłania propozycji wydawniczej, więc może ktoś jeszcze się odezwie…

Rok kończę urlopem i próbą odzyskania równowagi psychicznej. Złość i napięcie rozładowuję na postaciach thrillera.

Marzy mi się kilka dni w Amsterdamie. Albo na Sycylii. Ale co zrobić. Trzeba siedzieć na dupie w domu. I czekać aż to szaleństwo się skończy.

Podziel się!

859 – proces twórczy – czas, start!

Jakież to wspaniałe uczucie! Otworzyłam dziś plik „Guru” i napisałam pierwsze 1205 znaków. To mało, wiem. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że od kilku ładnych miesięcy nic nie napisałam, jest to niemały sukces. Myślami jestem już całkowicie w świecie nowego thrillera, który, póki co, również dla mnie jest nieodgadniony i nieznany. Z czasem jednak poznam Kaśkę, Gaję oraz Artura, którego, być może, obdarzę jednak imieniem Eryk.

Początek procesu twórczego charakteryzuje się zazwyczaj niepokojem. Jest zbyt duża ilość możliwości, trudno się zdecydować, w którą stronę poprowadzić fabułę. Ale, cóż. Poradzim sobie z tym, jak ze wszystkim zresztą!

Przypominam, że fragmenty moich powieści można poczytać na FP
Anka Mrówczyńska – autorka.

Podziel się!