856 – tworzenie „Granic obłędu” ukończone!

Kochani, mamy to!

Wczoraj zakończyłam nanoszenie drugiej serii poprawek na „Granice obłędu” i tym samym zakończyłam etap prac nad tą książką.

Dziś zrobiłam ostateczny przegląd plików oraz treści wiadomości propozycji wydawniczej. Przed chwilą wysłałam ostatnią. Zalałam polski świat wydawniczy swoją powieścią, hehe. Poszło ponad czterdzieści maili. To w naszym pięknym kraju jest aż tyle wydawnictw tradycyjnych?!

Teraz nie pozostaje mi nic innego niż uzbrojenie się w ogromne pokłady cierpliwości. Na ewentualne odpowiedzi mogę liczyć po jakichś trzech miesiącach. O ile jakaś oficyna się skusi…

Dziś muszę jeszcze dokończyć czytać książkę o borderline Moniki Kotlarek z psycholog-pisze.pl i napisać blurba. Kiedy to zrobię, będę już chyba ze wszystkim na bieżąco. A wtedy… nareszcie znów będę mogła poświęcić się pisaniu! „Guru” czeka bezczynnie od dłuższego czasu na to, żebym otworzyła plik i na dobre rozpoczęła proces twórczy. Nie mogę się doczekać!

Jeśli chodzi o mój stan, spieszę donieść, że jest lepiej. Brintellix chyba zaczyna powoli działać, a skutki uboczne tracą na sile. Znów jest we mnie wiara w lepsze jutro i siły do życia. Choć daleko mi do hurraoptymizmu, ale to dobrze. Im niższe górki, tym płytsze doły.

Podziel się!

837 – pierwsze wystąpienie publiczne

Nie uwierzycie. W piątek miałam pierwsze wystąpienie publiczne! Mało tego, po początkowej ogromnej tremie, nieco się wyluzowałam i całkiem dobrze rozmawiało mi się z Magdą (Magdalena Skuza-Singh, szefowa Polskiego Towarzystwa Terapii Dialektyczno-Behawioralnej). Rozmawiałyśmy o moich autobiograficznych książkach. Miało to trwać dwadzieścia minut i poruszyć jeszcze inną problematykę, a wyszło na to, że rozmowa objęła połowę zakładanych tematów i wydłużyła się do ponad pół godziny. Nie bez znaczenia dla mnie było, że Magda prowadziła mnie niejako za rękę, zadając odpowiednie pytania. Prawie nie musiałam zaglądać do konspektu. Jestem jej za to wdzięczna. Planujemy również nagrać rozmowę, w której poruszymy wszystkie zagadnienia, które umieściłam w konspekcie.

Pytacie mnie o możliwość obejrzenia mojego wystąpienia na II Konferencji PTDBT ON-LINE „Jak wspierać osoby wrażliwe emocjonalnie?”. Mam dla Was dobrą wiadomość – będzie ono udostępnione na YouTube w ciągu dwóch, trzech tygodni. Jak tylko zostanie opublikowanie, od razu je tu udostępnię.

——————

Do końca dnia w piątek i pół soboty leciałam jak petarda na emocjach z konferencji. Nic nie mogło mi popsuć nastroju – miałam siłę, energię, radość, poczucie dumy i spełnienia. Jednak popołudniu wszystko poszło w łeb. W jednej chwili dopadł mnie niezrozumiały dla mnie smutek i poczucie beznadziei. Kurwa, czy te huśtawki kiedyś się skończą?

——————

A tak w ogóle mam szalony weekend. Wczoraj dwie godziny w pracy i, co prawda, byliśmy potem nad rzeką, ale dziś… Sześć godzin w pracy, sprzątanie, gotowanie. W efekcie usiadłam sobie dopiero po dwudziestej. Padam na pysk. Zmęczył mnie ten weekend okropnie. A miałam zacząć drugą turę edycji i korekty „Granic obłędu”. No, nic. Mam nadzieję, że uda mi się to w tygodniu.

Podziel się!

827 – powrót do rzeczywistości

Urlop, urlop i po urlopie. Niestety.

Spędziliśmy u cioci na wsi dwa tygodnie. Upał nie dawał wytchnienia, dlatego też byliśmy na rowerach tylko kilka razy. Szkoda, miałam nadzieję, że uda mi się zrzucić kilka kilogramów.

Ciocia prowadzi dom tymczasowy dla chorych i starych jamników. Kilkanaście psów nie dawało nam się nudzić.

Pokochałam jednego z psiaków – młodziutką suczkę Fizię, znalezioną przez ciocię przy autostradzie.Biedna nie ma jednego oczka. Tak bardzo chciałam ją zabrać do domu, adoptować. Niestety, Mrówek powiedział kategoryczne „nie”. Stwierdził, że prędzej zgodzi się na dziecko niż na psa. Ehh. Tak okropnie tęsknię za posiadaniem pieseła. Pan M. też uważa, że powinnam takowego posiadać. Ale upór Mrówka jest zbyt duży, nie do przełamania.

Wciągnęłam nosem opowieści psychoterapeutyczne Yaloma „Kat miłości”. Kolejny autor otrzymał ode mnie etykietkę „ulubiony”.

Udało mi się dokończyć pierwsze czytanie, korektę oraz edycję „Granic obłędu”. Przenoszę teraz poprawki na wersję elektroniczną.

Jutro do pracy… tak bardzo mi się nie chce.

Na szczęście również jutro i pojutrze mam sesje. Bardzo brakowało mi terapii i stęskniłam się za panem M. Mam mu tyle do opowiedzenia. Po tych dwóch spotkaniach w poniedziałek i wtorek znów przerwa w terapii. Aż do początku września, bo tym razem terapeuta znów wyjeżdża.

A tu, mój kochany Fiziulek na spacerze.

Podziel się!

826 – już tuż, tuż!

Ciągnę resztkami sił, ale już tuż, tuż! Jeszcze tylko dziś i ze cztery godziny jutro i urlop! Długo wyczekiwany i odkładany od czerwca urlop. Nareszcie!

W pierwszym tygodniu jedziemy w odwiedziny do cioci na wieś. Rodzice, co prawda, mieszkają w tej samej miejscowości, jakiś kilometr od cioci, jednak się z nimi nie spotkamy. W związku z epidemią mama izoluje się od wszystkich, nie wychodzi z domu, a pracuje zdalnie. W końcu jest po dwóch nowotworach, ma jedno płuco – boi się, oboje z ojcem się boją i ja to rozumiem.

Na wsi zamierzamy jeździć na rowerach i ogólnie aktywnie spędzić ten czas. A ja oczywiście obiecałam sobie, że skończę pierwsze czytanie i nanoszenie poprawek na „Granice obłędu”. Dotarłam do, bodajże, 46. strony. Ale takie czytanie to nie robota. Kilka stron raz na kilka dni. Więcej czasu nie udaje mi się wygospodarować. Ostatnio dużo pracuję zawodowo.

Muszę, potrzebuję tego wolnego. Żeby się zatrzymać, odpocząć, zając sobą i swoimi sprawami.

Ostatnią sesję miałam 23 lipca. Następne dwie 17 i 18 sierpnia. A po nich znów przerwa aż do września. Mija tydzień bez terapii. Na razie jakoś się trzymam, nie jest źle. Ale jak będzie potem? Zobaczymy.

Na czwartkowej sesji pan M. stwierdził, że całkiem dobrze znoszę przerwy w terapii. Cóż, szczególnie jak w tym czasie mam urlop, hehe. Ale brakuje mi tych spotkań, rozmów.

Ostatnimi czasy iskrzy między mną a panem Mrówkiem. Oboje łatwo wybuchamy i naprawdę niewiele trzeba do awantury. Jest między nami dużo złości, z którą nie do końca umiemy sobie poradzić. Wzajemne pretensje, uszczypliwości, drobne złośliwości i zbyt duże, raniące słowa. Tak ogólnie jakoś się dogadujemy, ale ten stan rzeczy jest daleki od pożądanego.

Jeśli chodzi o kwestie wydawnicze – wysłałam drugi raz „Dwa słowa” do wydawnictw. Tym razem zmieniłam treść wiadomości, która teraz bardziej przypomina list motywacyjny niż zwykłe poinformowanie o przesłaniu propozycji wydawniczej. Doczekałam się nawet odpowiedzi od jednego z dużych wydawnictw, napisanej przez człowieka z Działu Literatury Polskiej oprócz standardowej zwrotki od autorespondera (choć w obu przypadkach treść wiadomości była taka sama). Oznacza to (mam nadzieję), że moja propozycja została przyjęta do przeczytania, a nie z góry odrzucona, jak wcześniej.

Wkurzam się na Empik, bo zamawiają po kilka egzemplarzy moich książek i wiecznie są przez to niedostępne do zakupu online. „Uśpionej” w wersji papierowej nie mają od kilku miesięcy, z „Autoterapią” i „Młodym bogiem” wcale nie jest dużo lepiej.

No, coż, Kochani, chyba tyle u mnie. Dajcie znać, jak u Was. Jak mijają Wam, wakacje? Ja tymczasem wracam do pracy.

Trzymajcie się i nie dajcie się!

Podziel się!