817 – już nie mogę; to przez nogę i dalej mogę!

Gdyby to było takie proste, nie?

Mam dziś słaby dzień. Do tego stopnia, że musiałam się wspomóc lorazepamem w dawce dwa i pół miligrama.

Jutro psychiatra. Kończą mi się leki. Dobrze, że się z nim spotkam, bo terapię miałam w zeszły wtorek, a następna sesja dopiero trzeciego lipca.

Trochę u mnie działo w ciągu mojego milczenia tutaj.

Odważyłam się porozmawiać z panem M. o naszej relacji. Czyli zrobiłam to, czego tak bardzo się bałam i tak długo to odkładałam. I co? Okazało się, że jak już zaczęłam mówić, to jakoś to poszło.

Nie pamiętam, czy wspominałam… Obłęd zyskał nowy i ostateczny tytuł „Granice obłędu”. Zostały mi do przepisania na kompie trzy rozdziały. Szacuję, że po przeniesieniu tych rozdziałów na wersję elektroniczną, książka będzie miała ok. 345 tysięcy znaków. Co da jakieś 260-270 stron wydanej książki. Przede mną napisanie kilku ostatnich rozdziałów. Szacuję, że ostateczna wersja tego thrillera będzie dobiegać do 300 stron.

Niestety wciąż nie znalazłam wydawcy na „Dwa słowa”, choć kilka wydawnictw było zainteresowanych, jednak ostatecznie się rozmyśliły. No cóż. Może to jeszcze nie jej czas?

Żal rozstawać mi się z procesem pisarskim Granic obłędu. Bardzo związałam się z tymi postaciami. Za to w głowie majaczą mi dwa pierwsze zdania nowej powieści…

Podziel się!

815 – jaki tytuł?

Ten tydzień przyniósł tyle emocjonalnego bólu, że ten nieopatrznie zmienił się w cierpienie. Cierpienie tak niewyobrażalne w swym ogromnie, że chciałam zakończyć swoje życie. Zdecydowanie, definitywnie i tym momencie. Byle tylko przestać czuć.

Ale milczałam. Milczałam z rozmysłem. Nie chciałam bowiem obrzygiwać Was tą udręką.

Cierpienie odeszło tak nagle, jak przyszło. Ale pozostawiło po sobie pustkę nie do zapełnienia. Jestem jak wyschnięta studnia, o której ściany obija się rzucony kamień. Tępe echo wypełnia przestrzeń, by po chwili zamilknąć na wieki.

Znów straciłam serce do pisania. Choć siedzę nad zeszytem i co jakiś czas wypluwam pojedyncze zdanie. Ale to nie to, to nie moje ukochane pisanie.

Do poczytania w lepszym czasie.

Wierzę.

Podziel się!

802 – tnij bohatera, tnij!

Na ostatniej sesji pochwaliłam się panu M.
– Chciało mi się ciąć, Ale to jest sprzeczne z moimi celami, więc pocięłam postać w książce. Zrobiło mi się trochę lepiej.
– Gdyby ograniczyła się pani do cięcia bohaterów, to byłby duży sukces.
Oczywiście musiałam znaleźć jakieś „ale”.
– To oni nic by nie robili, tylko się cięli – roześmiałam się. – A to by było przegięcie.

Niemniej jednak, od kilku dni, gdy jest mi źle, projektuję te emocje na jedną z postaci „Obłędu”. Wkładam w jej umysł swoje myśli i przymusy. Opisuję to, jak się okaleczania lub jej tendencję samobójcze. Biedna nastolatka. Jess stała się moim workiem treningowym, nad którym się znęcać, zostawiając swoje ciało w spokoju.

Podziel się!

784 – nie trzeba być geniuszem, żeby to wiedzieć: nadszedł kryzys

Po kilku dniach bez mycia wzięłam dziś w końcu kąpiel. Gorącą. Z pianą zakrywającą usta. Obserwowałam jak rośnie. Jak pęcznieje, niebezpiecznie zbliżając się do krawędzi wanny. I miałam to zupełnie gdzieś. Całkowicie pochłonięta obserwacją lewego nadgarstka i blizn na nim, żałowałam, że go nie rozpłatałam te kilka dni temu.

Oczyma wyobraźni widziałam, jak piana się zaczerwienia. Z początku była to mała plamka, by po chwili rozlała się na całą wannę i wsiąkła w każdy bąbelek owocowej piany.

Twarz umyta. Trochę szamponu niebezpiecznie spłynęło poniżej brwi. Można więc było udawać, że nie płaczę. Że to tylko łzy oczyszczają szczypiące od detergentu oczy.

Zafiksowanie na punkcie rozpłatania łapy. W głowie nieprzerwanie odtwarzany wers piosenki LemON: Nic z tego nie będzie, z tego nic nie będzie.

Jedyne w co wierzę, to upadek mojej twórczości. Zakończenie kariery pisarskiej, która tak naprawdę się jeszcze nie rozpoczęła. Powrót do pisania do szuflady. Nowe słowa nie ujrzą światła dziennego. Przepadło. Wszystko się unicestwiło. Razem ze mną.

Po raz kolejny (który to już?) żyję tylko z rozpędu…

Podziel się!

782 – istny obłęd z „Obłędem”

No tak… 31 grudnia skończyłam „Dwa słowa”. A że moja wena próżni nie znosi…

Ogłaszam wszem wobec, że wczoraj rozpoczęłam pisanie nowego thrillera psychologicznego pod roboczym tytułem „Obłęd”. Mam głowę pełną pomysłów. Mogłabym pisać i pisać, i pisać! A tu praca zawodowa…

Jak zwykle, mam jedynie ogólny pomysł na fabułę i dwójkę głównych bohaterów, których jeszcze nie zdążyłam poznać. Póki co, zdradzę tylko, że to pani psychiatra oraz seryjny morderca. A poza tym ciii… Może niedługo podam więcej szczegółów.

Już nie mogę się doczekać, aż zapoznam się z postaciami, dowiem się o ich przeszłości, prześledzę teraźniejszość, odkryję plany na przyszłość. Ciekawa jestem, jaką stworzą relację. I jakie będą interakcje między nimi.

Powiem Wam, że pisanie książek bez gotowego, szczegółowego planu czy konspektu jest o wiele ciekawsze. W miarę powstawania kolejnych zdań tworzy się świat. To bohaterowie prowadzą mnie przez fabułę – nie ja ich.

Podziel się!